Zielarnia nad Sekwaną, czyli niespodziewany wyjazd do Paryża

Ach! Gdyby tak dostać tajemniczą kopertę, w której znajdę bilet do... Paryża! Która z Was natychmiast spakowałaby się i bez zbędnych pytań wyjechała? Zaznaczam, że bilet i pobyt opłacony :) Ja na pewno bym skorzystała. Taki właśnie prezent dostała jedna z bohaterek trzeciej już części serii, którą napisała Liliana Fabisińska, a wydanej przez Wydawnictwo FILIA. Skąd tytuł powieści: "Zielarnia nad Sekwaną"? Czytałam poprzednie odsłony i mimo, że ogólnie mi się podobały to jednak jakoś specjalnie mnie nie porwały. Jak zatem było w przypadku ostatniej książki serii "Jak pies z kotem"?


Czytaj dalej...

Codzienne nawyki

Tyle się mówi o rytuałach w życiu dziecka od pierwszych dni jego życia. Sama bardzo pilnowałam porządku dnia, zwłaszcza zaś wieczornych zajęć. Wyciszanie, kąpiel, mleko i spać - zawsze o tej samej porze. Mimo sporadycznych oporów ze strony rodziny, gdy w domu np. impreza trwała w najlepsze :) Mieliśmy z córką swoje przyzwyczajenia i tak zostało właściwie do dziś. Może dzięki temu nie wiem co to dziecko idące spać około 22-ej? Może dzięki temu młoda sama czuje, że gdy zbliża się jej godzina snu to zaczyna dopadać ją zmęczenie? Myślę, że takie rytuały w życiu dziecka, pielęgnowane konsekwentnie bez względu na wszystko, procentują w przyszłości. Jak to wygląda w naszym przypadku? Czy matki też mogą/powinny mieć swoje codzienne nawyki, schematy? Ja mam. Zawsze staram się na nie znaleźć choćby chwilę...


Czytaj dalej...

Dzieci i komputer, czyli mądre wykorzystanie technologii

Do dzisiejszego wpisu zmotywowało mnie codzienne życie. Konkretnie – życie Zwykłej Rodzinki. W moim przypadku cykl dzienny wygląda do znudzenia tak samo albo co najwyżej, gdy motylek w Chinach zatrzepocze skrzydełkami w myśl teorii chaosu, bardzo podobnie. A więc: praca, dom, obiad, walka z córką o każdą minutę odpoczynku (na razie jestem konsekwentny – zawsze przegrywam), godzina wieczorem – w porywach dwie spokoju za Zwykłą Matką, sen. Sekwencja ulega regularnemu powtarzaniu. Jedynie w weekend odchodzi obowiązek dotarcia do stanowiska pracy. Choć w sumie ten czas spędzam zazwyczaj w pokoju mojej księżniczki... więc na jedno wychodzi.


Czytaj dalej...

Stare na nowo, czyli Piękna i Bestia 2.0

Istnieją pewne nieśmiertelne historie, które znają nasi rodzice. Ba! Są i takie, które znają nawet dziadkowie. Bajki na tyle aktualne, że podobają się też współcześnie naszym dzieciom. To jest w nich piękne. Mimo, iż stworzono je ładny kawał czasu temu, wciąż przyciągają, a ich przesłanie nie traci na aktualności. Tak jest między innymi z historią o Belli, jednej z ulubionych księżniczek Disney'a mojej córki...


Czytaj dalej...

Pałasz, Wilczyńska i Piątkowska, czyli nowości z BISa

Gdyby za moich szkolnych czasów były takie książki, które pomagają zrozumieć wiele zagadnień dotyczących różnych przedmiotów, zdecydowanie łatwiej szło by mi przyswajanie wiedzy! Wiadomo nie od dziś, że najlepiej wchłania się cenne informacje nie będąc do końca tego świadomym. Na przykład podczas czytania książek. "Zamkowe opowieści duszka Bogusia" to idealny przykład na to, że nawet historię można ogarnąć, pod warunkiem, że jest fajnie przedstawiona.


Czytaj dalej...

Odnajdę Cię...., Anna Karpińska znowu mnie nie zawiodła!

Ostatni post na temat adopcji pisałam pod wpływem emocji i częściowo za sprawą świetnej blogerki, która sama jest mamą adopcyjną. Jest to temat, który krąży w mojej głowie od dawna. Na dodatek teraz pojawił się w czytanej przeze mnie książce. Anna Karpińska i jej najnowsza powieść "Odnajdę Cię" ponownie udowodniła mi, że polskie autorki potrafią pisać świetne powieści i dorównują światowym twórcom bestsellerów!


Czytaj dalej...

Dlaczego nie adopcja...?

Kiedy po raz kolejny przeczytałam wpis Karoliny (TUTAJ) znowu łza zakręciła się w moim oku. Dziewczyna ma w sobie coś co powoduje, że często zastanawiam się nad swoim macierzyństwem. Sama nie uważa się za odważną, ale ja myślę inaczej. Wiecie, że mamy ze Zwykłym Tatą tylko jedną córkę, NIEZWYKŁA córkę! Jest naszym szczęściem i wypełnia nasze życie po brzegi. Czy na pewno? W tym rzecz, że mamy w sobie jeszcze mnóstwo miłości, którą chcielibyśmy obdarować kolejne dziecko. Mamy w swoich sercach miejsce na brata lub siostrę dla naszej dziewczynki.

Czytaj dalej...

Między wierszami..."Za zamkniętymi drzwiami"

Opowiem Wam historię o idealnej parze
Czy całkiem idealniej? To się jeszcze okaże
Na wstępie jednak ostrzegam, iż recenzja owa
Jest nieco zdradziecka, czyli SPOJLEROWA
Stąd jeśli nie chcecie poznać treści dzieła
Przewińcie tekst do miejsca, gdzie moja ocena
Kto zaś już przeczytał „Za zamkniętymi drzwiami”
Niech wnet się podzieli swymi uwagami


Czytaj dalej...

Dlaczego mówimy to dzieciom?

Jako dziecko na pewno niejedno z Was usłyszało: "dzieci i ryby głosu nie mają". To jedno z popularniejszych zdań wypowiadanych przez starsze pokolenie w kierunku swoich pociech. Na imprezach rodzinnych dzieci siedziały przy oddzielnych stolikach (choć to akurat trafiony pomysł i sprawdza się do dziś) i nie było wolno wtrącać się do rozmów dorosłych. Nie wszystko się zmieniło. Wtrącanie nadal nie jest mile widziane, ale coraz częściej chcemy przecież, by dzieci z nami rozmawiały. Powiedziały co u nich słychać, jak w szkole i jak z kolegami się układa. Babcie, ciocie są teraz ciekawe tego, co dzieje się u najmłodszych członków rodziny. Jednak istnieją stwierdzenia, które wypowiadamy do dzieci często, zbyt często i to później do nas wraca...

Czytaj dalej...

Epidemia, czyli śpiew zasmarkanych łabędzi



Jakiś czas temu natknąłem się w pewnej książce na dość ciekawe spostrzeżenie. Sprawa dotyczyła zachowania zasad higieny w publicznych toaletach. Każdy z nas wie (a jeśli nie, to dajcie znać – usunę Was zaraz z kręgu znajomych na FB), że po wizycie w ustronnym miejscu należy zawsze dokładnie umyć ręce mydłem. Statystycznie są jednak jednostki, które tego nie robią. Za to bez wyjątku wszyscy, prędzej czy później, wychodzą z WC, prawda? Przez drzwi. A te mają klamki. Rozumiecie już o co mi chodzi? Właściwie w każdym miejscu publicznym codziennie mamy bezpośredni kontakt z przedmiotami, które dotyka cała masa ludzi. Komunikacja miejska, bankomaty, toalety, sale kinowe. Przykładów można przytaczać wiele. Czy wobec tego mamy się zachowywać jak serialowy Adrian Monk, dezynfekując dłoń po każdorazowym przywitaniu się z inną osobą? A może powinniśmy przez cały dzień chodzić w rękawiczkach? Odpowiedź oczywiście brzmi: nie! Wystarczy świadomość, że w naszym otoczeniu funkcjonują inne jednostki oraz że po powrocie do domu (jak również przed każdym posiłkiem) należy usunąć ślady ów niewidocznej interakcji z naszych rąk. Gorzej jednak jeśli o tych elementarnych zasadach (a raczej ich braku) pomyślą także organizacje terrorystyczne albo tajne agencje rządowe...



Czytaj dalej...

Bezpieczeństwo dzieci w szkole-jak o nie dbać?

Wiele czynników złożyło się na to, że natchnęło mnie do stworzenia takiego właśnie wpisu. Bezpieczeństwo dzieci w szkole, czy też w przedszkolu to temat rzeka. Jest to zagadnienie, o którym dość dużo się pisze i mówi. Ale moim zdaniem nigdy za wiele dobrych rad związanych z bezpieczeństwem naszych pociech. Nie ma chyba dla rodzica nic ważniejszego na świecie niż zadbanie o to, by jego dziecko czuło się pewnie pod każdym względem. O jakim rodzaju ochrony możemy mówić? Jest tego naprawdę sporo. Do tego stopnia, że nie sposób wymienić wszystkiego. Dlatego dziś przybliżę Wam kilka zagadnień z jakimi Zwykła Matka musi się na co dzień zmagać oraz przypomnę kilka podstawowych metod jak ustrzec się przed takimi stresującymi sytuacjami.


Czytaj dalej...

Willow - odkrywanie prawdy o sobie

Willow w języku angielskim oznacza wierzbę". Czy główna bohaterka powieści Virgini C. Andrews ma zatem coś wspólnego z drzewem? Co czuje kobieta, która odkrywa, że całe jej życie było tak naprawdę jednym wielkim kłamstwem? Co Ty, drogi czytelniku, czułbyś odkrywając, że nie jesteś tym kim uważałeś? To nic przyjemnego, gdy z jakiegokolwiek powodu nasze życie wywraca się do góry nogami. Osobiście doświadczyłam czegoś takiego raz - i to dość drastycznie. Miałam trzynaście lat kiedy moja mama postanowiła się rozwieść (i była to najlepsza decyzja w jej życiu, jak się okazało). Odbiło się to zarówno na mnie jak i na siostrze. Dobrze kiedy zmiany są na lepsze... Tylko takie bowiem jesteśmy w stanie zaakceptować.


Czytaj dalej...

Kolejny zlot "czarownic", czyli Blog Parenting Poznań

Spotkania - słowo, które bardzo lubię. Dzięki nim poznałam mnóstwo ciekawych osób. Przez kontakt osobisty zupełnie inaczej postrzega się daną osobę, a także blog, który prowadzi. Faktem jest niestety, że dużo osób bierze udział w takich wydarzeniach jedynie dla "prezentów". Jednak mnie najbardziej cieszy zawieranie nowych znajomości. Taką możliwość miałam dzięki Basi z bloga Pierwsze kroki. To ona bowiem była główną sprawczynią spotkania Blog Parenting Poznań, zorganizowanego w Centrum Rozrywki dla dzieci - Park Rodzinka.

Czytaj dalej...

Run, Goblin, run!..., czyli Goblinpiada

Ostatnimi czasy niezwykle modne stało się bieganie. Nie aktywność fizyczna tylko BIE-GA-NIE! Trudno dziś nie natknąć się na odblaskowego ludzika podczas spaceru po leśnych ścieżkach. Zresztą chodniki też często-gęsto robią za bieżnię. Ilekroć jadąc rano do pracy (ok. 6.10) mijam dreptającego w pstrokatym stroju śmiałka, zadaję sobie pytanie: Co tych ludzi motywuje? Jaka siła jest w stanie wyrwać ich skoro świt z łóżka i zagnać w rozespane jeszcze lasy i knieje? Zapewne chodzi o dobrą kondycję i samopoczucie. Ma to sens. Tyle tylko, że na dzień dzisiejszy bieganie stało się tak modne, że na samo wspomnienie o nim odechciewa mi się ruszyć choćby palcem u nogi. Nie żebym nie próbował... Ja po prostu tego nie czuję! Koszykówka, rower, badminton – proszę bardzo. Tam też się drepci, a i spocić obficie się można.
 

Czytaj dalej...

Dobre, bo polskie, czyli SKRZAT-owe nowości na wiosnę

Pięknie wydanych książek jest całe mnóstwo. Takich, które zawierają w swojej treści nie tylko humor, ale też coś wartościowego również znajdziemy sporo. Najtrudniej natknąć się na tytuły łączące w sobie to wszystko, zwłaszcza jeśli chodzi o literaturę dziecięcą. 
Mam kilku ulubionych autorów oraz słabość do polskich pisarzy, zarówno w dziecięcych jak i dojrzałych publikacjach. Rzadko mnie zawodzą wybrane spośród nich tytuły. Tak jest i tym razem. Dziś bowiem mam dla Was kilka nowości do wydawnictwa Skrzat. Trzech polskich autorów. Każda z książek inna. Każda ciekawa. Zapraszam :)



Czytaj dalej...

Idę po prąd, bo nie jestem idealna

Jakiś czas temu, na znanym wszystkim portalu społecznościowym, mój post z linkiem do bloga wyniósł się na wyżyny statystyczne (patrząc według moich kryteriów). Był to wpis o kosmetykach (TEN). Uwierzycie, że cieszyłam się wprost jak dziecko? Zapewne na "dużych" i znanych blogerkach taka ilość polubień, czy komentarzy nie robi wrażenia, ale dla mnie jest to radość ogromna. Tak jak pisałam już kiedyś: jestem Zwykła Matką (dosłownie i z racji nazwy bloga) :) Może ktoś zaraz skomentować, że teraz to tylko liczby się liczą. I będzie miał poniekąd rację. Dla osób, które ze swojej pasji chcą mieć jakiekolwiek korzyści, te liczby mają ogromne znaczenie. Dlaczego? Bo firmy podejmujące współpracę z blogerami patrzą w dużej mierze na statystyki! Mnie cieszy każdy nowy czytelnik. Każdy komentarz dający mi do zrozumienia, że to co "spłodzę" w tym swoim wirtualnym światku przynosi jakiś odzew. Jednak mimo wszystko ciągle idę pod prąd i nie jestem idealna...


Czytaj dalej...

Tajemnica mroku, czyli we dwoje przez znoje (przedpremierowo)

Z czym kojarzy Wam się strach? Zapewne z niczym przyjemnym. Wszak bać się można dosłownie wszystkiego. Dopóki nie poczujemy, że otwarcie każdych kolejnych drzwi w naszym życiu doprowadzi do bliżej nieokreślonej katastrofy, nie odstajemy od normy. Nie ma w strachu nic wstydliwego. No bo ostatecznie właśnie dzięki temu odruchowi obronnemu chronimy nasze bezcenne doskonałe ciało (a niekiedy ducha) przed wszelakimi niebezpieczeństwami. Niekiedy zdarza się jednak, że pewne fobie ograniczają nasze poczynania, zubożają życie, pozbawiają przyjemności. Co w takich przypadkach? Każdy psycholog, a niekiedy nawet psychiatra, powie jedno: „Walcz z tym!” Łatwo powiedzieć – trudniej wykonać. Sam posiadam w swoim portfolio kilka ciekawych okazów, które przyprawiają mnie o szybsze bicie serca (w kontekście strachu, a nie innych przyjemniejszych doznań ;) ). Na szczycie ów listy są pająki. Choćbym nie wiem jak się starał, nie jestem w stanie przekonać się do tych włochatych, ośmionożnych stworzeń. Już mi wyszła gęsia skórka od samego pisania o tym. Zwykły Tata vs „krzyżak”: to nigdy nie są miłe spotkania...



Czytaj dalej...

Malina, smoki i potwory...

Co mogą mieć ze sobą wspólnego smoki, potwory i dziewczynka o słodkim imieniu Malina? Ano nic... :) Może jedynie fakt, że wszystkie książki, z których się wywodzą ów postaci pochodzą z naszej ulubionej księgarni. Ech! Czasem wręcz boję się zaglądać na ich stronę internetową, bo kuszą tak konkurencyjnymi cenami aż strach. A przecież żaden portfel nie jest bez dna, a regał w pokoju z gumy :) Fakt jest jednak taki, że cała nasza Zwykła Rodzinka kocha książki i ciężko jest im się oprzeć. W ten oto sposób jakiś czas temu do naszego domu przybyły kolejne ciekawe egzemplarze ze wspomnianej księgarni internetowej...


Czytaj dalej...

Słodko, czyli makowiec w pieluszkach

Uprzedzam, że będzie dziś słodko, więc jeśli macie zamiar czytać ten wpis wieczorem-odłóżcie to na kolejny dzień :) Z góry tłumaczę, iż przepis ten otrzymałam od znajomej, ta zaś od swojej mamy, która znalazła go kilka lat temu w pewnej popularnej gazecie! Absolutnie nie uważam go za swój, tym bardziej, że ciasto wykonała moja teściowa, a ja zwyczajnie będąc nim zachwycona chciałam się przepisem podzielić z Wami. Dlaczego nie ja wykonałam te pyszności? Otóż jak już wiecie, lubię przepisy proste i szybkie, a ten do takowych nie należy, zdecydowanie! Jeśli ktoś zna to ciasto może się pochwalić swoim wykonaniem lub po prostu odczuciami smakowymi :)


Czytaj dalej...

EGMONT-owe nowości... dla dziewczynek

Mamy z córką słabość do wielu wydawnictw z najróżniejszych powodów. Każde lubimy inaczej - za coś innego. Jak tylko pojawiają się nowości książkowe nasze oczy przyjmują rozmiary pięciozłotówek. Część z nich przypada nam (ku ogromnej uciesze) z racji recenzowania, część zakupujemy sami, a inna część pochodzi z naszej cudownej biblioteki. W ten oto sposób jesteśmy prawie zawsze na bieżąco. Choć i tak na wielu blogach często znajduję tytuły, których wcześniej nie widziałam :) Książek jest wszak naprawdę dużo. Co chwila pojawiają się na rynku nowości i ciężko za tym wszystkim nadążyć. Ale od czego moi drodzy macie między innymi naszą Zwykłą Rodzinkę!? Dziś zrobimy małą prasówkę, w której przedstawię Wam kilka najświeższych tytułów wydawnictwa Egmont.
 
 
Czytaj dalej...

Zalesie na każdą porę roku, czyli hotel przyjazny rodzinie

Kto obserwuje mój profil na FB, czy Instagramie ten wie, co u nas działo się w miniony wydłużony weekend. Wiecie zatem, że gościliśmy w hotelu Zalesie Mazury Active SPA,  18km na wschód od Olsztyna. Miejsce polecane przez wiele osób, mające cały szereg pozytywnych opinii i nagród. Ale jak faktycznie tam jest? Czy to hotel przyjazny rodzinie, do którego warto się wybrać? Co takiego ma w sobie, że zbiera tak dobre noty? Zaraz się wszystkiego dowiecie. Nie będzie to przytaczanie treści z promocyjnych ulotek. Napiszę jak było naprawdę... Opowiem Wam o tym z czego osobiście skorzystaliśmy goszcząc w ów miejscu. Dzięki temu będziecie mieć relację i opinię z pierwszej ręki! Jesteście na to gotowi? Oraz na masę zdjęć, rzecz jasna? No to jazda!


Czytaj dalej...

Sekret willi Romantica - kryminał, czy romans?

Piękna okładka. Akcja na południu Francji. Bestsellerowa autorka. Nic tylko brać do ręki książkę i czytać. Zakopać się pod kocykiem i upajać opisami kraju słynącego z wieży Eiffla i pól pachnących lawendą. Mnie przyciągnęła właśnie okładka z fioletowymi kwiatami, zachęcający opis z tyłu powieści, a także perspektywa przeniesienia się choć na kilka godzin do uroczej Francji. Czy "Sekret willi Romantica" spod pióra Elizabeth Adler mnie jednak porwał? Czy zauroczył mnie swoją treścią? Czytajcie dalej!


Czytaj dalej...

Wyścig Tytanów, czyli perfekcyjne olbrzymy



Jestem pełen podziwu dla ludzkiej wyobraźni i kreatywności. Takie potwory na przykład. Kto je wymyśla? Kto decyduje, że Predator ma paszczę niczym otwierający się spadochron, a Obcemu na głowie wyrósł wazon? Człowieki, rzecz jasna! Od początku naszej egzystencji na Ziemi przywoływano przeróżne twory, stwory oraz kreatury aby straszyć nimi nieposłuszne dzieci, czy wywrotowców we wszelakim zakresie. Patrząc na historię ludzkości, musiało przynosić to wymierne efekty. Miejcie ów fakt na uwadze, gdy znów o 3.00 w nocy wasze dziecko zacznie szturchać was palcem w ramię, bo się boi... Możecie mieć pretensje tylko do siebie. A ściślej mówiąc, do całego gatunku ludzkiego.
 

Czytaj dalej...

Improbrać, czyli pomysł na randkę z mężem

Kto powiedział, że najlepszy pomysł na randkę z mężem to kino lub kolacja w restauracji? Przecież może to być też teatr, muzeum, krótki wyjazd na weekend (tzw. randka długodystansowa). Można poprzestać też na zwyczajnym spacerze po lesie lub brzegiem jeziora o zachodzie słońca. Czasami nie trzeba nic wielkiego, by było przyjemnie. Czasem wystarczy wieczór w domu zorganizowany tak, by było miło, sympatycznie i romantycznie. Odpowiedni klimat (muzyka, świece, wino) i już jest fajnie. W dodatku małym nakładem finansowym :) Co jeszcze ciekawego można zrobić w ramach małego randez-vous? Jaki inny pomysł na randkę z mężem?


Czytaj dalej...

Zapraszam na... Koncert cudzych życzeń (ze spojlerami) + KONKURS

Każdy ma jakieś marzenia. Takie małe, które łatwiej spełnić i te większe, których osiągnięcie to jak zdobycie Mount Everest! Mamy też życzenia, które wypowiadamy kiedy widzimy spadającą gwiazdę lub zdmuchujemy świeczki na torcie urodzinowym. No co? Ja w każdym razie nadal tak robię :) Jest też coś takiego jak oczekiwania. Wobec siebie i swojego życia, a także wobec innych. Są takie, które ktoś ma wobec nas... Znacie to? Zwłaszcza kiedy ktoś oczekuje od Was czegoś na co szczególnie nie macie ochoty? Taka sytuacja zdarza się często w przypadku dzieci i chorych ambicji ich rodziców. Jednak nie o tym dziś będzie. Dzisiaj dowiecie się jak można rzucić wszystko "w diabły" i pognać za swoimi marzeniami...

Czytaj dalej...

Strażnicy, czyli magia dla sceptyków

Wierzycie w magię? W codziennym życiu dość często odwołujemy się do tej... sztuki? Profesji? „Magiczne chwile”, „magia ekranu”, „magiczne sztuczki”, oto kilka przykładów z całej gamy możliwości. Nawet jeśli do zagadnienia podchodzimy sceptycznie z lekkim uśmiechem na twarzy (co jest raczej zdrową reakcją), nie sposób odmówić aury tajemniczości spowijającej ów temat. Skoro więc nie mamy wystarczającej wiedzy, możemy do woli tworzyć najrozmaitsze teorie i rewelacje. Bo kto nam zabroni?


Czytaj dalej...

Piosenki filmowe, piosenki o miłości na romantyczny wieczór we dwoje

Wiecie zapewne, że wcale nie trzeba wychodzić z domu, by spędzić romantyczny wieczór z mężem/partnerem? Sposoby na wspaniałą randkę znajdziecie na blogu Izy. Ja zaś podrzucę Wam dziś kilka fajnych pomysłów na podkład muzyczny idealny na romantyczny wieczór. Są to piosenki filmowe, w większości o miłości (no jasne!), wygrzebane sprzed kilku lub kilkunastu lat. Przyznam się szczerze, że najbardziej lubię właśnie te stare hity. Zwykły Tata jest zresztą wielkim fanem muzyki z lat 80-tych! Kilka lat temu nagrał dla nas teledyski z takimi utworami. Mówię Wam - prawdziwa klasyka!
Pięknych kawałków jest całe mnóstwo. Sama mam tyle ulubionych hitów, że czasu by mi nie starczyło na ich spisanie, a Wy znudzilibyście się po kilkudziesięciu pozycjach! Wybrałam zatem 15 utworów, które pierwsze przyszły mi na myśl!


Czytaj dalej...

Ala Baba, czyli Joanna Wachowiak o rodzeństwie

Pierwsze skojarzenie odnośnie tytułu książki nasuwa się samo: Ali Baba. No jasne! Jednak w błędzie są ci, którzy oczekują publikacji o rozbójnikach. Choć momentami jej bohaterów możemy tak właśnie odbierać. Wszak matki małych chłopców zaraz zgodnie wykrzyczą, że mieć dwóch urwisów w domu to jak mieć 40 rozbójników przynajmniej :) O książkach, które napisała Joanna Wachowiak opowiadaliśmy Wam już kilkakrotnie. Kiedyś nawet zrelacjonowałam spotkanie z autorką  w naszej gminnej bibliotece. Co zatem tym razem przedstawię? Czym zaskoczy nas tym razem pani Joanna i wydawnictwo BIS? Czytajcie dalej!


Czytaj dalej...

Kosmetyki dla mamy i córki, czyli jak przyoszczędzić...

Kiedy planowałam zostać mamą po cichutku marzyłam o tym, by urodziła się córeczka. Oczywiście cieszyłby mnie też chłopiec, nie w tym rzecz. Tak bardzo pragnęliśmy dziecka, że liczył się sam fakt by w ogóle się pojawiło w naszej rodzinie. Jednak, gdy dostrzegłam upragnione dwie kreski na teście ciążowym, a potem wizyta lekarska potwierdziła te cudowne wieści, zaczęłam myśleć jakiej płci będzie nasze potomstwo. Marzyłam o dziewczynce, taka jest prawda. W dniu, w którym lekarz na badaniu USG ujrzał naszą królewnę łzy pociekły mi po twarzy. Najpierw była ulga, że maleństwo jest zdrowe, a potem radość, że będzie córa.


Czytaj dalej...

Astrologiczny przewodnik, czyli Bridget Jones z horoskopem

Odkąd pamiętam babcia moja zawsze czytała horoskopy zarówno mi jak i pozostałym domownikom. Sądzę, że nie do końca w to wierzyła, ale miała niekłamaną frajdę gdy przekazywała nam, że w danym tygodniu np. czeka nas coś dobrego. Albo też czuła się potrzebna przestrzegając przed zbliżającym się do którejś z nas przeziębieniem. Przyznam szczerze, że zawsze traktowałam to wszystko z przymrużeniem oka i uśmiechałam się pod nosem, gdy babcia przekazywała nam kolejne astrologiczne przepowiednie. Jednakże jest coś, do czego jestem dość mocno przekonana. Śmiem twierdzić nawet, że w to wierzę...


Czytaj dalej...

Zdrowe słodkości, czyli jak zaangażować męża w kuchni

Jestem słodkożerna. Zdecydowanie wolę tabliczkę mlecznej czekolady od talerza owsianki. Dzień bez czegoś słodkiego, w moim przypadku, jest dniem straconym :) Mama nawet kiedyś kazała mi zbadać poziom cukru, bo bywało, że robiło mi się słabo, gdy za długo nie zjadłam choćby kawałka batonika. Nie dla mnie diety, które z góry eliminują owo cudowne połączenie cukru i kakao. Nie dość, że kocham czekoladę miłością ogromną, to nie mam silnej woli w tej dziedzinie. Jak każda dobra mama muszę również chronić córkę przed niekontrolowanym zjadaniem brązowych tabliczek. No bo potem dzieciom psują się zęby! Zatem w ramach dobrego uczynku to ja pochłaniam słodkie prezenty od dziadków i ciotek. Jednak całkiem odmówić rodzinie słodkości nie mogę. Jak zatem jeść pysznie i zdrowo jednocześnie, a przy tym podstępnie zaangażować męża w kuchni?


Czytaj dalej...

Wyspa dinozaurów, czyli nie taki T-Rex straszny

Ostatnimi czasy niemal wszyscy rodzice młodszych i starszych żaków śledzą z zainteresowaniem temat edukacji szkolnej w naszym kraju. A ściślej rzecz biorąc plan reformy, jaki wymyśliła sobie obecna władza. Zostawiając polityczny aspekt tychże działań, zebrało mi się, przy okazji kolejnej debaty pt. „Dlaczego 8 klas jest lepsze niż 6”, na wspominki. Odkąd skończyłem szkołę podstawową minęło już dość sporo czasu. Nie napiszę wprost ile, gdyż mogłaby wyjść z wyliczeń inna liczba niż 8... Taki żarcik!


Czytaj dalej...

Jestem kobietą i pamiętam o tym!

Kiedyś stworzyłam post o byciu zdrową egoistką. Bo wiadomo nie od dziś, że szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko. A i związek przy okazji też. Tak więc podarowanie sobie kilku samotnych chwil, podziała dobrze nie tylko na naszą psychikę, ale również na resztę domowników. Każdy woli widzieć uśmiechniętą i wypoczętą (w miarę możliwości rzecz jasna) mamę i żonę, niż zrzędę chodzącą z piorunami w oczach i wyciągniętym dresie :) Z moim nastawieniem bywa różnie. Do optymistów raczej nie należę. Ale... pamiętam doskonale o tym, że jestem nie tylko matką! Jestem kobietą przede wszystkim . Ty też, kochana mamo, droga czytelniczko nigdy o tym nie zapominaj!


Czytaj dalej...

Przyjaciele mimo wszystko?

Trwają u nas ferie. Pierwszy tydzień miałam pod opieką przyjaciółkę mojej córki. Dziewczyny poznały się w przedszkolu mając 5 lat. Córka weszła do zwartej grupy na ostatni rok ich pobytu w tejże instytucji. Jednak została bardzo ciepło przyjęta. Po około miesiącu czasu dowiedziałam się, że jest w jej grupie dziewczynka, z którą się praktycznie nie rozstają. Między innymi z tego też powodu zdecydowaliśmy się na przedszkolną wycieczkę w góry, o której pisałam (TUTAJ - Karkonosze z dziećmi). Potem wszystko potoczyło się siłą rozpędu. Najciekawszy w tej sytuacji jest fakt, że dziewczynki są skrajnie różne! Dlaczego zatem się przyjaźnią?


Czytaj dalej...

„Cyrk ob(d)jazdowy i karty Ninjago" - strefa taty

Bunt młodzieńczy. Każdy z Was pewnie przez to przeszedł. Powiedzcie zatem jak to jest? Serio! Jedną z niewielu sytuacji z mojego dzieciństwa, którą można podpiąć pod bunt było pokazanie języka sprzedawcy w sklepie. Zasłużył sobie zresztą bezsprzecznie, bo zignorował klienta (czyli mnie) chcącego zakupić nową prasowankę Modern Talking. Po latach doszedłem jednak do wniosku, że po prostu mógł mnie nie zauważyć, gdyż nie dosięgałem wówczas głową do lady. Nic to! Z językowego gestu niezadowolenia skorzystałem też w sytuacji, gdy zmuszono mnie do posprzątania swojego pokoju. Nie polecam... W każdym z powyższych przypadków kończyło się tak samo, czyli „jesiennym syndromem”. Innymi słowy spadał na mnie liść, a zaraz po tym w oczekiwaniu na zimę zmieniałem koloryt twarzy na „deep red”. Poza tymi incydentami nie wykazywałem szczególnie dużych predyspozycji do bycia zbuntowanym młodocianym. Trochę tam poudzielałem się w metalowym muzycznym tworze o nazwie „Insekty”, ale poza tym byłem cacy. Przynajmniej oficjalnie...

Czytaj dalej...

"Kopytko" i Elmer, słoń w kolorową kratkę

Córce nie robi szczególnej różnicy co czyta, tak długo, dopóki nie jest to książka posiadająca zbyt małą czcionkę. Do tego lubi, gdy jest trochę ilustracji, dzięki którym wydaje się, że samego tekstu na poszczególnych stronach jest jakby mniej. Na razie jeszcze nie ma ulubionych tematów przewodnich książek. Z pewnością bardzo lubi czytać historie o zwierzętach. Nie przeszkadza jej nawet, że pewne tytuły są skierowane odgórnie dla młodszej grupy wiekowej niż ona. 

Czytaj dalej...

Atak korzonków, czyli jak Matkę pogięło

Starzeję się. Nic dodać, nic ująć. Lat przybywa i mimo, że emocjonalnie mi to nie przeszkadza (nie mam problemów ze swoim wiekiem), fakt ten przeszkadza między innymi mojemu kręgosłupowi. Wiecie jakie to uczucie, kiedy mając dwadzieścia kilka lat idziesz do reumatologa, bo prawa ręka ci spuchła i nie możesz (pracując w biurze) utrzymać długopisu w ręce? Straszne uczucie. Bo przecież "młodzi nie chorują!". Stereotyp, który siedzi w głowach emerytów i innych osób starszych uważających, że choroby to tylko i wyłącznie ich domena. To było jednak dawno, ale teraz zbliżając się do czterdziestki dokuczają mi różne rzeczy coraz częściej :(

WP
Czytaj dalej...

Kółko, krzyżyk i kapelusz magika, czyli Gobblety i Hokus Pokus

Pośpiech jest z reguły bardzo złym doradcą. Przynajmniej w oczach takiego pedanta jak ja. W moim świecie wszystko musi zostać dokładnie przekalkulowane, przemyślane. Dopiero po odhaczeniu kilku kolejnych „prze-” jestem skłonny podjąć ewentualnie pewne działania. Kiepskim byłbym zatem komandosem, czy maklerem giełdowym. Nie będzie też ze mnie pożytku, gdy wrzucą do marketu jakiś towar w super niespotykanie niskiej cenie. Towarzystwo z balkonikami będzie już zmierzać w kierunku kas, a ja zostanę przy regale, nie mogąc się zdecydować, który kolor termoaktywnych majtek będzie lepszy. Na szczęście w niektórych sprawach bywam spontaniczny i zdecydowany, co (zdecydowanie) chwali sobie moja żona...
Czytaj dalej...

Koperek na poprawę humoru

Był poniedziałek. Zwykła Matka jak zwykle od rana w pędzie, bo pisklaczek wcześniej do szkoły w ten dzień wyjeżdża. Jednak Matka wielozadaniową istotą jest, więc im więcej do zrobienia, tym lepiej mi to wychodzi. Ogarnięta łazienka, odkurzone podłogi, młoda wyekspediowana do placówki szkolnej, obiad wstawiony. Zupka kalafiorowa miała być, ale w domu koperku zabrakło. Początkowo plan był taki żeby zieleninę sobie odpuścić. Bo na dworze zimno, szaro i w ogóle. Przecież zupa bez koperku też jest zjadliwa. Jednak należę do tych, które czasem nie potrafią odpuścić...
Czytaj dalej...

Samotnica, czyli uwaga na szamańskie bębenki


Tegoroczna zima nie nastraja zbyt pozytywnie. Owszem, ostatnio dała mały popis swoich możliwości powodując na chwilę wzrost sprzedaży szufli i innych akcesoriów z kategorii „gdy spadnie śnieg”. Wzrosły też kolejki w aptekach, a czas wizyty u lekarza pierwszego kontaktu (oby nie ostatniego) znacznie się wydłużył z powodu zasmarkanych petentów. Teraz z kolei można podziwiać przez okna naszych domów rozgrywane spontanicznie mistrzostwa świata w tańcu na lodzie, bo właśnie spadł marznący deszcz... Jednym słowem „do kitu z taką pogodą!” (no dobra, kilkoma słowami).

Czytaj dalej...

Jack is back, czyli bohater w szkole

Świat potrzebuje bohaterów, a pani Tina Turner jest w tym przypadku w ogromnym błędzie. Jak wygląda współczesna rzeczywistość wiemy doskonale. Jej stan można by skwitować dyplomatycznie krótkim: „dobrze nie jest”. Najgorszy jest jednak brak jakichkolwiek perspektyw i przesłanek żeby miało być lepiej. Dlatego bohaterowie są potrzebni od zaraz! I nie mam na myśli wciśniętych w kolorowe legginsy mięśniaków z zakrytą facjatą. Przecież wiemy, że są oni wymysłem nieograniczonej wyobraźni ich twórców, prawda?! No bo ukąsił Was kiedyś zmutowany pająk? Przybyliście na Ziemię z odległej galaktyki? A może napromieniowano Was śmiercionośną dawką czegoś tam? Jeśli choć raz odpowiedzieliście twierdząco, to albo pomyliłem konwenty, albo komuś skończyły się właśnie tabletki.


Czytaj dalej...

Wspomnień czar i wakacyjne plany... z dzieckiem w tle

Lato 2008 - konkretnie druga połowa sierpnia. Piękni i młodzi (teraz już tylko piękni) pakujemy torby na przygodę życia. Ona podekscytowana, On szczęśliwy, bo Ona promienieje na samą myśl o tym co ich czeka. Dwójka szczęśliwych i zakochanych ludzi. Co najbardziej istotne - SAMI wybierają się w daleką podróż. Jak do tej pory swoją najdalszą i najwspanialszą. Wtedy jeszcze tylko we dwoje. Aż trudno w to uwierzyć. Z perspektywy czasu nie potrafię sobie nawet wyobrazić, że przy naszym boku nie było tej małej blondynki vel "wulkanu energii". Zapewne też tak macie? Pamiętacie jeszcze czas "sprzed dzieci"? Ale chwila... Zaczynam odbiegać trochę od tematu. Choć nie do końca :) Wakacyjne plany...

Czytaj dalej...

Tata ma wychodne...

Jakiś czas temu na blogu Matki Polki przeczytałam wpis o tym, co kryje się pod hasłem "mąż wychodzi z domu". Natchnęło mnie to do napisania podobnego tekstu. Skupię się jednak na licznych korzyściach jakie płyną z tego, że "tata ma wychodne". Dużo się mówi o tym, żeby matki korzystały z faktu, iż tata może zaopiekować się dzieciarnią. Żeby wyrwały się z koleżanką lub koleżankami na miasto i odetchnęły wolnością. Żeby zadbały o swój zdrowy egoizm, bo oszaleją stale zamknięte w domu. Ale co z tatusiami? Czy i oni nie mają do tego prawa?


Czytaj dalej...

Jak pomóc w nauce, czyli nauka przez zabawę

Nie jestem pewna czy dobrze robię zabierając się dziś do pisania. Powód? Ogólnie rzecz biorąc dzień mam taki, że pluję jadem. Aczkolwiek częściowo mój nastrój wywołany jest szkołą mojej córki, więc tekst okazał się bardzo na czasie. Nasza drugoklasistka radzi sobie dobrze z nauką. Zatem to nie brak zdolności, czy chęci do edukowania się wywołują u mnie atak furii. Powodem jest nasz system szkolnictwa i parę innych spraw przy okazji. "Ciśnienie" jakie wywołuje się na nasze dzieciaki powoduje, że wciąż szukam metod jak pomóc w nauce mojej siedmiolatce. Tak, by nie zrazić jej do tego, ale jednocześnie, aby nie straciła czasu na przyjemności. Nauka przez zabawę to najlepsze rozwiązanie!


Czytaj dalej...

Pan da tę pandę, czyli Zooloretto - budujemy zoo


"Święta, święta i Po”. Tytuł doskonale nawiązuje do dzisiejszego wpisu z kilku powodów, więc postanowiłem go wykorzystać (mam zgodę żony jakby co). Po pierwsze: ostatnie święta (i George Michael niestety też) są już tylko wspomnieniem. Koniec z niekontrolowanym obżarstwem, wylegiwaniem się na kanapie z Kevinem i Johnem McLainem, czy też legalnym straszeniem zwierząt domowych w noc sylwestrową. Nastał czas nowych wyzwań i realizacji noworocznych postanowień... Tjaaa! Jasne! Jakby zmiana kalendarza na nowy miała moc odmiany czyjegoś życia. Zwykła Matka zdążyła już popełnić mobilizujący tekst w tym temacie, więc sam nie będę się rozwodził (bo na to zgody żony nie mam i mieć nie będę).


Czytaj dalej...

Już go nie lubię...

Żyłam w jego towarzystwie bardzo długo. W zasadzie od urodzenia mi towarzyszyło. Kiedy zmieniłam miejsce zamieszkania, byłam z tego powodu bardzo zadowolona. Cisza, spokój, świeże powietrze i przestrzeń. Tak, zawsze lubiłam przyrodę i przebywanie na świeżym powietrzu. Mój proces aklimatyzacyjny trwał dość długi czas. Przeprowadziłam się latem, kiedy akurat pod oknami cykały świerszcze. To ich cykanie było jedynym słyszanym przeze mnie dźwiękiem, gdy wieczorem siadaliśmy z mężem na kanapie. W nocy za to kumkanie żab nad pobliskim stawem. Sielsko, co nie?


Czytaj dalej...

Jak pomóc w nauce?

Jako mama siedmioletniej drugoklasistki (Wiem, powtarzam się. Ale zawsze liczę na to, że może ktoś jest u mnie pierwszy raz!) dużą wagę przywiązuje do tego, by maksymalnie ułatwić córce naukę. Szkolne wyzwania sprawiają nam czasem spore kłopoty. Szukamy rozwiązań, dzięki którym młoda łatwiej opanuje jakiś materiał, a jednocześnie nie odbierze jej to czasu na zabawę - jakże cennego w tak młodym wieku. Ci, którzy tu zaglądają wiedzą, że cenimy sobie metodę o nazwie "nauka przez zabawę". Czy są to fantastyczne gry, czy też książki lub karty - nie ma większego znaczenia. Ważne, by dziecko podczas tych zajęć nie odczuło zanadto faktu, że właśnie się uczy! Między innymi dlatego jedyne zajęcia dodatkowe (póki co) na jakie posyłam moją uczennicę to tańce, które sama wybrała.


Czytaj dalej...

Żyć jak celebrytka...

Czy kiedykolwiek któraś z Was marzyła o tym by być sławnym? Aktorką, piosenkarką lub po prostu "znaną z bycia znaną"? Pokrętne trochę to ostatnie określenie, ale dobrze wiemy, że wielu celebrytów kojarzonych jest tylko dzięki swojemu nazwisku i temu, że umie się "sprzedać".  Ale nieważne. Chciałyście kiedyś posmakować jak to jest być uwielbianą przez tłumy, zapraszaną na wielkie przyjęcia, rozpoznawalną na ulicy i obfotografowaną na każdym kroku? Ja nigdy nie miałam takich chęci, ale z przyjemnością przeczytałam o kobiecie, która całkiem przez przypadek właśnie taką osobą się stała.


Czytaj dalej...

Wymówki: koniec z nimi!

Nie robię noworocznych postanowień! Ten tekst powstał jakiś czas temu i od listopada leżał w zakładce o nazwie "robocze". Jednak parę sytuacji w moim życiu spowodowało, że ostatnio go odkurzyłam i nieco zmodyfikowałam.
Jesień/zima. Wszystko fajnie-pięknie, jeśli pogoda nam dopisuje. Jednak co zrobić kiedy nas wcale aura nie rozpieszcza? Czy to dostateczny powód, by o siebie nie dbać? Czy to wystarczająca wymówka? Czasem tak! Niestety... Dla osoby takiej jak ja, lubiącej aktywność na świeżym powietrzu, deszcz zalewający moje piękne okulary nie jest żadną przyjemnością! Wtedy rzeczywiście zostaję w domu i wybieram książkę zamiast spaceru. Jakie jeszcze możemy mieć wymówki? Odnośnie jakich sytuacji? Czytajcie dalej.


Czytaj dalej...
Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka