Jak dogadać się z nastolatką, czyli wspólne pasje

Nie wiem do końca czy już się pogodziłam z  faktem, że moja mała księżniczka jest nastolatką. Co prawda od całkiem niedawna, ale jednak. Po ostatnich zakupach ciuchowych odczułam bardzo namacalnie jak wyrosła w ciągu ostatniego roku. Nagle z dziewczynki stała się... małą kobietką. Rozmiar "S", czy nawet "M" z działu damskiego - jak dotąd dla mnie nieosiągalny, teraz odwiedzam właśnie z córką. W końcu cieszy mnie fakt, że na wyprzedaży najkorzystniej cenowo wypadają właśnie ciuchy w tej wersji. 

 

Jak dogadać się z nastolatką, czyli wspólne pasje
Jak dogadać się z nastolatką, czyli wspólne pasje


Czytaj dalej...

Egmont, czyli w każdym z nas tkwi komiksowe dziecko

 Czym obdarowaliście Wasze pociechy z okazji niedawnego Dnia Dziecka? Co by to nie było, mam nadzieję, że sprostaliście niezmiernie wysokim wymaganiom stawianym przez dzisiejszą dziatwę. A co sprezentowaliście sobie z okazji 1-czerwcowego święta? Przecież każdy z nas jest w głębi duszy dzieckiem uwięzionym w ciele dorosłego homo sapiens, czyż nie?! Nam też należy się chwila radości i relaksu ot tak, dla samej frajdy, że MOŻEMY sobie na to pozwolić. Ja postawiłem na niezawodny patent: spraw sobie coś, co lubicie wspólnie z dzieckiem. I tak, co by wilk był syty i owca cała, na naszej półce zawitały… nowe komiksy od wydawnictwa Egmont

 

Egmont, czyli w każdym z nas tkwi komiksowe dziecko
Egmont, czyli w każdym z nas tkwi komiksowe dziecko

Czytaj dalej...

Złap mnie, jeśli umiesz - Alek zaprasza na Podlasie

 Udał nam się tegoroczny maj, nie ma co. Zaczął się czerwiec, a ja pisząc te słowa zastanawiam się, czy włączenie przenośnej nagrzewnicy pod biurkiem nie będzie aby malutką przesadą. Jeśli tak ma wyglądać globalne ocieplenie klimatu, to za rok latem przyjdzie nam biegać w klapkach po śniegu – tak będzie ciepło! Zamiast więc przemierzać jednośladem leśne ścieżki rowerowe, czy też rozgrywać z córką pojedynki „1 na 1” w kosza, pozostaje mi dbać o zdrowie i tężyznę fizyczną szarych komórek. A nic tak dobrze nie nadaje się do tego zadania jak krzyżówki… albo książki kryminalne.

 

Złap mnie, jeśli umiesz - Alek zaprasza na Podlasie
Złap mnie, jeśli umiesz - Alek zaprasza na Podlasie
 

Czytaj dalej...

Gorąca Krew Beaty Kozidrak

 Nie jest żadną tajemnicą, że uwielbiam biografie. Jeśli tylko dotyczy ona osoby (lub zespołu), która krąży po orbicie moich zainteresowań i fascynacji, muszę prędzej czy później sięgnąć po jej książkę. A już pełnię szczęścia osiągam, gdy mogę poznać historię z pierwszej ręki, gdyż wyszła spod pióra samego bohatera tytułu. Dlatego też, kiedy na horyzoncie zamajaczyły pierwsze zapowiedzi autobiografii Beaty Kozidrak, zastrzygłem z radości uszami, a w kącikach ust zebrało się kilka kropel śliny. Szykowałem się na wspaniałą ucztę, której nikt nie był w stanie mi zepsuć. No chyba, że sama Beata…

 

Gorąca Krew Beaty Kozidrak
Gorąca Krew Beaty Kozidrak

Czytaj dalej...

Kukły, czyli krąg przyjaciół Jakuba Kani

 Kościół w Kamieniu Odrzańskim wymagał gruntownego remontu. Nic więc dziwnego, że gdy prace w świątyni ruszyły pełną parą, zapewne niejednokrotnie ignorując przepisy BHP, o wypadek nie było trudno. Na szczęście dla gatunku ludzkiego tym razem ucierpiała jedynie posadzka, gdy w jej kierunku nadleciał strącony z rusztowania majzel. Powstałe w płycie pęknięcie odkryło przed przerażonymi robotnikami i obecnym na miejscu kościelnym niespotykany widok, który ten ostatni skwitował krótko: „Jednak tu są”.

 

Kukły, czyli krąg przyjaciół Jakuba Kani
Kukły, czyli krąg przyjaciół Jakuba Kani

Tak z grubsza, w iście hitchcockowskim stylu, zaczynają się „Kukły”, książka, którą zamówiłem w księgarni internetowej. Jest to piąta powieść w dorobku pana Macieja Siembiedy, będąca jednocześnie czwartą odsłoną przygód prokuratora Jakuba Kani. Tym razem poznajemy początki prokuratorskiej kariery bohatera, które przypadły na lata dziewięćdziesiąte (konkretnie na rok 1997). Kuba, pracujący w Prokuraturze Rejonowej w Gdańsku na etacie asesora, to jednostka niezwykle dociekliwa i skrupulatna, niczym przysłowiowa kropla co drąży skałę. Tej wiedzy nie posiadał prokurator rejonowy, gdy dnia pewnego wręczył podwładnemu skoroszyt będący spisem kolekcji oznaczeń i emblematów policyjnych – pamiątek zbieranych latami przez niemieckiego kolekcjonera…

Dość powiedzieć, że tak błahe w swojej intencji polecenie przełożonego („rzuć na to okiem”) staje się katalizatorem do wydarzeń, które byłyby o wiele mniej przerażające, gdyby nie świadomość zawarcia w nich historycznych faktów.

I tak, Jakub Kania decyduje się pomóc pewnej niemieckiej dziennikarce w zdyskredytowaniu szefa Kręgu Przyjaciół (Freundeskreis), organizacji powiązanej z samym Heinrichem Himlerem i parającej się tajemniczymi badaniami oraz okultyzmem. To z kolei wiąże się ze sprawą pożaru magnackiej rezydencji na Śląsku tuż przed wybuchem II wojny światowej oraz… wspomnianym odkryciem w Kamieniu Odrzańskim. Dodajmy na koniec wątek z czarownicą w roli głównej oraz poszukiwania kolebki rasy aryjskiej m.in. na Atlantydzie, a otrzymamy pełną paletę barw zawartą w „Kukłach”.


Maciej Siembieda, zazwyczaj twardo stąpający po ziemi w kwestii doboru tematów do swoich kolejnych powieści, w najnowszej książce postanowił sięgnąć po historie nieco bardziej oderwane od rzeczywistości. Ale czy na pewno nierealne? Okazuje się, że w większości przypadków (tak jak zdążył nas przyzwyczaić autor) mamy do czynienia z twardymi faktami historycznymi, jedynie miejscowo podkolorowanymi dla nadania odpowiedniego dynamizmu i spójności. Zarówno kościelne odkrycie pod posadzką, jak i istnienie w czasach wojennych organizacji badającej genezę rasy aryjskiej wydarzyły się naprawdę (dotyczy to także pożaru rezydencji na Śląsku – choć tutaj autor nieco „opóźnił” w czasie to zdarzenie). Tym bardziej czytając „Kukły” mamy cały czas świadomość obcowania z nie do końca fikcją literacką. A to potęguje jedynie doznania jakie daje lektura.

Muszę przyznać, że nie jestem zaskoczony najnowszą odsłoną przygód Jakuba Kani. To nadal ten sam, niezwykle wysoki poziom twórczości charakterystyczny dla tego autora. Narracja jest wprost wzorowa. Ma się wrażenie, że każde słowo jakie wyszło spod pióra pana Macieja ma swoje określone miejsce i cel w opowieści. Wszystkie wydarzenia zostały ze sobą splecione z matematyczną wręcz logiką oraz zegarmistrzowską precyzją. No i ten język narracji! Tak pisać chciałby każdy. Dane jest to nielicznym. Zaś jednostki potrafią z tego daru właściwie korzystać. Wśród nich jest pan Siembieda. 


W „Kukłach” regularnie przeskakujemy w czasie między rokiem 1997, a 1939 (i z biegiem powieści między kolejnymi latami). Dzięki temu zabiegowi na bieżąco weryfikujemy konkretne wydarzenia oraz fakty, z którymi musi zmierzyć się prokurator Kania. Czytelnik ma również poczucie, że trzyma rękę na pulsie kontrolując poszczególne wątki. Nie sposób przez to zagubić się w mistycznie uplecionej sieci przyczynowo-skutkowej jaką zafundował nam autor. Choć zadanie miał niełatwe.

„Kukły” czyta się jednym tchem, by po przewróceniu ostatniej strony z żalem stwierdzić, że ta przygoda trwała zdecydowanie za krótko. A skoro każdy kij ma dwa końce (choć trudno być o tym w 100% przekonanym z procą w ręku), należy jednocześnie przyznać przed samym sobą: to najlepsza powieść Macieja Siembiedy i niezwykle mocny kandydat do tytułu książki roku. Mój głos w każdym razie już ma!

 

Więcej kryminałów znajdziecie w księgarni internetowej Taniaksiążka.pl 

Czytaj dalej...

Majówka na Łące, czyli wiosenny Rebel

Tegoroczna majówka, mówiąc delikatnie, nie rozpieszcza. Nawet teraz, gdy piszę te słowa, za moimi plecami słyszę szum deszczu uderzającego o parapet oraz ciche pomrukiwanie wody w grzejniku. Cóż, taki mamy klimat. Nie jest to jednak powód do składania broni. Wręcz przeciwnie! Oto bowiem nadarza się okazja do odkurzenia z regałów zapomnianych planszówek, sięgnięcia do "stosu  wstydu" po jedną z książek, czy też poszperania w internetowych zasobach celem powiększenia kolekcji jednych i drugich :)

 

Majówka na Łące, czyli wiosenny Rebel
Majówka na Łące, czyli wiosenny Rebel

Czytaj dalej...

Jak odkryć w sobie instynkt macierzyński, czyli Małe wielkie sekrety

Nie zawsze marzyłam o tym, by zostać matką. Będąc nastolatką z trudnym dzieciństwem nie spieszyło mi się do zakładania rodziny. Myślałam raczej, że potomstwo to nie jest szczyt moich marzeń. Jakże się myliłam i jakże szybko z tego błędnego myślenia się wydostałam. Jak odkryć w sobie instynkt macierzyński?

Jak odkryć w sobie instynkt macierzyński, czyli Małe wielkie sekrety
Jak odkryć w sobie instynkt macierzyński, czyli Małe wielkie sekrety
 

Czy to w ogóle możliwe, by coś takiego odkryć? Czy raczej trzeba to po prostu w sobie mieć? Czy każda kobieta TO posiada? Czy każda z nas jest stworzona do bycia matką? Kiedyś myślałam, że nie nadaje się do wychowywania córki lub syna. Życie jednak się zmienia, a wraz z nim kształtuje się nasz charakter, nasze potrzeby i marzenia. Związałam się z odpowiednim facetem, zaleczyłam rany z przeszłości i... zamarzyłam o dziecku. Po cichu pragnęłam, by była to dziewczynka. Kiedy badanie usg wykazało, że mam szansę na spełnienie tego życzenia, popłakałam się ze szczęścia. Jednak jeszcze nie wiedziałam czy odkryłam w sobie instynkt macierzyński. W dniu przyjścia na świat mojej małej księżniczki wiedziałam, że to jest to w czym się spełnię. Bycie matką było moim marzeniem, ale chyba musiałam je poznać w swoim czasie.

Są jednak kobiety, które nie mają w sobie instynktu macierzyńskiego. Dlatego między innymi tyle dzieci wychowuje się w domach zastępczych. Nigdy nikomu takiego losu nie życzę, ale z jednej strony czy może być tak, że dziecko mające "czystą kartę", dorastające  w domu dziecka lub w rodzinie zastępczej ma lepiej niż to, przy którym matka zostaje, ale go nie kocha? Nie ma jednej, ani tym bardziej prostej odpowiedzi na to pytanie.

 

Jak odkryć w sobie instynkt macierzyński, czyli Małe wielkie sekrety
Jak odkryć w sobie instynkt macierzyński, czyli Małe wielkie sekrety

Bohaterka najnowszej powieści Magdaleny Majcher "Małe wielkie sekrety" zdecydowanie nie odkryła w sobie instynktu macierzyńskiego. Co można bowiem innego powiedzieć o kobiecie, która z dnia na dzień po prostu znika zostawiając dwunastoletnią niepełnosprawną córkę i swojego partnera? Na początku  Marcina zmroziła myśl, ze Monice coś się stało. Obdzwonił szpitale, zgłosił sprawę na policji. Jednak z czasem zaczyna odkrywać fakty, których wolałby nigdy nie poznać. Kim jest kobieta, z którą myślał, iż stworzył szczęśliwy związek? Kim jest kobieta, która z miłości do swojej córki stworzyła fundację, by pomagać innym niepełnosprawnym dzieciom i ich rodzinom? Kim jest kobieta pełna pasji do swojej pracy?

Magdalena Majcher w kolejnej, czwartej już części serii "Osiedle Pogodne" zaskoczyła mnie bardzo. Uwielbiam książki tej autorki. Każdą pochłaniam z prędkością błyskawicy, bez względu na to czy tematyka mi mniej czy bardziej przypada do gustu. Nie zapominajmy bowiem, że Magda porusza ciężkie, życiowe tematy, które mogą dotyczyć każdego z nas wprost lub pośrednio. Autorka nie boi się pisać o depresji, chorobie psychicznej, problemach w małżeństwie, zdradach, czy alkoholizmie. Jej książki jednak mają w sobie moc przyciągania. Kolejne strony znikają w oka mgnieniu, a po skończeniu powieści ma się ochotę na więcej.

Tym razem Magdalena Majcher pokazała, że nie tylko faceci uciekają i mają trudność w kwestii zmierzenia się z problemami dnia codziennego. Pokazała, że kobiety nie zawsze mają w sobie instynkt macierzyński i nawet nie wiedzą, czy mogą go w sobie odkryć. "Małe wielkie sekrety" to powieść o sile mężczyzny. O jego oddaniu rodzinie, o jego walce o szczęście córki.  Zakończenie jest dla mnie zaskakujące, ale.... Nie, nie mogę zdradzić więcej! Powiem tylko, że Osiedle Pogodne w Bielsko Białej jest takim tylko z nazwy, a na moje recenzje poprzednich części zapraszam TU , TU i TUTAJ

Jak odkryć w sobie instynkt macierzyński? Czy w ogóle jest to możliwe? Czy może trzeba się z nim urodzić? Czy każda kobieta musi się poświęcić rodzicielstwu? Może faceci nie są tacy źli, słabi i też potrafią stawić czoło największym problemom dnia codziennego?

 

 

Wydawnictwo Pascal


Czytaj dalej...
Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka