Z komiksem przez jesienną deprechę

Starzeję się. Jeszcze do niedawna miałem w nosie czy jest lato, zima, słońce lub deszcz. Od kilku lat natomiast dostrzegam jak różnie reaguje mój organizm w zależności od aury za oknem. Nie będzie zaskoczeniem, że jesień wpływa na mnie wyjątkowo niekorzystnie. Tak jakby ktoś z dnia na dzień odłączył mnie od zasilania. Walczę więc z jesienną deprechą i zimowym przymuleniem. Jak? Dawkując sobie niczym kroplówkę komiksowe nowości z Egmontu. Powiem Wam szczerze, że jest to całkiem niezły patent. O tym, co ostatnio sobie „zapodałem” przeczytacie poniżej…

 


Kajtek i Koko w kosmosie. Nowe przygody. Tom 1: W próżnej próżni - Tytuł długi, bo i historia tej serii sięga lat 60-tych minionego wieku. Wówczas to Janusz Christa publikował na łamach „Wieczoru Wybrzeża” kolejne odcinki przygód dwójki przyjaciół rzuconych w wir kosmicznej przygody. I tak, publikował aż do ponad 1200 odcinków (!). Powiedzieć, że to ważna pozycja w rodzimej historii komiksu to jak nic nie powiedzieć. Dlatego też kwestią czasu było wskrzeszenie tej serii przez duchowych spadkobierców twórczości mistrza Christy: Macieja Kura (scenariusz), Mieczysław Fijał (rysunki). Z jakim efektem? Jako umiarkowany miłośnik Kajko i Koka przyznaję, że plansze i historia przedstawiona „W próżnej próżni” są tak wierne twórczości Christy jak to tylko możliwe. Kajtek i Koko to wciąż ta sama para wesołych i poczciwych bohaterów, którzy potrafią odnaleźć się w każdej, nawet najbardziej niesamowitej sytuacji. A tych w najnowszym komiksie nie brakuje. Każda odwiedzana przez nich lokalizacja/planeta to zupełnie nowa, fascynująca przygoda. Jeśli więc jesteście fanami kreski Mistrza Janusza, lubicie Kajtka i Koka albo Kajko i Kokosza (Pst! To jest ponoć rodzina!) sięgajcie w ciemno po ten komiks. Wyśmienita zabawa gwarantowana! A co najważniejsze: Kajtek i Koko wrócili!!!
 

Syn Asteriksa (tom 27) - czyli samotna walka Alberta Uderzo o podtrzymanie marki „ASTERIKS”. Po śmierci przyjaciela i współtwórcy, Rene Goscinnego, Albert podjął się samodzielnie kontynuować spuściznę stworzoną razem z genialnym scenarzystą. „Syn Asteriksa” dowodzi, że wywiązał się z tego zadania doskonale. Choć akcja praktycznie została zamknięta w galijskiej wiosce i jej obrzeżach, nie sposób oderwać się od zaprezentowanej historii. Bo jakże przejść obojętnie obok informacji, że Asteriks został tatą?! No, może nie do końca tak jest, ale dziecko podrzucone pod drzwi jego domu jest już faktycznym faktem. Kto zatem jest ojcem dzieciątka? Dlaczego podrzucono je właśnie Asteriksowi? No i skąd nagle tyle siły w małym brzdącu? Aby poznać odpowiedzi musicie sięgnąć po ten tom. Tym bardziej, że tradycyjnie został on wzbogacony o całą masę dodatków (ponad 40 stron), które uzupełnią informacje i zaspokoją wiedzę każdego fana galijskich przyjaciół. Panie Uderzo, znów się panu udało!

Asteriks. Syn Asteriksa. Tom 27
Asteriks. Syn Asteriksa. Tom 27
 

Yakari - Zemsta rosomaka (tom26) - teraz coś dla młodszych czytelników. Najnowszy tom przygód małego Indianina Yakariego, który posiada niezwykły dar rozmawiania ze zwierzętami. Tym razem historia dotyczy pewnego rosomaka, który stał się obiektem żartu ze strony polatuch (latające wiewiórki). Wściekły z takiego obrotu sprawy zwierz poprzysięga zemstę. Okazja przytrafia się bardzo szybko i jedna z wiewiórek trafia do rosomakowej niewoli. Jak myślicie, kto ruszy z pomocą uwięzionemu gryzoniowi? Zgadza się: Yakari! Współnie z zaprzyjaźnionymi bobrami i wiewiórkami obmyśla podstępny plan. Jaki? Tego już nie zdradzę. Napiszę tylko, że po raz kolejny wasze pociechy nauczą się wielu mądrych postaw życiowych. Cała seria słynie z tego, że w sposób niezwykle przyjazny uczy szacunku dla drugiej osoby (nieważne czy to człowiek czy zwierzę), poszanowania przyrody i życia we wspólnocie. Choćby dlatego warto sięgnąć po komiksy z tej serii. Najnowsza odsłona jest tego najlepszym przykładem. Polecam!

Yakari. Zemsta rosomaka. Tom 26
Yakari. Zemsta rosomaka. Tom 26

Magiczny Świat Disneya w Komiksie: Coco - na zakończenie zapraszam Was do Meksyku, gdzie podczas święta zmarłych pewien chłopiec trafia do Krainy Umarłych, by odszukać swojego muzycznego idola. „Coco” to jedna z wielu disneyowskich animacji, która doczekała się komiksowej interpretacji. Historia Miguela, miłośnika gry na gitarze, oraz tajemnicy jaką skrywa od pokoleń jego rodzina poruszyła serca wielu. Ta wzruszająca historia ma swój niebywały klimat za sprawą oryginalnego podejścia do święta zmarłych w Meksyku. Kolorowe stroje, wymalowane na biało twarze, gra świateł. Brakuje tylko muzyki… Kto oglądał animację, ten wie jak toczy się ta opowieść. Komiksowa adaptacja to zwięzła przypominajka, z którą warto się zaznajomić. Tym bardziej, że zastosowano tu nieoczywistą technikę w zilustrowaniu tej przepięknej historii. Sami sprawdźcie! Ze swojej strony mogę tylko zapewnić, że nie będziecie zawiedzeni. 

COCO
Coco

 
Egmont Komiksy

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka