Tegoroczna zima nie jest dla nas zbyt łaskawa. To, że mrozi i sypie śniegiem nikogo nie powinno dziwić. Ale prędkość zmian aury liczona w godzinach, a nie dniach potrafi uprzykrzyć życie każdemu. Najlepsza metoda na poradzenie sobie z takim stanem rzeczy jest jedna: ciepły kocyk, gorąca herbata, wygodny fotel i egmontowskie komiksy! Najnowszy zastrzyk nowości właśnie wylądował u mnie. Spieszę zatem z krótkim podsumowaniem:
Dzikie Łapy – Tajemnica Fermy Lisów (tom 1) – startujemy od totalnej nowości, która wywołała u mnie wszelkie możliwe emocje… poza śmiechem. Przyzwyczajony do humorystycznych albumów, które regularnie tu recenzuję, nie do końca byłem chyba przygotowany na to nowe otwarcie. Jak sugeruje sam tytuł mamy do czynienia z historią o lisiej fermie, na której hoduje się te zwierzęta w wiadomym celu. Przypadkiem trafia tam lis Trym, tchórzliwy członek lisiej sfory, który za wszelką cenę chce udowodnić swoją samodzielność. Zderzenie ze światem widzianym zza krat klatki uderza go ze zdwojoną siłą. Tym mocniej, że poznany w tak przykrych okolicznościach lisek Lukas nie jest świadomy tego czym jest wolność. Przygnębiająca to historia, ale zarazem bardzo potrzebna! Bo po niej na nowo odkryjemy znaczenie słowa „wolność” i być może inaczej spojrzymy na temat hodowli zwierząt (nie tylko lisów). Polecam całym sercem!
Disney Klasyczne Baśnie: Lilo i Stitch – całkiem niedawno mogliśmy podziwiać aktorską ekranizację tej kultowej już bajki. Tym razem mamy okazję powrócić do świata małej Lilo i jej kosmicznego przyjaciela. Komiks Egmontu to wykadrowana wersja klasycznej animacji, którą wszyscy doskonale znają. Obiekt 626, będący wynikiem eksperymentów doktora Dżamba Dżukiba ucieka z odległej galaktyki wprost na Ziemię, w rejon Hawajów. Tam poznaje dziewczynkę o imieniu Lilo, która postanawia adoptować rozbrykane niebieskie stworzenie. Reszta to już historia – jak to się mówi. Komiksowa adaptacja „Lilo i Stitch” z pewnością znajdzie wielu amatorów. I słusznie, bo to uniwersalna historia o rodzinie i przyjaźni mimo odmienności.
Świat Smerfów: Niesamowita Smerfetka – postanowiłem powrócić do świata Smerfów jeszcze raz. Tym bardziej, że w najnowszym albumie prym wiedzie najpiękniejsza niebieska istota w wiosce – Smerfetka (przepraszam Lalusiu!). To właśnie ona uczestniczy lub wręcz przoduje we wszystkich pięciu historyjkach zawartych w omawianym tomie. W „Pocałunku Smerfetki” przekonamy się, że każde czary podstępnego Gargamela da się cofnąć, „Bombollino u Smerfów” przypomni czytelnikom, iż nie można bezpodstawnie rzucać oskarżeń, „Czerwony Smerfokapturek” na nowo zinterpretuje kultową baśń obsadzając w roli wilka samego czarodzieja Gargamela, „Sówka” przybliży nieco prawdy o tych nocnych stworzeniach i ich obyczajach. W końcu „Nawiedzony zamek” zabierze nas do ponurego zamczyska w poszukiwaniu Czarnej Róży – Wiecznego kwiatu będącego lekarstwem dla Papy Smerfa. Sympatyczne i pouczające historie. Dla młodszych czytelników jak znalazł!
Mali Bogowie: Argonauci i Złote Runo (tom 14) – czyli mitów greckich nigdy dość. Ten bogaty świat bogów ma jeszcze duuużo do zaoferowania i obśmiania przez duet Cazenove-Larbier. Tym razem na warsztat wzięto słynnego Jazona i jego wyprawę po Złote Runo. Niech Was jednak nie zmyli lektura tekstu źródłowego jakim jest „Mitologia”. Drużyna Argonautów pod dowództwem Jazona to bowiem grupa nieporadnych, wpadających co rusz w kłopoty niezdar. Sam kapitan natomiast nie grzeszy absolutnie inteligencją. A mimo to, zgodnie z mitologiczną treścią, udaje im się zdobyć Złote Runo i dotrzeć cało do Jolkosu, by Jazon mógł odzyskać tron zagrabiony przez króla Peliasa (oczywiście nietrudno będzie wykiwać naszego bohatera). Co tu więcej pisać: dawno się tak świetnie nie bawiłem! Perypetie załogi poszukującej Złotego Runa, a potem uciekającej z nim przed królem Kolchidy są prześmieszne. Po prostu musicie to przeczytać! Musicie!
Asteriks: Wróżbita (tom 19) – na koniec kolejny tom ukochanej przeze mnie serii. W dziewiętnastym tomie do wioski Galów przybywa nowe niebezpieczeństwo – wróżbita. Niespodziewany gość wykazuje wielki dar przewidywania przyszłości. Tym dokładniejszy jest ich przekaz, im cenniejszy przedmiot lub strawa pełni rolę przekaźnika jego wróżb. Jedynie Asteriks zachowuje sceptycyzm co do zdolności Gaduliksa. Sprawy komplikują się jeszcze bardziej, gdy wioskowy oszust natrafia na Rzymian, którzy zabierają go do obozu. „Wróżbita” to kwintesencja asteriksowego humoru. Znajdziemy tu mnóstwo „patentowych” rozwiązań znanych z poprzednich tomów, jak również całkiem nowe gagi, które sprawdzają się znakomicie. Dla ciekawskich mamy też całą masę materiałów dodatkowych jak np. genezę powstania komiksu, co nieco o wróżbitach, „biografie” centuriona Makagigusa i Gaduliksa. I dużo, dużo więcej!
![]() |
| Wydawnictwo Egmont |







przez
Blokotka