Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sposób na nudę. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sposób na nudę. Pokaż wszystkie posty

Maui, czyli plażowanie na rebelowską nutę

Marzy Wam się egzotyczna podróż na rajską plażę? Przyznam szczerze, że nawet ja mam już serdecznie dość tegorocznej zimy, która od kilku lat jest „zimą” tylko z nazwy. Choć nie jestem typem człowieka potrafiącego wytrwać na plaży w pozycji „na skwarkę” dłużej niż pół godziny, to jednak na taką wyspę Maui wybrałbym się bez mrugnięcia okiem. Jeśli do tego mógłbym spędzać tam czas przy najnowszej grze od wydawnictwa Rebel, byłbym w pełni spełniony. Takie plażowanie na rebelowską nutę mogę zaakceptować. Zapraszam zatem wszystkich na wspaniałe plaże na Maui. Będziemy tam… układać ręczniki. Gotowi!?

 

Maui, czyli plażowanie na rebelowską nutę
Maui, czyli plażowanie na rebelowską nutę

Czytaj dalej...

Jak zrobić dobre smoothies?

 Wiecie jak zrobić dobre smoothies? Co to w ogóle jest? Osobiście nie cierpię językowych zapożyczeń, które coraz bezczelniej kalają nasz piękny rodzimy język. W tym przypadku nie mam jednak pomysłu na polski odpowiednik wspomnianego chłodnego napoju ze zmiksowanych owoców (lub warzyw). Niech więc będzie „smoothies”. Od niedawna jest jeszcze jedna rzecz, z którą kojarzę ową nazwę: gra kościana od Wydawnictwa Muduko. Nasi stali czytelnicy wiedzą, że dość skrupulatnie dobieramy prezentowane nowości, więc i tym razem nie powinno być „wtopy”. I jej nie ma! Bo „Smoothies” to zaskakująco... smaczna gra.

 

Jak zrobić dobre smoothies?
Jak zrobić dobre smoothies?

Czytaj dalej...

Zaginiony Klucz, czyli (roz)kojarzona gra


Czy u Was też jest tak gorąco? Dopiero co narzekaliśmy na deszczową aurę, z przerażeniem śledziliśmy sytuację na południu Polski (zagrożenie powodziowe), a dziś proszę! Z nieba leje się płynny ołów, lodówka robi co może żeby uzdatnić do picia co tylko się da, zaś komary rozpoczęły tradycyjny clubbing na przemian żłopiąc i zmieniając lokale (muszą tylko uważać żeby przypadkiem nie dostać po trąbce). W takich sytuacjach zaleca się pozostanie w domu, zamknięcie okien, zaciągnięcie zasłon... i już można zacząć się nudzić. Chyba, że macie "Zaginiony klucz"...

Zaginiony Klucz, czyli (roz)kojarzona gra
Zaginiony Klucz, czyli (roz)kojarzona gra

Czytaj dalej...

Arboretum, czyli gra w ogród

My, Zwykła Rodzinka, mamy to szczęście, że od najbliższego ogrodu botanicznego dzieli nas w linii prostej zaledwie 10 kilometrów. To bardzo duże udogodnienie dla kogoś kto uwielbia przebywać na łonie przyrody, spacerować pięknymi alejkami, czy też (jak Zwykła Matka) cierpi na chorobliwy syndrom fotografowania wszystkiego co ma liście i wydaje pięknie ubarwione owoce/kwiaty. Dlatego też, gdy tylko pogoda nie krzyżuje nam planów, lubimy wracać do kórnickiego arboretum słynącego ze wspaniałych magnolii, azalii i różaneczników. 

 
Arboretum, czyli gra w ogród
Arboretum, czyli gra w ogród
Czytaj dalej...

Zamek Smoków, czyli idealna gra na wakacje

Mówi się, że okres wakacyjny to tzw. sezon ogórkowy. Wiadomo - wszyscy wyczekują na wymarzony i planowany już od ubiegłego roku urlop. A skoro tak jest, to jaki sens zarzucać rynek rozrywkowy nowościami skoro nikt ich nie zauważy. Zdarzają się jednak (na szczęście) wyjątki. Idealna gra na wakacje? Już pokazuję o jaką chodzi...


Zamek Smoków, czyli idealna gra na wakacje
Zamek Smoków, czyli idealna gra na wakacje

Czytaj dalej...

Czym zająć chore dziecko? Nowości AMEET

Przyznajcie się, drodzy rodzice, jakie są Wasze pierwsze myśli w momencie kiedy ukochane pociechy się rozchorują? Oczywiście niekwestionowane pierwszeństwo w naszych sercach i umysłach jest to, by jak najszybciej pomóc, wyleczyć, ulżyć. Kolejną rzeczą, a czasem problemem jaki się pojawia to: z kim zostawię córkę/syna jeśli szef nie da mi wolnego? Dalej: Jeśli już uda się załatwić opiekę (często naprzemiennie zostaje matka i ojciec) pojawia się kolejna "zagwostka" do rozwiązania: czym zająć chore dziecko, które zostaje w domu?
Dziś postaram się pomóc Wam podsunąć kilka sposobów na zajęcie znudzonego "chorowitka"!

Lego Ninjago AMEET
Czym zająć chore dziecko? Nowości AMEET

Czytaj dalej...

Tato, zostań stylistką!

Nasza córka nie jest typem modnisi. Nie dla niej lalki, wózki oraz wszelkie różowo-brokatowe dziwadła. W dziale z zabawkami zawsze skanujemy te regały, gdzie znaleźć można klocki, auta, puzzle i gry, z premedytacją ignorując najnowsze produkty ze świata jednorożców. Najciekawsze jest to, że nikt z rodziny nigdy nie ingerował w jej zainteresowania, nie kierunkował fascynacji tym, bądź innym tematem. Samo jakoś tak wyszło. Można zatem się dziwić, że córka mimo takiego obrotu sprawy pozostaje mimo wszystko stuprocentową dziewczynką. Naszą księżniczką. Dlatego też, od czasu do czasu, wykazuje potrzebę „wytarzania się” w przesiąkniętym lukrem i różową watą cukrową świecie. A ja – Zwykły Tata, zazwyczaj zostaję siłą rzeczy w ten świat wciągnięty...A więc, Tato, zostań stylistką!

Fox Games - Zostań stylistką

Czytaj dalej...

Wciągająca rozrywka, czyli nowości od Ameet

Stwierdzam, że wszystkiego jest za dużo. No bo sami zobaczcie. Wchodzicie do takiego sklepu na „R” żeby kupić np. pastę do zębów. I jeśli nie macie podpisanej umowy „na wyłączność” z daną marką, robi się z tego nie lada dylemat. Jaki smak? Jaka pojemność? Wybielająca, czy nie? Z kryształkami? A może na krwawiące dziąsła? Itd. Itp. A to przecież tylko pasta do kłów...

Nowości od Ameet

Czytaj dalej...

Piraci 7 mórz...i już!

Czy będąc dziećmi marzyliście kiedykolwiek by zostać piratem? Bo ja nigdy. Jakoś ominęła mnie ta fala. Przecież tak naprawdę piraci byli pospolitymi przestępcami. Jak mafia. Z tą różnicą, że napadali oni na jednostki wodne, a nie TIRy. Od podróżowania i przeżywania fantastycznych przygód był Sindbad, a nie banda wiecznie podpitych złoczyńców – pamiętajcie o tym! Niemniej temat piratów od wizualnej strony zawsze pobudzał wyobraźnię i działał przyciągająco. Na mnie również. Dlatego zawsze z wielką przyjemnością sięgałem po filmową sagę „Piraci z Karaibów”. A od jakiegoś czasu zabujałem się w pewnej grze planszowej...
 
Piraci 7 mórz
Czytaj dalej...

LEGO do czytania, czyli nowości od AMEET


Dzisiaj słów kilka o klockach. Znacie zapewne ten odwieczny dylemat, z którym nie sposób sobie co roku poradzić – prezent dla dziecka. Niby nic w tym trudnego. Wchodzimy do pierwszego lepszego marketu, kierujemy się na dział z zabawkami, chwytami jakiś tam plastikowy badziew „made in czajna”, idziemy do kasy, płacimy (względnie płaczemy, gdy wydrukuje się paragon z kasy fiskalnej). Tyle, że potem te „najwspanialsze” prezenty leżą latami zapomniane w kącie, bo:

A) już podczas rozpakowywania urwał się strategiczny element zabawki,
B) dziecko jest na ów podarunek za małe/za duże, 
C) „Mikołaj musiał pomylić przesyłkę, bo takiego ..!!??&%*#.. przecież nie chciałem!”.


Lego

Czytaj dalej...

Zaplątana sawanna, czyli zabawa ze sznurkiem

Gdyby ktoś mi niedawno powiedział, że zostanę wybitnym badaczem afrykańskiej fauny, najpierw wybiłbym rozmówcy ów „wybitność” z głowy szczerym śmiechem a’la rżenie zakatarzonego konia, a następnie popukałbym się w czoło. Los bywa jednak przewrotny. To, co jeszcze wczoraj wydawało się niemożliwe, teraz przybrało niebywale realne kształty. A gdyby ktoś mi powiedział, że wciągnie mnie zabawa ze sznurkiem...

Zaplątana sawanna, czyli zabawa ze sznurkiem

Czytaj dalej...

Zoo we Wrocławiu - poza sezonem

Zwykła Rodzinka nie potrafi wysiedzieć na miejscu. Tym razem jednak weekendowy wypad objął tylko mnie i córkę. W towarzystwie mojej szefowej i jej synów wybraliśmy się na jednodniową wycieczkę. Od jakiegoś już czasu było w planach odwiedzenie tego miejsca. Tym bardziej, że wielu znajomych je zachwalało. Czytałam i słyszałam, że to cały dzień intensywnego zwiedzania i należy się do tego przygotować. Do tej pory miasto to mijaliśmy w drodze na południe. Wcześniej nie było okazji na jego zwiedzenie. Mowa o zoo we Wrocławiu, które postanowiliśmy poznać poza sezonem. Czy było warto?

zoo we Wrocławiu

Wrocław, to jedno z tych dużych miast, do którego mamy stosunkowo niedaleko, ale trasa jest mało "wygodna". Zawsze tylko przejazdem w drodze do bardziej oddalonych miejsc na południu Polski. Mnóstwo znajomych uprzedzało mnie, że kolejki do kas są ogromne i lepiej kupić bilet przez internet. Wykonałam przed wyjazdem telefon i zapytałam, czy lepiej jest się zaopatrzyć w bilet wcześniej, by uniknąć stania w ogonkach. Miły pan poinformował mnie, że po sezonie nie ma takiej potrzeby, co było mi na rękę, bo nasz wyjazd do ostatniej chwili stał pod znakiem zapytania. Kiedy jednak dojechaliśmy na miejsce, okazało się iż mimo drugiej połowy października, chętnych na spacer po zoo jest całkiem sporo. Na szczęście otwartych było kilka kas i po paru minutach z biletami w rękach wyruszyliśmy w drogę.

Bilet w naszym przypadku to wersja rodzinna: dwójka dorosłych i troje dzieci. Koszt - 150zł, niższy od wersji z pojedynczymi biletami o prawie 50zł. 
Dzieci oczywiście najbardziej wyczekiwały na zwiedzenie Afrykarium. Zaopatrzone w mapy po ogrodzie zoologicznym kierowały naszą wycieczką, co chwilę oznajmiając jakie zwierzęta za chwile spotkamy. 
Pogoda nam sprzyjała. Mimo, że na niebie nie było słońca, nie zmoczył nas też deszcz, a temperatura okazała się na tyle przyjemna, iż nie musieliśmy chodzić opatuleni szalikami. 

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

Wybieg dla wielbłądów, zwierzęta żyjące na Saharze, antylopy. Najwięcej emocji wzbudził w dzieciach wybieg dla lwów. Mimo początkowo kiepskiego nastroju naszych młodych wędrowców, nie traciliśmy humorów i maszerowaliśmy ku kolejnym wybiegom. Dzieciaki różnie reagowały na poszczególne zwierzęta: niedźwiedzie, żubry, czy małpy nie wzbudziły w nich większego zainteresowania. Chyba ta pochmurna pogoda spowodowała, że początkowo to my miałyśmy lepsze nastroje!
Wszystko minęło kiedy w końcu dotarliśmy do Afrykarium, w którym miały być rekiny. Były i rybki kolorowe, płaszczki oraz rekiny rzecz jasna. Tyle, że... ciut za małe! Tak, nasi młodsi wycieczkowicze spodziewali się chyba żarłaczy białych od Spielberga, a zobaczyli niewielkie rekiny w jednym akwarium z płaszczkami i innymi rybkami. W końcu jednak ich humory uległy poprawie gdyż stwierdzili, że jest całkiem fajnie. 

Wiecie jak to jest z dziećmi. Jedna chwila i humor zmienia się o 180 stopni. Ciężko czasem za nimi nadążyć! Najważniejsze, że po zjedzeniu gofrów i dotarciu do dziecięcego mini zoo sytuacja uległa poprawie. Tam mogli nakarmić i pogłaskać różne zwierzaki domowe. Córka bardzo mocno się trzymała obietnicy złożonej tacie dlatego intensywnie robiła fotki swoim kompaktowym aparatem. Rośnie z niej mała reporterka. Wzięła sobie do serca to arcyważne zadanie!

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

zoo we Wrocławiu

Jadąc do zoo we Wrocławiu musicie mieć świadomość, że są tam gatunki zwierząt, których po godzinie 17-tej nie zobaczycie. Otóż terrarium, motylarnia, czy budynek ze smokami indonezyjskimi jest zamykane o tej właśnie porze. Jednak nic straconego. Zawsze można tu przyjechać ponownie w kolejnym sezonie. Wróć! Tylko nie w sezonie! Skoro teraz, w październiku było tak dużo ludzi, to ja nie chcę wiedzieć jakie tłumy są tutaj latem. Najtrudniej wtedy na pewno zwiedza się Afrykarium, gdyż jest to budynek z ciemnymi korytarzami, w których zbyt dużo ludzi jednocześnie się po prostu nie pomieści. 


Naprawdę sporo czytałam o zoo we Wrocławiu. Bałam się, że okaże się przereklamowane. Tak się na szczęście nie stało. Jednak znając na wskroś nasz poznański ogród zoologiczny, byłam nieco rozczarowana wielkością tego wrocławskiego. Słysząc, że w samym Afrykarium można spędzić cały dzień spodziewałam się chyba jakiegoś ogromnego kompleksu pełnego różnych akwariów. Mimo wszystko nasze dzieci były zadowolone z wycieczki. W sumie i tak "wytuptaliśmy" prawie 6km trasy i spędziliśmy na miejscu prawie siedem godzin. Pomimo takiego wyczynu nie widzieliśmy pająków, motyli, czy nosorożców. Tak jakoś wyszło...


A Wy odwiedziliście już kiedyś zoo we Wrocławiu? Co nim sądzicie?
Czytaj dalej...

Sposób na jesienne wieczory z dzieckiem

Jesień. Temat rzeka na blogach. Począwszy od porad jak ją polubić, skończywszy na tym co można zrobić z dyni. Nie rozumiem fenomenu tej pory roku. Nie lubię tego okresu i nie polubię choćby nie wiem jakie złote rady ktoś chciał mi przekazać. Nie znoszę tego, że o 16-tej jest już ciemno. Że wieczory są tak krótkie i szybciej niż zwykle dopada mnie zmęczenie. Nie cierpię bycia zależnym od pogody, która  w tym czasie jest bardzo kapryśna. Co czynić, gdy w dodatku dziecko mimo wszystko rozpiera energia i wciąż chce robić coś innego? Oto nasz sposób na jesienne wieczory z dzieckiem...

puzzle Clementoni - Soy Luna

Czytaj dalej...

Wikingowie na pokład! Zima się zbliża!

Z czym kojarzą Wam się Wikingowie? Może z serialem o takim właśnie tytule? Albo, jeśli niestraszne są Wam „diabelskie” dźwięki, z zespołem Amon Amarth, który posługuje się ów symboliką w swoim scenicznym imidżu? A może są tu jacyś miłośnicy futbolu amerykańskiego? Dla nich nazwa Minnesota Vikings nie będzie nic nieznaczącym hasłem. Kultowa seria komiksów „Thorgal”? Przykładów można mnożyć jak kogut reproduktor.

Wikingowie na pokład

Czytaj dalej...

Klocki Lego są uniseks

Kto z Was ma dziecko, którego nieszczególnie interesują zabawki? Moja córka tak ma. Dlatego rodzina często ma dylemat co jej sprezentować na urodziny, czy Gwiazdkę. No bo ile można kupować książek? Młoda nigdy nie lubiła lalek. Zawsze wolała (i czyni to nadal) pograć z tatą w piłkę nożną lub koszykówkę. Misie pluszowe służą tylko do ozdoby łóżka, bo ona woli pójść pojeździć na hulajnodze. Często zastanawiam się czy w niej nie ma więcej z chłopca niż z dziewczynki... Jednak jest coś, co poza grami i książkami przemawia do niej dość mocno. Klocki Lego! Jednak nawet w ich przypadku jest jedno zasadnicze „ALE”...


Czytaj dalej...

Byli sobie...podróżnicy, czyli naprawdę wielka gra

Pisząc te słowa za oknem właśnie przechodzi deszczowa nawałnica. Ptaki nieśmiało próbują nawigować się śpiewem, a umęczone oczy po dusznej przespanej na szczęście nocy za Chiny Demokratyczne nie chcą się rozkleić. Nawet kawa zbożowa (czarna podwójna) nie jest w stanie nic tu zdziałać. O! Teraz mam z kolei namiastkę wodospadów Niagara, bo rynny na dachu stwierdziły, że nie będą odprowadzać więcej deszczówki. Nie i już! Szaro, buro, mokro i ponuro. W skrócie: dzisiejszego dnia  rozpoczynają się wakacje!


Czytaj dalej...

Wakacje z dzieckiem w domu, czyli 10 sposobów, by nie zwariować!

Rok szkolny się kończy. Wakacje za pasem. Właściwie jedną nogą wszyscy już pewnie stoimy w tym letnim szaleństwie. No właśnie. Nie dla każdego to czas lenistwa. Uczniowie i studenci mają raj. Dorośli pracują i mogą liczyć z reguły na zaledwie na dwutygodniowy urlop. Jednak nie zmienia to faktu, że dorosły mający dziecko/dzieci już pewnie od jakiegoś czasu zachodzi w głowę co zrobić, by w czasie wakacji w domu nie zwariować. Nie zamierzam się mądrzyć. Nie pozjadałam wszystkich rozumów i zdaję sobie doskonale sprawę, że nie ogarniam wszystkiego. Zwłaszcza, że każde dziecko jest inne. Podzielę się jedynie z Wami moimi sposobami na to, jak spędzić wakacje z dzieckiem w domu i nie wylądować później na kozetce u psychiatry!


Czytaj dalej...

Kreatywna córka i plaża w pokoju

Nareszcie dane nam jest cieszyć się z pięknej pogody. Grube swetry, płaszcze przeciwdeszczowe oraz połamane parasolki można na jakiś czas zamknąć w ciemnej komórce. Tylko pamiętajcie gdzie trzymacie do niej klucz, bo w sumie nie wiadomo kiedy znów trzeba będzie tam zajrzeć. Powoli zbliża się czas urlopów, wakacyjnych wojaży. Nasza córka, oprócz rzecz jasna odliczania dni do wakacji, cieszy się z jeszcze jednego powodu: sezonu na owoce!! Gdyby postawić przed nią miseczkę z borówkami, czy takimi truskawkami, a w drugiej najwymyślniejsze łakocie ze świata lukru i czekolady, zgadnijcie co zawsze wybierze? To urodzony owocożerca. Z tym większym przerażeniem usłyszałem ostatnio w radiu, iż w związku z zanikiem wiosny na rzecz zimy (swoją drogą ciekawe czym ją przekupiła ta mroźna paskuda), rodzimych owoców a.d. 2017 będzie bardzo mało, a co za tym idzie osiągną kosmiczne ceny. No bo skoro za truskawki w hurtowni trzeba będzie zapłacić 26zł/kg, to ile my – zwykli konsumenci, mamy wyłożyć za kilogram tego przepysznego daru od natury (rosnącego przy drodze krajowej i zakonserwowanego E-cośtamzukładuokresowego)? – Zylion złotych?! To zmusiło mnie do zweryfikowania tegorocznych wakacyjnych planów. Przecież nie odmówię dziecku owoca, co nie?


Czytaj dalej...

Kółko, krzyżyk i kapelusz magika, czyli Gobblety i Hokus Pokus

Pośpiech jest z reguły bardzo złym doradcą. Przynajmniej w oczach takiego pedanta jak ja. W moim świecie wszystko musi zostać dokładnie przekalkulowane, przemyślane. Dopiero po odhaczeniu kilku kolejnych „prze-” jestem skłonny podjąć ewentualnie pewne działania. Kiepskim byłbym zatem komandosem, czy maklerem giełdowym. Nie będzie też ze mnie pożytku, gdy wrzucą do marketu jakiś towar w super niespotykanie niskiej cenie. Towarzystwo z balkonikami będzie już zmierzać w kierunku kas, a ja zostanę przy regale, nie mogąc się zdecydować, który kolor termoaktywnych majtek będzie lepszy. Na szczęście w niektórych sprawach bywam spontaniczny i zdecydowany, co (zdecydowanie) chwali sobie moja żona...
Czytaj dalej...

„Ucz się póki czas! Czyli wskazówkowo-cyfrowe dylematy”

Nie znoszę upływającego czasu. Człowiek z każdą chwilą staje się starszy, bardziej świadomy otaczającego go świata. A co za tym idzie coraz więcej spraw zaprząta nasze umysły, problem goni problem. Na końcu dopada nas starość (albo kierowca Bardzo Małego Wozu na przejściu dla pieszych) i... potem dzieją się z nami różne rzeczy w zależności od tego w co kto wierzy. Dlatego fajnie być nieświadomym owych spraw dzieckiem. Z trybu sen przechodzić w tryb zabawa. I tak w kółko... Tyle, że stan ten, dawno już u mnie nieaktualny, ma też pewne minusy. Przede wszystkim musimy polegać na wiedzy i mądrości innych, by podczas zabawy nie stracić głowy (dosłownie) lub też nie dać się zrobić „na szaro” w kwestii czasu przeznaczonego na wszelkiego rodzaju uciechy. Znam to z autopsji – wszak sam jestem rodzicem, który niejednokrotnie naginał czasoprzestrzeń na niekorzyść nic niepodejrzewającej córki. Be tata! Be!

Czytaj dalej...
Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka