Szukasz stabilności? Klub Świata Komiksu Egmontu ci ją zapewni

Co się dzieje z tą pogodą?!? Od kilku tygodni funduje nam taki rollercoaster, że nawet Zadra, czy Hyperion wyglądają przy tym jak ślizgawki w ogródku jordanowskim. Potrzebuję stabilności i to w trybie ekspresowym. Szczęśliwie jest jeszcze Klub Świata Komiksu, w którym można poczuć się w pełni zrelaksowanym. Praktycznie każda nowość spod skrzydeł Egmontu to gwarancja jakości, solidnej dawki emocji oraz wspaniałej przygody. Nie wierzycie? Oto więc próbka możliwości tego wydawnictwa: 



Asteriks u Belgów (tom 24) – zaczynamy od stałego punktu moich ostatnich recenzji. Zauroczony nową edycją komiksów o dzielnym Galu Asteriksie, regularnie uzupełniam swoją biblioteczkę kolejnymi tomami serii, wzbogaconymi całą masą materiałów dodatkowych. „Asteriks u Belgów” stanowi wyjątkową odsłonę przygód galijskich bohaterów. Jest to bowiem ostatni wspólny projekt duetu Uderzo-Goscinny. Nagła śmierć tego drugiego (scenarzysta) w trakcie powstawania owego tomu ma swój wydźwięk w kadrach, które od pewnego momentu stają się bardziej ponure, a na niebie często widnieją deszczowe chmury. Piękny gest Uderzo nie odbiera jednak Asteriksowi jego sztandarowych atrybutów. Podróż do Belgów, których sam Juliusz Cezar uznał za najgroźniejszy naród, przez co uraził tymi słowami dzielnych Galów, obfituje w mnóstwo znanych i nowych gagów, humoru sytuacyjnego i kultowych tekstów. Ten tom, choćby z tytułu genezy jego powstawania, trzeba mieć w swojej kolekcji.

Asteriks u Belgów

Louca: Fenomenalny (tom 12) – mój ulubiony piłkarz powraca, by raz jeszcze pomóc drużynie Feniksów w sięgnięciu po Puchar Gryfów. Jedyną przeszkodą jest… płatny zabójca czyhający na życie bohatera. Ciężko opisywać treść stanowiącą tak naprawdę wycinek większej historii, którą serwuje nam autor już od pierwszego tomu. To, co przykuwa uwagę czytelnika na przestrzeni kolejnych odsłon serii, to ewolucja Louki. Od niezdarnego nastolatka przeobraża się w osobę, która dzięki nowo nabytym umiejętnościom staje się kluczowa dla drużyny Feniksów w półfinale Pucharu Gryfów. Do tego w 12 tomie otrzymujemy nowe fakty dotyczące ducha Nathana – przyjaciela Louki. Jak zwykle komiks obfituje w całą gamę emocji: od scen pełnych boiskowych (i nie tylko) akcji, przez wspaniały humor, na wzruszeniu kończąc. Fenomen serii „Louca” nad Sekwaną jest przeze mnie w pełni zrozumiały. „Fenomenalny” tylko utwierdza mnie w tym przekonaniu.

Louca, Fenomenalny

Mali Bogowie: Pod egidą Artemidy (tom 15) – kolejna porcja wariacji na temat bogów i herosów starożytnego Olimpu. Tym razem „na warsztat” idzie młoda Artemida, szkoląca się właśnie na boginię natury i łowów. Problem polega tylko na tym jak tu połączyć funkcję patronki myśliwych z chęcią bycia obrończynią zwierząt i przyrody w ogóle… Od czego jednak są przyjaciele z Tauruskiem na czele? Oprócz kwestii etycznych od naszej bohaterki oczekuje się nienagannej kondycji i siły, a także mistrzowskiej umiejętności posługiwania się łukiem. To z kolei co rusz ośmiela nowych ochotników do zmierzenia się z niedoszłą boginią. Co tu dużo pisać: ten komiks, jak i cała seria, to chodzący samograj. Tutaj każda przywara, mityczna umiejętność czy wydarzenie zostają rozdmuchane i przefiltrowane przez krzywe zwierciadło w taki sposób, że nie sposób czytać owe historie z poważną miną. To pozycja zdecydowanie dla chcących doświadczyć lekkiej, niezobowiązującej rozrywki. A przy tym lubiących głośno i często się śmiać. Polecam!

Mali Bogowie, Pod egidą Artemidy

Lucky Luke: Kid Lucky – niech Was nie zmyli tytuł. Nie jest to kolejna część pobocznej serii „Kid Lucky”, w ramach której ukazało się, póki co, pięć tomów. To niejako geneza przygód Samotnego Kowboja opowiedziana z czasów, gdy był on jeszcze dzieckiem i przemierzał Dziki Zachód wraz ze starym poszukiwaczem złota. To tutaj dowiemy się jak niesforny dzieciak poznał Jolly Jumpera – swojego wiernego wierzchowca, od kogo nauczył się słynnej piosenki, którą każdorazowo nuci zmierzając w stronę zachodzącego słońca, a także jak zdobywał kolejne szlify umiejętności w posługiwaniu się bronią. Wszystko to (i jeszcze więcej) podano rzecz jasna w sposób jak najbardziej Morrisowy, z ogromną dawką humoru, mnóstwem odniesień do legendarnej serii, a także z poszanowaniem do legendarnej postaci Lucky Luke,a – kowboja, który strzela szybciej od własnego cienia. Musicie przeczytać jak to wszystko się zaczęło…     

Lucky Luke. Kid Lucky


  



Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka