Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grajmy!. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Grajmy!. Pokaż wszystkie posty

„Korona Władzy”, czyli rebelowska wojna rodów

Tytułem wstępu muszę pokornie schylić głowę i posypać ją popiołem (w sumie było by to nawet wskazane w okresie Wielkiego Postu). Minęła już bowiem dłuższa chwila od premiery gry, którą chcę Wam dzisiaj zaprezentować. Jako, że jest to tytuł godny uwagi, postanowiłem w końcu zasiąść przed klawiaturą i bez dalszej zwłoki podzielić się przemyśleniami o „Koronie Władzy”, czyli rebelowskiej wariacji na temat wojny o tron osadzonej w klimacie Disneyowskiego „Zwierzogrodu”, czy „Sing”.

„Korona Władzy”, czyli rebelowska wojna rodów

Czytaj dalej...

Majówka na Łące, czyli wiosenny Rebel

Tegoroczna majówka, mówiąc delikatnie, nie rozpieszcza. Nawet teraz, gdy piszę te słowa, za moimi plecami słyszę szum deszczu uderzającego o parapet oraz ciche pomrukiwanie wody w grzejniku. Cóż, taki mamy klimat. Nie jest to jednak powód do składania broni. Wręcz przeciwnie! Oto bowiem nadarza się okazja do odkurzenia z regałów zapomnianych planszówek, sięgnięcia do "stosu  wstydu" po jedną z książek, czy też poszperania w internetowych zasobach celem powiększenia kolekcji jednych i drugich :)

 

Majówka na Łące, czyli wiosenny Rebel
Majówka na Łące, czyli wiosenny Rebel

Czytaj dalej...

Na językach, czyli zabawa w kameleona

Mówi się często, że w szaleństwie jest metoda. I choć nie do końca potrafiłbym wytłumaczyć znaczenia tego powiedzenia, chyba pojmuję ogólny jego sens. Czasem po prostu trzeba zaszaleć żeby nie zwariować! Jeśli jesteście podobnego zdania, to bardzo się cieszę, gdyż mam dla Was propozycję nie do odrzucenia. Co powiecie na przemianę w kameleona? Tymczasowo, tak na godzinkę. Będziecie mogli zapolować na przepyszne tłuste owady. W jaki sposób? Za pomocą długiego lepkiego języka, rzecz jasna! O niezbędne akcesorium zadba Wydawnictwo FoxGames, które właśnie co wydało zwariowaną grę. Zapraszam do „Na językach”, czyli zabawy w kameleona.

Na językach, czyli zabawa w kameleona
Na językach, czyli zabawa w kameleona

Czytaj dalej...

Kazooloo, czyli przyjemne z pożytecznym

Co zrobić, gdy na dworze plucha, wiatr dmucha, a dziecko spragnione ruchu dosłownie staje z nudów na głowie? Pewnie, że najłatwiej usadzić delikwenta przed telewizorem, wcisnąć do ręki pilota albo kontroler od konsoli. Mamy wtedy spokój na długie godziny, a nasza pociecha wymarzone zajęcie (bo które dziecko odmówi podobnej przyjemności?). Tyle, że... no właśnie. Doskonale zdajemy sobie sprawę, że takie rozwiązanie problemu nie załatwia. Mało tego, czynimy naszym dzieciom więcej krzywdy niż dostarczamy rozrywki poprzez ograniczenia ich świata do prostokątnego ekranu. Na szczęście jest doskonała alternatywa! To „Kazooloo”, czyli gra łącząca przyjemne z pożytecznym.

Kazooloo, czyli przyjemne z pożytecznym
Kazooloo, czyli przyjemne z pożytecznym
Czytaj dalej...

Fits - gra, która nam przypasowała

Tegoroczne wakacje minęły niezwykle szybko. Zawsze się tak mówi, ale rzeczywiście dla naszej rodzinki był to niezwykle intensywny, obfitujący w liczne wyjazdy i atrakcje czas. Nie dla nas całodzienne wylegiwanie się w jednym miejscu. Tam, gdzie działo się coś interesującego, staraliśmy się dotrzeć, pojechać. Siłą rzeczy musieliśmy zatem zrezygnować z innych „uciech” jak np. gry. Choć nie do końca. Gdy opadał kurz po całodniowych eskapadach lubiliśmy (i nadal lubimy) zasiąść przy stole by pograć w „Fits” – grę, która nam przypasowała.

Fits - gra, która nam przypasowała
Fits - gra, która nam przypasowała

Czytaj dalej...

Jak pokonać dziecięcy strach, czyli Niedźwiedzie vs Bobasy

Każdy się czegoś boi. Z jednej strony to dobrze. Bo człowiek bojaźliwy najpierw pomyśli, oceni ryzyko, a dopiero potem podejmie działanie. Jest też druga strona medalu, czyli sytuacje, w których nie ma czasu na kalkulacje, ale konieczna jest natychmiastowa reakcja. I tutaj strach zaczyna przeszkadzać. Z dziećmi problem jest nieco innego rodzaju. Szkraby utożsamiają zazwyczaj swoje lęki z najprostszym do sformułowania słowem: potwór! Potwór może być dosłownie wszędzie i mieć każdy możliwy do opisania wygląd. Troje, czy czworo oczu? Proszę bardzo. Pazury długie na 2 metry, do tego zęby ostre jak nóż tapicerski, włochate cielsko, łuskowaty ogon, no i oczywiście rogi. Co tylko dziecięca wyobraźnia jest w stanie spłodzić... Jak pokonać dziecięcy strach? 

 
Jak pokonać dziecięcy strach, czyli Niedźwiedzie vs Bobasy
Jak pokonać dziecięcy strach, czyli Niedźwiedzie vs Bobasy
Czytaj dalej...

Rodzinny relaks... w cieniu Baobabu


Za nami połowa października. Piszę o tym na wypadek, gdyby ktoś nie posiadał w domu kalendarza, bo samo zerkanie przez okno może niejednego zmylić. Pogoda bowiem jest wspaniała! Czyste błękitne niebo, promienie słoneczne muskające nasze twarze, mieniące się różnorakimi kolorami drzewa. Oczywiście lada moment się to zmieni, a obecny zachwyt szybko ustąpi miejsca frustracji, braku energii i myślom karalnym, gdy jakiś pacan „niechcący” znów wjedzie kołem w kałużę ulokowaną akurat na drodze naszego przemarszu. Przyobleczeni w bagaż wielojesiennych doświadczeń możemy mnożyć wiele takich ponurych wizji. Tylko po co? Nie lepiej zamiast tego spróbować zorganizować sobie jakieś miłe odstresowujące zajęcie? Przygotować domowy azyl przed atakiem jesiennej depresji? Tylko...
Co będzie dobre na rodzinny relaks?

Rodzinny relaks... w cieniu Baobabu
Rodzinny relaks... w cieniu Baobabu

Czytaj dalej...

Tato, zostań stylistką!

Nasza córka nie jest typem modnisi. Nie dla niej lalki, wózki oraz wszelkie różowo-brokatowe dziwadła. W dziale z zabawkami zawsze skanujemy te regały, gdzie znaleźć można klocki, auta, puzzle i gry, z premedytacją ignorując najnowsze produkty ze świata jednorożców. Najciekawsze jest to, że nikt z rodziny nigdy nie ingerował w jej zainteresowania, nie kierunkował fascynacji tym, bądź innym tematem. Samo jakoś tak wyszło. Można zatem się dziwić, że córka mimo takiego obrotu sprawy pozostaje mimo wszystko stuprocentową dziewczynką. Naszą księżniczką. Dlatego też, od czasu do czasu, wykazuje potrzebę „wytarzania się” w przesiąkniętym lukrem i różową watą cukrową świecie. A ja – Zwykły Tata, zazwyczaj zostaję siłą rzeczy w ten świat wciągnięty...A więc, Tato, zostań stylistką!

Fox Games - Zostań stylistką

Czytaj dalej...

Piraci 7 mórz...i już!

Czy będąc dziećmi marzyliście kiedykolwiek by zostać piratem? Bo ja nigdy. Jakoś ominęła mnie ta fala. Przecież tak naprawdę piraci byli pospolitymi przestępcami. Jak mafia. Z tą różnicą, że napadali oni na jednostki wodne, a nie TIRy. Od podróżowania i przeżywania fantastycznych przygód był Sindbad, a nie banda wiecznie podpitych złoczyńców – pamiętajcie o tym! Niemniej temat piratów od wizualnej strony zawsze pobudzał wyobraźnię i działał przyciągająco. Na mnie również. Dlatego zawsze z wielką przyjemnością sięgałem po filmową sagę „Piraci z Karaibów”. A od jakiegoś czasu zabujałem się w pewnej grze planszowej...
 
Piraci 7 mórz
Czytaj dalej...

Gry paragrafowe, czyli rewolucja wśród gier

Myślałem, że w sferze gier „niekomputerowych” nic już mnie nie zadziwi. Wszak trochę planszówek, czy karcianek zdążyło się przez nasze ręce przewinąć. W nomenklaturze rozwoju postaci w pierwszej lepszej grze RPG, można by mnie zakwalifikować jako „pomocnik maga nekromanty” (co w wolnym tłumaczeniu brzmi: „niby nikt niezwykły, ale co nieco wie...”). Tak było do czasu otrzymania ostatniej przesyłki od wydawnictwa FoxGames..., a znalazłem w niej gry paragrafowe!

Komiksy paragrafowe Fox Games

Czytaj dalej...

Wikingowie na pokład! Zima się zbliża!

Z czym kojarzą Wam się Wikingowie? Może z serialem o takim właśnie tytule? Albo, jeśli niestraszne są Wam „diabelskie” dźwięki, z zespołem Amon Amarth, który posługuje się ów symboliką w swoim scenicznym imidżu? A może są tu jacyś miłośnicy futbolu amerykańskiego? Dla nich nazwa Minnesota Vikings nie będzie nic nieznaczącym hasłem. Kultowa seria komiksów „Thorgal”? Przykładów można mnożyć jak kogut reproduktor.

Wikingowie na pokład

Czytaj dalej...

Fauna, czyli zwierzęcy omnibus

Statystyczna rodzina Kowalskich w niedzielne leniwe popołudnie. Obowiązkowe zakupy zrobione (co by ustawodawców utwierdzić w przekonaniu, że „dzień święty” bez Biedronki jest dniem straconym). Rosół oraz schabowy „na drugie” spałaszowane, odświętna biała koszula wraz ze spodniami w kant już leżą na dnie kosza od brudnej bielizny. Przyodziani w wygodny dres tudzież podkoszulek i gacie (nie mnie oceniać gusta innych) rozsiadamy się wygodnie w fotelu. Pilot TV do łapki, nawigacja po kanałach uruchomiona. Ruszamy w podróż po 150 (lub więcej) stacjach. Dziwi Was fakt, że po „przerzuceniu” 50 programów nadal nie znaleźliście nic godnego dłuższej uwagi? Bo mnie nie. Tu reklama, tam jakiś szoł (który pisze się show), znów reklama... Ostatecznie zawsze jakoś tak zatrzymujemy się na stacji pt. „program przyrodniczy”, by posłuchać jak Krystyna Czubówna opowiada o rytuałach godowych fenka pustynnego.
 
Fauna -gra rodzinna, gra dla dwojga
Czytaj dalej...

Bo Fantazja jest od tego...żeby grać

Któż nam zabroni fantazjować? Sama Ciotka Klotka wraz z Krzysiem i Zającem Poziomką wręcz namawiali nas do tego w zamierzchłych czasach (gdzieś tak krótko po wyginięciu dinozaurów). Pobudzenie szarych komórek zahibernowanych głęboko na którejś z mózgowych półkul, wydaje się obecnie jeszcze bardziej pożądane niż w epoce wspomnianego „Tik Taka”. Wystarczy spojrzeć co oferują mass media żeby zrozumieć ową potrzebę.
Kto czyta, żyje podwójnie. Kto fantazjuje, ten ma otwarty umysł (ewentualnie posiada bardzo urozmaicone „życie łóżkowe”).

Fantazja
Czytaj dalej...

Graj w zielone, czyli nowości od Zielonej Sowy

No i po urlopie. Żal jest tym większy, iż pogoda (o dziwo!) dopisała znakomicie. Gdy miało świecić słońce – świeciło, kiedy miał padać deszcz – lało jak z cebra. A w dni, gdy nie było szczególnych planów, aurę za oknem mieliśmy po prostu w nosie. Znając naszą rodzinkę możecie się domyślić, że dany nam czas wykorzystaliśmy aktywnie. Fakt, że zawsze można by wykręcić ciut więcej km, pojechać gdzieś jeszcze („bo to przecież niedaleko”), zawędrować o jedną uliczkę, czy muzeum dalej... Nie ma co jednak narzekać. Wszyscy zgodnie uznaliśmy tegoroczne wakacje za bardzo udane. Pisząc „wakacje” mam na uwadze wspomniane dwa radosne tygodnie, nie zaś cały ponury, deszczowo-grillowy okres, w którym obowiązuje amnestia dla rozwrzeszczanej szkolnej dziatwy.
 
Czytaj dalej...

Bąbelsy, czyli sprawdzone patenty się sprawdzają


Dzisiaj będzie szybko, krótko (w każdym razie krócej niż zazwyczaj) i na temat. Niczym ten „pierwszy raz”, niczym walka Gołoty z Lennoxem Lewisem. W końcu niczym weekend po wypłacie. Skąd taka nagła zmiana frontu? Z kilku powodów. Po pierwsze: „bo mogę”. Zawsze staram się ukwiecić daną recenzję, wprowadzić Was – czytelników naszego bloga w odpowiedni nastrój, a przy okazji sprawdzić ilu wytrwa do samego końca, a ilu znudzonych przełączy się w połowie na inny kanał. Drugim powodem jest czas. Szanuję go jak tylko mi się o tym przypomni. Czasem bezsensownie zmarnuję cenne minuty na przeglądaniu FB, czy innych sieciowych dupereli. Potem żałuję. Stąd też w ramach oczyszczenia ten oto wpis. Po trzecie i ostatnie: gra, którą chcę Wam dzisiaj przedstawić doskonale wpisuje się w powyższy kanon. Jest prosta, dość szybka i niezwykle wciągająca. No bo jak można nie polubić kolorowych mordek, które podejrzanie zerkają na nas z okrągłych żetonów? Zaprośmy je więc na naszą planetę! A najlepiej od razu całą ich gromadkę...


Czytaj dalej...

Królestwo, czyli katapultą w sąsiada

Żyjemy w bardzo dziwnych czasach. Czasach, w których coraz częściej dostrzegamy liczne sprzeczności. Ludzie po szkołach podstawowych, a co „ambitniejsi” po kilku jej powtórkach („...bo Pani wychowawczyni taka fajna, że żal się było rozstawać”), prowadzą dziś z powodzeniem własne firmy. W przerwach między kolejnymi spotkaniami biznesowymi oszukują oni głód w przydrożnym McCośtam lub innym Kurczaku, obsługiwani przez magistrów filologii polskiej. Nasze życie, za sprawą portali społecznościowych stało się otwartą księgą dla Staszka z Białołęki, Zośki z Koziegłów, czy Dartha Vadera urlopującego się na Gwieździe Śmierci. Z drugiej jednak strony nie znamy nawet imion naszych najbliższych sąsiadów (przypominam, że: „ta ruda”, „ten łoś spod 5-ki” i inne podobne imionami zdecydowanie nie są!). Jesteśmy tolerancyjni, ale modlimy się w duchu, by córka nie przyprowadziła do domu MC Hammera. Dziwny jest ten nasz mały świat, co...?


Czytaj dalej...

Byli sobie...podróżnicy, czyli naprawdę wielka gra

Pisząc te słowa za oknem właśnie przechodzi deszczowa nawałnica. Ptaki nieśmiało próbują nawigować się śpiewem, a umęczone oczy po dusznej przespanej na szczęście nocy za Chiny Demokratyczne nie chcą się rozkleić. Nawet kawa zbożowa (czarna podwójna) nie jest w stanie nic tu zdziałać. O! Teraz mam z kolei namiastkę wodospadów Niagara, bo rynny na dachu stwierdziły, że nie będą odprowadzać więcej deszczówki. Nie i już! Szaro, buro, mokro i ponuro. W skrócie: dzisiejszego dnia  rozpoczynają się wakacje!


Czytaj dalej...

Icecool, czyli pstryknij pingwina

No i jak tam, moi mili, mijają wakacje? Bo u nas jest dokładnie tak jak sobie wyobrażaliśmy. Pogoda „w kratkę”, córka wisząca na nas w opcji abonamentowej „bez limitu”, tęsknota rodziców za rokiem szkolnym, odliczanie dni i godzin do upragnionego urlopu, który zapewne minie szybciej nim zdąży się porządnie nadmuchać materac i rozstawić plażowy parawan (dlatego polskiemu morzu mówimy zdecydowane: NIE!), etc., etc. Całe szczęście, że istnieją takie rzeczy jak książki, internet, zamykane na klucz drzwi do łazienki oraz gry niekomputerowe. Tyle, że każdy z tych przypadków wymaga spełnienia jednego lub kilku z poniższych warunków:
a) względny spokój;
b) towarzystwo osób „trzecich”;
c) zapas papieru toaletowego + dobry sygnał Wi-Fi.
 

Czytaj dalej...

Hunger - The Show, czyli głód sławy

Czy marzyliście kiedykolwiek o sławie, dużych pieniądzach i „nicnierobieniu”? Myślę, że każdemu przemknęła nie raz taka wizja samego siebie. Dzięki kolorowym magazynom, kolorowym telewizorom oraz równie barwnym imprezom mamy możliwość otarcia się o ten abstrakcyjny dla nas świat jak nigdy wcześniej. Jeszcze chwila, a będziemy biegać po naszych domostwach z okularami VR na nosie, goniąc za jakimś przystojniakiem bądź przystojniaczką (wybór zależny od preferencji) znanymi ze szklanego ekranu. Póki co są tacy, którzy dla osiągnięcia poklasku w świetle studyjnych lamp gotowi są na wszelakie poświęcenia. I tu wkraczamy w obszar bezmózgich, pozbawionych smaku, przyzwoitości, hamulców, a często także ubogich w poprawną składną mowę programów typu „reality show”. Wiecie (lub nie), że mamy ze Zwykłą Matką uczulenie na anglojęzyczne wtrącenia w naszym pięknym języku polskim. Ale tutaj nawet nie ma sensownego odpowiednika, który brzmiałby zarówno zwięźle jak i zgrabnie. „Realistyczny występ ”?! „Rewia w rzeczywistości”?! Sami widzicie jakie to pogmatwane. Ale i tak każdy ogląda...


Czytaj dalej...

Była sobie gra... Było sobie życie

Nie wiem jak Wy, ale ja z tęsknotą spoglądam w przeszłość. Może i było wszystkiego mniej, a paleta barw otaczającego świata nie uderzała tak jak teraz oślepiającą fruorescencją. Nasi rodzice mieli na głowie mnóstwo trosk, o istnieniu których my – podwórkowe rozrabiaki nie mieliśmy nawet zielonego pojęcia. Liczyła się tylko dobra zabawa z kolegami. Gdzie komu do głowy przyszło siedzieć cały dzień przed Commodore 64, czy innym elektronicznym wynalazkiem zakupionym gdzieś na straganie. Śniadanie, podwórko, obiad, podwórko, kolacja, kąpiel w dużej misce (przynajmniej w moim przypadku bieżąca woda była odległym marzeniem), dobranocka, spanie. W czasie roku szkolnego dochodził jeszcze obowiązek pojawiania się regularnie w szkolnej ławce, ale jakoś nie kolidowało to zbytnio z planami.


Czytaj dalej...
Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka