Jesienne bieganie, czyli jak i w czym

...więc zacząłem biegać. Jestem niezmiernie szczęśliwy z faktu, iż zmobilizowałem w końcu swój mózg, opakowany w dość wątpliwej jakości ciało, do podjęcia tego wyzwania. Wszelkie opory przed ruchem siedzą bowiem w głowie. Najtrudniej przekonać samego siebie, że warto podnieść tyłek z kanapy. Dlatego dziś chciałbym pokazać Wam, że biegać może każdy, zawsze i wszędzie oraz, że można nawet mieć z tego niezłą frajdę. Trzeba tylko chcieć. By jesienne bieganie sprawiało frajdę i nie powodowało odmrożeń, trzeba się dobrze przygotować!
 
jesienne bieganie
Czytaj dalej...

Proste dekoracje adwentowe

Już się przyzwyczaiłam do tego, że ledwo ze sklepów znikną znicze, a zaraz po nich pojawiają się czekoladowe gwiazdorki! Co prawda słynnego "Last Christmas" jeszcze nie słyszałam, ale czuję, że niebawem to się także zmieni. Wiecie, że raczej staram się nie iść z falą i nie pisać na blogu o tym, co akurat jest na topie. Nie ulegam też raczej świątecznej gorączce. Nie wykonuję prac typu DIY, a kalendarz adwentowy w zeszłym roku kupiłam gotowy. W tym sezonie użyję tego samego patentu, ponieważ papierowe torebki kalendarza nie uległy zniszczeniu :) Nie mam zdolności plastycznych ani krawieckich, więc nie szaleję z ręcznie robionymi kartkami ani prezentami domowej roboty. Jest jednak coś co uwielbiam. Coś co staram się mieć każdego roku, a teraz - odkąd pracuję w kwiaciarni, jeszcze bardziej mam na to ochotę. Męczyłam dziewczyny w pracy, by mi z tym wpisem pomogły i dzięki temu pokażę Wam dziś jak wykonać proste dekoracje adwentowe. Zobaczcie co powstało w kwiaciarni Gretaflowers :)


Czytaj dalej...

Jak pozbyć się czkawki, zdobyć nowych przyjaciół i przeżyć w dziczy?

Ile razy w życiu Wy lub Wasze dziecko miało męczącą czkawkę? Jak często zastanawialiście się w jaki sposób pomóc swoim maluchom w poznawaniu nowych kolegów? A musieliście kiedyś realizować różne pomysły, które mogłyby pomóc przetrwać w totalnej dziczy, gdzieś daleko na przykład w surowej północnej Szwecji? Jeśli choć na jedno z tych pytań odpowiedzieliście właśnie twierdząco, to dzisiejszy wpis jest właśnie dla Was! Jak pozbyć się czkawki? Jak zdobyć nowych przyjaciół i cieszyć się najwspanialszym prezentem urodzinowym? Jak przeżyć w dziczy i nie dać się stratować przez stado łosi? W dalszej części poznacie odpowiedzi na powyższe kwestie...

Pamiętnik Zuzy Łobuzy, Zwierzaki z Mglistej Kniei

Czytaj dalej...

Gry paragrafowe, czyli rewolucja wśród gier

Myślałem, że w sferze gier „niekomputerowych” nic już mnie nie zadziwi. Wszak trochę planszówek, czy karcianek zdążyło się przez nasze ręce przewinąć. W nomenklaturze rozwoju postaci w pierwszej lepszej grze RPG, można by mnie zakwalifikować jako „pomocnik maga nekromanty” (co w wolnym tłumaczeniu brzmi: „niby nikt niezwykły, ale co nieco wie...”). Tak było do czasu otrzymania ostatniej przesyłki od wydawnictwa FoxGames..., a znalazłem w niej gry paragrafowe!

Komiksy paragrafowe Fox Games

Czytaj dalej...

Gotowanie, zabawa i dojenie kozy, czyli Smaki Mazurskiej Spiżarni

To, że w październiku bawiliśmy się całą rodziną na Mazurach, zapewne już wiecie. Wszak pisałam Wam o tym TUTAJ. Opowiedziałam wtedy o pięknym miejscu jakim jest Folwark Łękuk i pokrótce wytłumaczyłam dlaczego uznaliśmy wyjazd za bardzo udany, mimo, że na koniec straciłam głos. Pokonaliśmy autem prawie 1000 km w dwa dni, ale było warto. Dziś bardziej szczegółowo opowiem o tym, co robiłam w tej magicznej krainie jezior. Gotowanie, zabawa i... dojenie kozy. Tak pokrótce można by streścić całość - na zachętę :)


Czytaj dalej...

Jesienny Egmont, czyli ciut nowości

Zgadnijcie, jakie stoiska najczęściej odwiedzaliśmy z naszą 8-latką podczas minionych krakowskich targów książki i dlaczego były to wydawnictwa z literaturą dziecięcą, względnie młodzieżową? Nie ma innej opcji by ujarzmić energię drzemiącą w ciele 3-klasistki, jak tylko poddać się wirowi zdarzeń i samemu poczuć zew targowej przygody. Podczas ów „zwiadu” nie mogło nas zabraknąć na stoisku wydawnictwa Egmont. Muszę dodawać coś więcej? Wszak które zaczytane dziecko nie zna ich publikacji? Tłumy na stoisku jedynie potwierdzają moje słowa.

Asteriks w Italii, Coco

Czytaj dalej...

Zaplątana sawanna, czyli zabawa ze sznurkiem

Gdyby ktoś mi niedawno powiedział, że zostanę wybitnym badaczem afrykańskiej fauny, najpierw wybiłbym rozmówcy ów „wybitność” z głowy szczerym śmiechem a’la rżenie zakatarzonego konia, a następnie popukałbym się w czoło. Los bywa jednak przewrotny. To, co jeszcze wczoraj wydawało się niemożliwe, teraz przybrało niebywale realne kształty. A gdyby ktoś mi powiedział, że wciągnie mnie zabawa ze sznurkiem...

Zaplątana sawanna, czyli zabawa ze sznurkiem

Czytaj dalej...

Targi Książki w Krakowie

Jako rodzina książkoholików nie mogliśmy sobie podarować tego wyjazdu. To już nasze trzecie targi książki, ale krakowskie - pierwsze! Do tej pory byliśmy dwukrotnie w Warszawie i mimo, że o ile ogólnie nie oszalałam na punkcie stolicy, o tyle na targi na południu kraju już chyba się nie dam namówić. No chyba, że... O tym dlaczego nie do końca jestem zadowolona poczytacie w dalszej części wpisu. Zacznijmy jednak pytaniem: Czy warto było pojechać na 21. Międzynarodowe Targi Książki w Krakowie?

Targi Książki w Krakowie

Czytaj dalej...

Jesienią na Mazury - Folwark Łękuk

Kto powiedział, że wyjazdy najlepsze są latem kiedy ciepło? To znaczy, kiedy jest większa szansa na ciepło niż o innej porze roku, bo jak wiecie lato bywa ostatnio u nas mocno kapryśne :) Zwykła Rodzinka daleka jest od stwierdzenia, że jak wyjeżdżać na weekend to tylko w sezonie! Byliśmy już podczas przedwiośnia na Warmii, więc i samą jesień chcieliśmy "wypróbować" :) Tym razem padło na Mazury, a konkretnie na "Folwark Łękuk". Dlaczego akurat tam? Dlaczego pokonaliśmy prawie 1000 km w przeciągu dwóch dni, wyprawę okupiłam chwilową utratą głosu, a jednak wszyscy troje uważamy, że było warto? Zapraszam na ciąg dalszy wpisu, w którym przedstawię Wam jesienne Mazury...

Folwark Łękuk
Czytaj dalej...

Zoo we Wrocławiu - poza sezonem

Zwykła Rodzinka nie potrafi wysiedzieć na miejscu. Tym razem jednak weekendowy wypad objął tylko mnie i córkę. W towarzystwie mojej szefowej i jej synów wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę. Od jakiegoś już czasu było w planach odwiedzenie tego miejsca. Tym bardziej, że wielu znajomych je zachwalało. Czytałam i słyszałam, że to cały dzień intensywnego zwiedzania i należy się do tego przygotować. Do tej pory miasto to mijaliśmy w drodze na południe. Wcześniej nie było okazji na jego zwiedzenie. Mowa o zoo we Wrocławiu, które postanowiliśmy poznać poza sezonem. Czy było warto?

zoo we Wrocławiu

Wrocław, to jedno z tych dużych miast, do którego mamy stosunkowo niedaleko, ale trasa jest mało "wygodna". Zawsze tylko przejazdem w drodze do bardziej oddalonych miejsc na południu Polski. Mnóstwo znajomych uprzedzało mnie, że kolejki do kas są ogromne i lepiej kupić bilet przez internet. Wykonałam przed wyjazdem telefon i zapytałam, czy lepiej jest się zaopatrzyć w bilet wcześniej, by uniknąć stania w ogonkach. Miły pan poinformował mnie, że po sezonie nie ma takiej potrzeby, co było mi na rękę, bo nasz wyjazd do ostatniej chwili stał pod znakiem zapytania. Kiedy jednak dojechaliśmy na miejsce, okazało się iż mimo drugiej połowy października, chętnych na spacer po zoo jest całkiem sporo. Na szczęście otwartych było kilka kas i po paru minutach z biletami w rękach wyruszyliśmy w drogę.

Bilet w naszym przypadku to wersja rodzinna: dwójka dorosłych i troje dzieci. Koszt - 150zł, niższy od wersji z pojedynczymi biletami o prawie 50zł. 
Dzieci oczywiście najbardziej wyczekiwały na zwiedzenie Afrykarium. Zaopatrzone w mapy po ogrodzie zoologicznym kierowały naszą wycieczką, co chwilę oznajmiając jakie zwierzęta za chwile spotkamy. 
Pogoda nam sprzyjała. Mimo, że na niebie nie było słońca, nie zmoczył nas też deszcz, a temperatura okazała się na tyle przyjemna, iż nie musieliśmy chodzić opatuleni szalikami. 

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

Wybieg dla wielbłądów, zwierzęta żyjące na Saharze, antylopy. Najwięcej emocji wzbudził w dzieciach wybieg dla lwów. Mimo początkowo kiepskiego nastroju naszych młodych wędrowców, nie traciliśmy humorów i maszerowaliśmy ku kolejnym wybiegom. Dzieciaki różnie reagowały na poszczególne zwierzęta: niedźwiedzie, żubry, czy małpy nie wzbudziły w nich większego zainteresowania. Chyba ta pochmurna pogoda spowodowała, że początkowo to my miałyśmy lepsze nastroje!
Wszystko minęło kiedy w końcu dotarliśmy do Afrykarium, w którym miały być rekiny. Były i rybki kolorowe, płaszczki oraz rekiny rzecz jasna. Tyle, że... ciut za małe! Tak, nasi młodsi wycieczkowicze spodziewali się chyba żarłaczy białych od Spielberga, a zobaczyli niewielkie rekiny w jednym akwarium z płaszczkami i innymi rybkami. W końcu jednak ich humory uległy poprawie gdyż stwierdzili, że jest całkiem fajnie. 

Wiecie jak to jest z dziećmi. Jedna chwila i humor zmienia się o 180 stopni. Ciężko czasem za nimi nadążyć! Najważniejsze, że po zjedzeniu gofrów i dotarciu do dziecięcego mini zoo sytuacja uległa poprawie. Tam mogli nakarmić i pogłaskać różne zwierzaki domowe. Córka bardzo mocno się trzymała obietnicy złożonej tacie dlatego intensywnie robiła fotki swoim kompaktowym aparatem. Rośnie z niej mała reporterka. Wzięła sobie do serca to arcyważne zadanie!

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

Jadąc do zoo we Wrocławiu musicie mieć świadomość, że są tam gatunki zwierząt, których po godzinie 17-tej nie zobaczycie. Otóż terrarium, motylarnia, czy budynek ze smokami indonezyjskimi jest zamykane o tej właśnie porze. Jednak nic straconego. Zawsze można tu przyjechać ponownie w kolejnym sezonie. Wróć! Tylko nie w sezonie! Skoro teraz, w październiku było tak dużo ludzi, to ja nie chcę wiedzieć jakie tłumy są tutaj latem. Najtrudniej wtedy na pewno zwiedza się Afrykarium, gdyż jest to budynek z ciemnymi korytarzami, w których zbyt dużo ludzi jednocześnie się po prostu nie pomieści. 


Naprawdę sporo czytałam o zoo we Wrocławiu. Bałam się, że okaże się przereklamowane. Tak się na szczęście nie stało. Jednak znając na wskroś nasz poznański ogród zoologiczny, byłam nieco rozczarowana wielkością tego wrocławskiego. Słysząc, że w samym Afrykarium można spędzić cały dzień spodziewałam się chyba jakiegoś ogromnego kompleksu pełnego różnych akwariów. Mimo wszystko nasze dzieci były zadowolone z wycieczki. W sumie i tak "wytuptaliśmy" prawie 6km trasy i spędziliśmy na miejscu prawie siedem godzin. Pomimo takiego wyczynu nie widzieliśmy pająków, motyli, czy nosorożców. Tak jakoś wyszło...


A Wy odwiedziliście już kiedyś zoo we Wrocławiu? Co nim sądzicie?
Czytaj dalej...

Na dobranoc- książka, czy bajka?

W dzisiejszych czasach, gdy bajki dla dzieci są w telewizji praktycznie 24 godziny na dobę, a dostęp do internetu ma każdy, ciężko jest odmówić dziecku obejrzenia choćby jednej kreskówki. Oczywiście "wszystko jest dla ludzi" i każda rzecz traktowana z umiarem nie musi być od razu czystym złem. Sama pozwalam córce oglądać bajki i nie widzę w tym nic strasznego. Pod warunkiem, że wiem co ogląda i ile czasu jej to zajmuje. Uwielbiamy też książki, co nie jest dla żadnego z Was nowością. Stąd zawsze mamy dylemat: co wybrać na dobranoc - książka, czy bajka? A może jedno i drugie?

Reksio
Czytaj dalej...

Sposób na jesienne wieczory z dzieckiem

Jesień. Temat rzeka na blogach. Począwszy od porad jak ją polubić, skończywszy na tym co można zrobić z dyni. Nie rozumiem fenomenu tej pory roku. Nie lubię tego okresu i nie polubię choćby nie wiem jakie złote rady ktoś chciał mi przekazać. Nie znoszę tego, że o 16-tej jest już ciemno. Że wieczory są tak krótkie i szybciej niż zwykle dopada mnie zmęczenie. Nie cierpię bycia zależnym od pogody, która  w tym czasie jest bardzo kapryśna. Co czynić, gdy w dodatku dziecko mimo wszystko rozpiera energia i wciąż chce robić coś innego? Oto nasz sposób na jesienne wieczory z dzieckiem...

puzzle Clementoni - Soy Luna

Czytaj dalej...

Co zrobić, gdy dziecko zgubi coś w szkole?

Bez względu na to, czy Wasze dziecko chodzi do przedszkola, czy też szkoły, na pewno znacie sytuacje, w której zdarzyło mu się coś zgubić. BA! Ja gubiłam rzeczy córki kiedy ona była maleńka. Przykrą "tradycją" stało się dla naszej rodziny, że na każdym wyjeździe coś gubiliśmy. Jaka była rozpacz, gdy na Helu przepadł ukochany kocyk córki! Jaka byłam na siebie zła, gdy w Rewalu zapodziałam bluzę małej, którą tak uwielbiałam! Gdybym wtedy miała TO, może choć część zagubionych przedmiotów, by do mnie wróciła? Zatem co zrobić, gdy dziecko zgubi coś w szkole?

Zgubek
Czytaj dalej...

Mama wraca do pracy

Właściwie powinnam napisać: "Mama wróciła do pracy". Bo to się już stało! Poprzednio pracowałam przed urodzeniem córki. Zaczęłam właściwie już na studiach, ale była to praca dorywcza. Wiecie, trzeba było jakoś zorganizować finanse na własne potrzeby (oraz żeby dokładać się do domowego budżetu). Tydzień po ukończeniu uczelni trafiłam na staż do pewnej firmy i tam też zostałam na kolejnych kilka lat. Do czasu aż zaszłam w upragnioną ciążę... Kilka lat przerwy na rynku, a teraz: MAMA WRACA DO PRACY! Do zupełnie innej pracy :)


Czytaj dalej...

Jak dobrze biegać. Rady i porady Marcina Urbasia

Niniejszym ogłaszam, że koniec świata nastąpił dnia 1 lipca bieżącego roku. Przegapiliście? Cóż, nic w tym dziwnego. Skoro nadal stąpacie twardo po naszej Zielonej Planecie możecie odnosić wrażenie, że ktoś próbuje Was wprowadzić w maliny, wystrychnąć na dudka, ewentualnie zrobić w bambuko. Jednak wszyscy jesteście w błędzie. Świat jaki znamy przestał istnieć wraz z początkiem tegorocznego lata. W ten piękny słoneczny dzień (jak się później okazało jeden z nielicznych) Bestia opuściła swoją pieczarę i wyruszyła na łowy. Innymi słowy: Zwykły Tata zaczął biegać. A jak dobrze biegać? Doradzi nam Marcin Urbaś...

Biegać każdy może - Marcin Urbaś
Czytaj dalej...

Dania z pomidorów

Jakiś czas temu popełniłam tekst o... domowej roboty przecierze pomidorowym - KLIK. Przy tejże okazji przedstawiłam Wam niesamowite właściwości tego czerwonego warzywa. Udowodniłam (mam nadzieję, że skutecznie) dlaczego warto jeść pomidory. Szukając w internecie informacji sama dowiedziałam się, że więcej właściwości mają w sobie pomidory przetworzone niż surowe. Dlatego dziś niejako kontynuując ów wątek, "podrzucę" kilka naszych pomysłów na dania z pomidorów.


Czytaj dalej...

Wikingowie na pokład! Zima się zbliża!

Z czym kojarzą Wam się Wikingowie? Może z serialem o takim właśnie tytule? Albo, jeśli niestraszne są Wam „diabelskie” dźwięki, z zespołem Amon Amarth, który posługuje się ów symboliką w swoim scenicznym imidżu? A może są tu jacyś miłośnicy futbolu amerykańskiego? Dla nich nazwa Minnesota Vikings nie będzie nic nieznaczącym hasłem. Kultowa seria komiksów „Thorgal”? Przykładów można mnożyć jak kogut reproduktor.

Wikingowie na pokład

Czytaj dalej...

Lustereczko, powiedz przecie, czyli na kłopoty...Krull

Ponad cztery miesiące temu postanowiłem nieco odmienić swoją czytelniczą egzystencję. Stało się to za sprawą majowych Targów Książki w Warszawie. Tłumy czytelników, niezmierzone połacie stadionowego pierścienia zaanektowane (w sposób pokojowy na szczęście) przez wydawców. W końcu lista autorskich spotkań dłuższa od scenariusza „Mody na sukces”. A w całym tym wspaniale przyprawionym wywarze ja – Zwykły Tata, który nie czyta... książek polskich autorów.

Lustereczko, powiedz przecie - Alek Rogoziński
Czytaj dalej...

Jak tanio i szybko odmienić kuchnię

Kuchnia to miejsce, które od dzieciństwa kojarzę jako „serce domu”. Właśnie w tym pomieszczeniu odbywały się wszelkie rozmowy rodzinne i nie tylko. Wcale nie przy stoliku kawowym w pokoju, a w kuchni właśnie. To nie tylko miejsce, w którym przygotowuje się posiłki. W każdym razie nie dla mnie. Już zawsze będę ów miejsce kojarzyć z moją babcią, jej obiadami, pysznym sernikiem i kanapkami szykowanymi do szkoły. To w kuchni czekała ona na mnie, gdy mając kilka lat przyjeżdżałam do niej, by spędzić z dziadkami każdą wolną od szkoły chwilę. W tym pomieszczeniu także najlepiej mi się uczyło w czasie najtrudniejszych studenckich egzaminów. Moje życie się zmieniło, ale nadal chcę, by właśnie to miejsce ładnie się prezentowało. Dlatego napiszę Wam dziś jak tanio oraz szybko odmienić swoją kuchnię.


Czytaj dalej...

Nauka pływania dla dzieci...

Może to, o czym dziś napiszę nie jest dla wielu z Was nowością. Patrząc na fakt ile dzieciaków z córki klasy potrafi pływać, mam wrażenie, że tylko nieliczni, wśród których jesteśmy my, nie korzystają regularnie z basenowych uroków. Prawda jest taka, iż nigdy nas do wody specjalnie nie ciągnęło. Ja pływam przeciętnie, mąż jeszcze gorzej. Kiedy byliśmy w wieku córki (czyli lata świetlne temu), zamknięte pływalnie stanowiły luksus i... rzadkość. Teraz większość szkół ma zajęcia na basenie w ramach (lub zamiast) wychowania fizycznego. Mnie na początku nauka pływania przerażała. Co mnie ostatecznie przekonało do zajęć w wodzie? Jak wybrać odpowiednie wyposażenie na basen skoro nie mamy w ów temacie doświadczenia? Zapraszam na wpis, w którym pokażemy nasz niezbędnik małego pływaka :)

http://www.oaza.kornik.pl/

Czytaj dalej...

Obuwie szkolne, czyli moda i wygoda

Znacie ten stan? W czasie wakacji dzieci tęsknią za szkołą (nie mylić z tęsknotą za nauką, bo to dwie różne rzeczy). Od września z kolei, gdy minie pierwsza euforia trwająca zazwyczaj około tygodnia, zaczyna się odliczanie do wakacji. U nas w domu tak właśnie jest. Kiedy latem wyczerpią się pomysły na zabawę, córka zaczyna tęsknić za szkołą, a w trakcie roku szkolnego wyszukuje w kalendarzu najbliższe wolne od nauki dni. Są jednak rzeczy, które pomagają naszym dzieciom, w jakimś stopniu, umilić ten "przykry obowiązek" jakim jest uczęszczanie do szkoły. Ja cały czas szukam różnych rozwiązań oraz pomysłów. Tak, że jakby co jestem otwarta na wszelkie sugestie i propozycje :)
Pisałam niedawno o tym jak wybrać plecak, a także jak sprawić, by był on nieco lżejszy TUTAJ. Dziś natomiast pokażę Wam co zrobić, by dziecku w publicznej placówce edukacyjnej było również... wygodnie! Przecież takie obuwie szkolne na przykład może łączyć modę, funkcjonalność z wygodą, nieprawdaż? :)


Czytaj dalej...

Druga młodość i moje domowe spa

Tytuł dzisiejszego wpisu (szczególnie jego pierwsza połowa) jest nieco przesadzony, gdyż wciąż jestem młoda. Jednakże czasem naprawdę mam wrażenie, że przez pewne problemy hormonalne, których doświadczam, zbyt dużą ilość pochłanianej czekolady, czy ogólnie niewłaściwą dietę, moja skóra przechodzi drugą młodość z wszelkimi negatywnymi objawami. Dlatego szukam sposobu, by sobie z tym jakoś poradzić. Nie jestem typem kobiety biegającej co miesiąc do fryzjera. Kosmetyczkę odwiedziłam chyba dosłownie kilka razy w życiu. Niestety panie pracujące w tym zawodzie na mnie akurat nie zarobią :) Jak więc ogarniam sytuację dotyczącą mojej skóry, włosów i paznokci?


Czytaj dalej...

Fauna, czyli zwierzęcy omnibus

Statystyczna rodzina Kowalskich w niedzielne leniwe popołudnie. Obowiązkowe zakupy zrobione (co by ustawodawców utwierdzić w przekonaniu, że „dzień święty” bez Biedronki jest dniem straconym). Rosół oraz schabowy „na drugie” spałaszowane, odświętna biała koszula wraz ze spodniami w kant już leżą na dnie kosza od brudnej bielizny. Przyodziani w wygodny dres tudzież podkoszulek i gacie (nie mnie oceniać gusta innych) rozsiadamy się wygodnie w fotelu. Pilot TV do łapki, nawigacja po kanałach uruchomiona. Ruszamy w podróż po 150 (lub więcej) stacjach. Dziwi Was fakt, że po „przerzuceniu” 50 programów nadal nie znaleźliście nic godnego dłuższej uwagi? Bo mnie nie. Tu reklama, tam jakiś szoł (który pisze się show), znów reklama... Ostatecznie zawsze jakoś tak zatrzymujemy się na stacji pt. „program przyrodniczy”, by posłuchać jak Krystyna Czubówna opowiada o rytuałach godowych fenka pustynnego.
 
Fauna -gra rodzinna, gra dla dwojga
Czytaj dalej...

5 wymarzonych miejsc na rodzinne wakacje

Zwykła Rodzinka liczy troje członków. Dwoje rodziców plus pełna energii ośmiolatka. Każdy z nas ma swoje marzenia i zawsze wspólnymi siłami staramy się realizować je choćby w minimalnym stopniu. Planując dla przykładu podróże robimy co tylko się da, by połączyć ze sobą to, co wszyscy lubimy z rzeczami, które lubi każdy z osobna. Jeśli nie da się tego pogodzić podczas jednego wyjazdu, planujemy kolejny. Chodzi o to, by każdy zyskał coś dla siebie. Jednak czasem naprawdę ciężko sprostać wyobrażeniom wakacyjnym całej naszej trójki. My - dorośli, kochamy zwiedzać, poznawać nowe miejsca. Córka natomiast, mimo swojej żywiołowości i chęci odwiedzania nowych miejsc, najchętniej spędzałaby czas na zabawie - jak niemal każde dziecko. Jak więc połączyć ze sobą zwiedzanie, relaks na plaży oraz zabawę? Dzisiaj poznacie nasze kierunki na wymarzone rodzinne wakacje!


Czytaj dalej...

5 sposobów na... lżejszy plecak Twojego ucznia

Bolący kręgosłup to straszna dokuczliwość. Teraz, będąc dorosła wiem, że trzeba dbać o swoje plecy. Jako dziecko jednak nie zwracałam na to żadnej uwagi. Pamiętam jak dziś ciężkie tornistry wypełnione grubymi książkami, ćwiczeniami i zeszytami. Następstwem tego były zajęcia korekcyjne, na które byłam zmuszona chodzić. Dziś na szczęście nasze dzieci wcale nie muszą być skazane na dźwiganie takich ciężarów jak my kiedyś. Ale jak to zrobić? 
Czytaj dalej...

Dlaczego warto jeść pomidory? - przecier pomidorowy

Lato się kończy. Kalendarz z dnia na dzień przypomina nam o nieuchronnie zbliżającej się jesieni. Bądźmy szczerzy - pogoda za oknem tylko to potwierdza. Chciałoby się zatrzymać lato na cały rok. Tylko jak to zrobić? Jak cieszyć się ciepłym słońcem 356 dni w roku? Jednym ze sposobów jest... zamykanie go w słoikach. No może nie dosłownie, ale za pomocą przetworów wszelakich da się pośrednio to uczynić. Nie jestem typem kobiety kochającej pracę w kuchni. Zrobię co muszę i uciekam, ale w tym roku zaprzęgłam się do pomocy i byłam współtwórcą przecierów pomidorowych. Tylko po co nam w ogóle te warzywa? Jakie wartości odżywcze mają pomidory i dlaczego warto je jeść?


Czytaj dalej...

Małżeńskie równouprawnienia, czyli niewolnica w domu

Myślałam, że żyjemy w kraju, gdzie równouprawnienie to też czyny, a nie jedynie hasło bez pokrycia. Byłam przekonana, że dzisiejsze małżeństwa opierają się głównie na miłości i wzajemnym szacunku. Naiwnie sądziłam, że dziś już ludzie się nie pobierają "bo muszą". Ech, chyba jednak żyję w jakimś alternatywnym świecie. Albo po prostu za dużo słyszę nadal o tym, że kobiety nie mają swobody i są wręcz niewolnicami we własnym domu.
Czytaj dalej...

Słodkie życie - jak je mieć?

Wiele z nas, będąc małymi dziewczynkami, zapewne marzyło o tym by wieść piękne, szczęśliwe i słodkie życie. Część z nas (mam szczerą nadzieję) osiągnęła swój cel. Jest jednak sporo osób, które w życiu dorosłym nadal marzą. By ich życie było nieco lepsze, spokojniejsze, szczęśliwsze... To którejś z Was? Na owy stan rzeczy ma wpływ wiele czynników. Nie zawsze bowiem możemy sobie z problemami poradzić na tyle łatwo i szybko, by nasza egzystencja stała się bajeczną podróżą wręcz ociekającą miodem :) Prawda jest jednak taka, że do szczęścia czasem wystarczy niewiele. My natomiast często potrzebujemy (albo wydaje nam się, że potrzebujemy) bardzo dużo. Kiedy borykamy się ze złym stanem zdrowia lub jakąś rodzinną tragedią, nie tak łatwo się z tym uporać.
Dziś nie podam Wam na tacy gotowych wskazówek na to jak być szczęśliwym. Przedstawię Wam w zamian piękną powieść o bardzo przewrotnym tytule "Słodkie życie" napisaną przez Krystynę Mirek.

"Słodkie życie" Krystyna Mirek

Czytaj dalej...

Jak łatwo ułożyć kwiaty w wazonie

Zwykła Matka się rozwija! Zawodu nie zmienię, ani zapewne nie zostanę zdolną florystką, ale trochę nauki w temacie nie zaszkodzi. Skoro córka wróciła w szkolne mury to i ja postanowiłam, że czas poszerzyć horyzonty, nauczyć się czegoś nowego, względnie rozwinąć stare pasje. 
Od czasu do czasu mam przyjemność uczestniczyć w warsztatach florystycznych. Mówię Wam, nie spodziewałam się, iż tak mi się to może spodobać :) Mimo, że pełnię tam raczej rolę fotografa, trudno nie podsłuchać i nie podpatrzeć co też fachowcy wyrabiają z kwiatami. Dlatego postanowiłam podzielić się z Wami - czytelnikami moją świeżo zdobywaną wiedzą tu - na blogu!
Zapraszam zatem na pierwszy wpis z cyklu "Roślinne dekoracje". Dziś podpowiem jak łatwo ułożyć kwiaty w wazonie, jakie są podstawowe zasady trzymania ich w domu oraz jaki wazon najlepiej do nich wybierać.


Czytaj dalej...

Najlepszy powód, by żyć!

Miewacie w swoim życiu chwile zwątpienia? Bywa, że jest ciężko, prawda? Dopada Was wówczas podły nastrój i nic Wam się nie chce? Spotyka to wielu ludzi, ale co musi się stać w życiu człowieka, by ten chciał tę swoją egzystencję przerwać? Osobiście nie wiem. Miałam w swojej przeszłości gorsze chwile. Kiepski humor z różnych powodów dopadnie człowieka zawsze. No chyba, że jest się tak skrajnym optymistą i wszystko się widzi w różowych barwach :) Cokolwiek by się jednak nie działo, wierzę, że wszystko prędzej czy później jakoś się ułoży. Wierzę, że znajdzie się ktoś kto wyciągnie pomocną dłoń i pomoże znaleźć ten najlepszy powód, by żyć


Czytaj dalej...

Wyprawka szkolna - nie dajmy się zwariować!

Zaczęło się ostateczne odliczanie. Co prawda z niewiadomego względu przesunięte o caluśki weekend. Jakby pojawienie się „w pracy” na te 2-3 godzinki w piątek stanowiło zniewagę lub ujmę na honorze. Nic jednak nie popsuje nam wyczekiwanego od ponad dwóch miesięcy święta. Potencjometr w odtwarzaczu CD ustawiony na poziomie: „Że jak!? Coś mówiłeś!?”. Pod nosem zaczynacie nucić przebój Europe. Nawet chłodzącego się w lodówce szampana rozsadza już od środka (choć w tym przypadku śmiem twierdzić, że to przez gazy 😊). Za chwilę rozpocznie się kolejny rok szkolny, a my będziemy wreszcie mogli pobyć sam-na-sam z własnymi myślami oraz zacząć szacować straty materialne i psychiczne w naszym gospodarstwie.


Czytaj dalej...

Moja Lady Jane, czyli jak nie stracić głowy

„Wydaję kuzynkę za konia”                                                                                     – Edward VI   
Eksperymentowanie bywa niekiedy bardzo niebezpieczne, a już w dużej mierze nieprzewidywalne w skutkach. Osmolone okulary szalonych naukowców z rozwichrzonymi fryzurami to tylko ułamek góry lodowej. Jakoś nie potrafię znaleźć nic optymistycznego w stwierdzeniu „eksperymentująca młodzież”. A Wy? Równie przerażająco brzmią dla mych uszu przeróżne hybrydy muzyczne, próbujące połączyć dajmy na to disco polo z rockiem, czy heavy metal z hip-hopem. Łowcy czarownic mają w tym względzie ode mnie zielone światło i zapas krzesiwa na dwa lata!

Moja Lady Jane

Czytaj dalej...

Praca w domu to....też praca!

Myślałam, ze nic dziś nie napiszę. Wiecie - niemoc twórcza, pustka w głowie i takie tam. Jednak życie jak zwykle co rusz nas zaskakuje. Czasem wystarczy jedna konkretna sytuacja, przeczytany tekst, wypowiedziane głośno wprost (lub za plecami) słowa, by pomysły zaczęły płynąć niczym lawina w górach. Tak się stało tym razem. Zainspirował mnie tekst Moni z bloga Konfabula, a także własna, życiowa sytuacja. Być może pod tym wpisem pojawią się słowa krytyki. Może ktoś napisze lub choćby pomyśli: "Tej babie to się w tyłku przewraca", ale wiecie co? Mam to w nosie! Każdy dokonuje swoich wyborów i niech każdy żyje tak jak mu odpowiada.
To o czym dziś będzie? Praca w domu. Kiedyś "popełniłam" już jeden zbieżny tematycznie wpis, o tym jak praca mamy jest niedoceniana. Dziś zapraszam na podobny artykuł.

w-spodnicy.pl - Ofeminin

Czytaj dalej...

Bo Fantazja jest od tego...żeby grać

Któż nam zabroni fantazjować? Sama Ciotka Klotka wraz z Krzysiem i Zającem Poziomką wręcz namawiali nas do tego w zamierzchłych czasach (gdzieś tak krótko po wyginięciu dinozaurów). Pobudzenie szarych komórek zahibernowanych głęboko na którejś z mózgowych półkul, wydaje się obecnie jeszcze bardziej pożądane niż w epoce wspomnianego „Tik Taka”. Wystarczy spojrzeć co oferują mass media żeby zrozumieć ową potrzebę.
Kto czyta, żyje podwójnie. Kto fantazjuje, ten ma otwarty umysł (ewentualnie posiada bardzo urozmaicone „życie łóżkowe”).

Fantazja
Czytaj dalej...

444, czyli Jan Matejko pod lupą

„ O tym, że niektóre rzeczy są niemożliwe, często decyduje nasz brak wyobraźni”                                                                                      -Jakub Kania („444”)

Nigdy jakoś szczególnie nie interesowała mnie sztuka przez duże „S”. Monumentalne nierzadko w swym rozmachu dzieła malarzy, pisarzy, rzeźbiarzy, czy innych sztukmistrzów nie rozpalały do czerwoności mojego umysłu, ani nie powodowały efektu „gęsiej skórki” przy bezpośredniej konfrontacji. Z drugiej zaś strony darzę ogromnym szacunkiem wszystkich tych twórców, którzy przez wieki śledzili, a następnie uwieczniali istotne (i te mniej ważne) w naszej przebogatej przecież historii wydarzenia. Ich wkład w budowanie tożsamości narodu polskiego jest przecież nie do przecenienia. 

"444" Maciej Siembieda

Czytaj dalej...

Pestkownica - miejsce pełne niespodzianek

Mimo, iż jestem typowym mieszczuchem. Mimo, że przez większość życia mieszkałam w wielkim mieście - kocham ciszę i spokój. Uwielbiam spędzać czas na łonie natury. Przy czym najbardziej relaksująco działa na mnie las. Jego koloryt, zapach, a przede wszystkim ta wszechogarniająca cisza. No chyba, że akurat drwale ścinają drzewa lub samoloty F16 wracają do bazy (co regularnie doświadczają moje uszy). Jednak nie jest to na szczęście codzienne zjawisko i prawie zawsze da się w naszych pobliskich lasach odpocząć. Owe zamiłowanie do bycia blisko z naturą mam chyba od czasu wspólnych wakacji, na które co roku wyjeżdżałyśmy z dziadkami. Kilka letnich tygodni spędzanych z namiotem i kempingiem nad jeziorem, blisko wsi. Tak, to zdecydowanie moje najpiękniejsze wspomnienia z dzieciństwa...

jezioro Pestkowie

Czytaj dalej...

Pralinka, czyli dziewczynka co się zowie

Mamy ze Zwykłą Matką pewną słabość: uwielbiamy francuskie komedie. Niby nic w tym nadzwyczajnego. Nas jednak interesuje to specyficzne poczucie humoru, które jakimś nieznanym nikomu cudem trafia idealnie w nasze gusta. Sam język, powszechnie uważany za niezwykle namiętny i dźwięczny, nie wzbudza już takiego zachwytu. Najlepiej zatem, gdy mamy możliwość obejrzenia filmu w wersji z lektorem. Tak, wiem - profanacja! Nie zrażając się opiniami innych, spędzamy więc wieczory przy kolejnych ekranowych wcieleniach Dany Boona, czy innego Luisa de Funesa. Z córką jest za to nieco inaczej...

Pralinka nie daje za wygraną
Czytaj dalej...

Zadbany mężczyzna

Jak według Was powinien wyglądać zadbany facet? Założę się, że tyle ile kobiet tyle będzie skojarzeń. Gdy zapytacie samych zainteresowanych, każdy z nich również będzie miał inną odpowiedź. Czasy się zmieniają. Kiedy nasze babcie i mamy były młode, mężczyźni ograniczali się do wizyty u fryzjera, golenia raz na tydzień (przeważnie na niedzielę!) i obcięcia paznokci. Nie wymieniłam tu codziennego prysznica, bo to chyba oczywiste (choć niestety nie dla wszystkich). Dwadzieścia - trzydzieści lat temu nie było takiego dostępu do kosmetyków i wiele rodzin miało szczęście mogąc się oprać i umyć w szarym mydle. Dla kobiety najważniejsze było, by jej mężczyzna wracał trzeźwy do domu i przynosił jej pensję. Oczywiście nie wszędzie i nie zawsze tak było. Trochę uogólniam, ale... Czasy się zmieniają i dzisiejszym paniom nie wystarczy zapach dziadkowej "Przemysławki". Sami mężczyźni też nauczyli się bardziej dbać o siebie.


Czytaj dalej...

Graj w zielone, czyli nowości od Zielonej Sowy

No i po urlopie. Żal jest tym większy, iż pogoda (o dziwo!) dopisała znakomicie. Gdy miało świecić słońce – świeciło, kiedy miał padać deszcz – lało jak z cebra. A w dni, gdy nie było szczególnych planów, aurę za oknem mieliśmy po prostu w nosie. Znając naszą rodzinkę możecie się domyślić, że dany nam czas wykorzystaliśmy aktywnie. Fakt, że zawsze można by wykręcić ciut więcej km, pojechać gdzieś jeszcze („bo to przecież niedaleko”), zawędrować o jedną uliczkę, czy muzeum dalej... Nie ma co jednak narzekać. Wszyscy zgodnie uznaliśmy tegoroczne wakacje za bardzo udane. Pisząc „wakacje” mam na uwadze wspomniane dwa radosne tygodnie, nie zaś cały ponury, deszczowo-grillowy okres, w którym obowiązuje amnestia dla rozwrzeszczanej szkolnej dziatwy.
 
Czytaj dalej...

Toruń w jeden dzień

Toruń to jedno z tych miast, które mieliśmy na liście "koniecznie odwiedzić", a do którego wybieraliśmy się jak przysłowiowa sójka za morze :) Po powrocie z Karkonoszy mąż miał jeszcze tydzień urlopu. W międzyczasie wybraliśmy się na mecz koszykówki Gortat Team vs Wojsko Polskie w Łodzi. Basket to co prawda "konik" Zwykłego Taty, ale tym razem nawet ja z córką byłyśmy imprezą zachwycone. Na napisanie relacji z tej wycieczki może uda mi się namówić jej pomysłodawcę... Trzymajcie kciuki!
Tydzień spędzony na siedzeniu w domu w naszym przypadku nie ma prawa bytu, więc postanowiliśmy wreszcie wybrać się do miasta pierników. Przy tej okazji zabraliśmy na wycieczkę obie nasze mamy. Nie żebyśmy sugerowali, że pasują one do tamtejszych specjałów, czy coś w ten deseń... Czy można zatem zwiedzić Toruń w jeden dzień?

Toruń - mapa miasta

Czytaj dalej...

Klocki Lego są uniseks

Kto z Was ma dziecko, którego nieszczególnie interesują zabawki? Moja córka tak ma. Dlatego rodzina często ma dylemat co jej sprezentować na urodziny, czy Gwiazdkę. No bo ile można kupować książek? Młoda nigdy nie lubiła lalek. Zawsze wolała (i czyni to nadal) pograć z tatą w piłkę nożną lub koszykówkę. Misie pluszowe służą tylko do ozdoby łóżka, bo ona woli pójść pojeździć na hulajnodze. Często zastanawiam się czy w niej nie ma więcej z chłopca niż z dziewczynki... Jednak jest coś, co poza grami i książkami przemawia do niej dość mocno. Klocki Lego! Jednak nawet w ich przypadku jest jedno zasadnicze „ALE”...


Czytaj dalej...
Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka