Rodzinne czytanie w przedszkolu

O tym jak rozkochać dzieci w książkach pisałam TUTAJ . Nie będę więc powielać tematu. 
Napiszę Wam za to jak spędziliśmy sobotnie przedpołudnie, które było mocno związane z książkami
i czytaniem. 


O akcji "Cała Polska Czyta Dzieciom"  KLIK  zapewne słyszała niejedna z Was. Może nawet brałyście lub bierzecie w niej czynny udział? My i przedszkole naszej córki jesteśmy zdecydowanie na TAK! Właściciele przedszkola "Śpiewający Włóczykije", do którego uczęszcza Izka, zorganizowali w weekend rodzinne czytanie. Sam fakt, że kilkadziesiąt rodzin czytało w tym samym miejscu i czasie książki swoim dzieciom przez całe 7minut to jeszcze nic! Właścicielka przedszkola nigdy nie poprzestaje na jednym pomyśle. Co to, to nie. Ewa to głowa pełna pomysłów i planów. Dlatego między innymi w przedszkolu bez przerwy coś się dzieje! Czeka nas np.wycieczka za miasto w celach edukacyjnych oczywiście -  dzieci będą uczyły się wypieku mazurków wielkanocnych. Oczywiście postaram się ja dla Was zrelacjonować :)

Czytaj dalej...

Uzależnienia i złe nawyki przedszkolaków

Sama do końca nie wiem skąd wzięłam  pomysł na dzisiejszy post...
Może trochę z faktu, iż córka zamęcza nas co chwila pytaniem: "Mamo, a dlaczego nie pozwalacie mi grać w gry na telefonie albo w komputerze?"
Ano nie pozwalam, bo uważam, że to ją "ogłupia". Co prawda grała tylko w gry bezpieczne, związane z jej ulubionymi bajkami, ale w sumie po co to komu? Są lepsze sposoby na spędzenie popołudnia (wolnego czasu) KLIK Ktoś powie, że dziecku zabraniam z przekory, że to nie jest takie całkiem złe, bo uczy np. refleksu, czy sprytu. Jednak ja uważam, że (po tym jak spędza większość dnia w przedszkolu, przez co w domu ma zaledwie cztery godziny nim pójdzie spać) to zwyczajnie strata czasu. W ciągu tych kilku godzin (zważywszy na nadchodzącą wiosnę) można część czasu spędzić na spacerze, na placu zabaw, czy też na wygłupach w ogrodzie. 
Czytaj dalej...

Piątkowy obiad

Wiecie jak wygląda dom, w którym cała rodzina jest chora i "uwięziona" wśród czterech ścian?
Koszmar! Wszystkiego trzy razy więcej: okruchów na podłodze, brudnych rzeczy do prania w koszu, naczyń do pozmywania, itp., itd. Przez ostatnie dwa dni czułam się na tyle kiepsko (z głową rozsadzaną bólem i podłym katarzyskiem), że palcem nie kiwnęłam. Zrobiłam tylko rosołek na obiad, bo przecież nie ma nic lepszego niż gorący rosół dla zasmarkanej rodzinki. Nawet książka mnie nie interesowała, nie mogłam się na niczym skupić :( Nie lubię tak się czuć. Nie lubię być uziemiona w domu i nie lubię nie mieć na nic siły. Należę do osób dość aktywnych i takie dni jak ostatnie....cóż, nic tylko je wyciąć z kalendarza i pamięci! A tu jeszcze przede mną...obiad na piątek!

 smaczne-przepisy.pl

Wiecie czego jeszcze nie lubię (między innymi oczywiście)?
Wymyślania obiadów, zwłaszcza tych "piątkowych".
Przestrzegacie postu w tym dniu tygodnia? My tak i w tym kłopot. Jeśli tak jak ja nie macie pojęcia co wykombinować w "bezmięsne" piątki, oto kilka pomysłów:
  • pasta jajeczna - nic skomplikowanego, za to wartościowe i smaczne. Córka na śniadanie potrafi "wchłonąć" dwie kanapki z taką pastą, tak bardzo ją lubi. Nie jest to skomplikowane do wykonania: kilka ugotowanych na twardo jajek, szczypiorek, trochę majonezu/jogurtu naturalnego i voila!
  • pasta z makreli/tuńczyka -  to również propozycja na kanapki. Ja osobiście raczej wybieram wędzoną makrelę, gdyż ma bardziej konkretny smak niż np. tuńczyk z puszki. Do tego kiszony ogórek pokrojony w kostkę, ugotowana kasza jaglana i jedno jajko na twardo. Oczywiście sól do smaku i odrobina majonezu. W ten sposób można "przemycić" bardzo wartościową i zdrową kaszę :)
  • klopsy z jajek - to już zdecydowanie pomysł na obiad! W zależności od wielkości rodziny gotujemy odpowiednią ilość jajek na twardo i rozdrabniamy. Do tego dorzucamy ze dwa surowe jajka, może być odrobina kaszy i "zieleniny", np. pietruszki. Po wymieszaniu formujemy kulki, obtaczamy w tartej bułce lub (jak ktoś woli) np. w kaszce kukurydzianej i smażymy na gorącym tłuszczu tak jak klopsiki.
  • "gzik" z ziemniakami - pochodzę z Wielkopolski, jestem rodowitą Poznanianką, więc gziczek to dla mnie standard. Dla niewtajemniczonych: to po prostu biały twarożek (półtłusty lub chudy dla tych co są na diecie) wymieszany z mlekiem lub śmietanką i do tego szczypiorek.
  • paluszki rybne - znajdą się tacy, którzy zaraz powiedzą, że to nie jest ryba, ale....ja wiem jedno: dzieciaki to uwielbiają!
  • klopsy z ryby - jeśli komuś znudziła się standardowa rybka obsmażona w tartej bułce to proponuje klopsiki! Rybę po zmieleniu łączymy z surowym jajkiem i zielona pietruszką, obtaczamy w bułce
    i smażymy.
  • naleśniki - to danie może dla niektórych nie pasuje na obiad, ale można je zrobić nie tylko na słodko. Muszę jednak przyznać, że u nas naleśniki z domowymi powidłami pojawiają się na stole często. Córka się nimi zajada, a ja mam pewność, że będzie najedzona.
  • sos pieczarkowy/zupa pieczarkowa - tu chyba nic nie trzeba objaśniać :)
  • spaghetti z tuńczykiem i sosem - alternatywa dla tradycyjnego spaghetti neapoli :)
  • zapiekanka z brokułami - brokuły delikatnie ugotowane, makaron (ugotowany wcześniej), surowe jajka, przyprawy, pomidory (świeże lub w puszcze). Wszystko wymieszać i włożyć do naczynia żaroodpornego. Zapiekać tak długo, by "ścięły się" jajka :)
Jakoś już nic więcej nie przychodzi mi do głowy, ale jeśli macie jakieś propozycje na piątkowy obiad  - chętnie skorzystam :)
Czytaj dalej...

Kącik recenzencki - Zimowe przygody, czyli Jeżyk do kwadratu

„Obudziłeś się akurat w noc sylwestrową, Jeżyku”. Tymi słowami Kundel, przyjaciel naszego kolczastego bohatera, zapoczątkowuje cały szereg niesamowitych wydarzeń i przygód, które czekają na wszystkich mieszkańców ogrodu za domem. A wszystko to w mroźnej, zimowej scenerii. Brrr!



Czytaj dalej...

Książki "mamci", czyli co czytam JA!

Książki to coś co u nas w domu lubimy wszyscy!
mam na blogu Kącik recenzencki gdzie możecie zapoznać się z niektórymi pozycjami literatury dziecięcej, ale dziś dla odmiany podam Wam kilka tytułów czytanych przeze mnie. "Mamcię", jak nazywa mnie córka.
Pamięć mam dobrą, ale krótką toteż będę się wspierać stroną lubimyczytac.pl, na której mam swoje konto. To dzięki tej stronie wiem co mam już "odfajkowane", a co jeszcze przede mną w długiej kolejce oczekujących na przeczytanie. Pozwala mi ona katalogować i ogarniać moja literaturę.
Kolejność, która Wam podam jest absolutnie przypadkowa. Prawda jest taka, że książki, które przeczytałam dwa lata temu mogą się okazać mniej interesujące teraz, kiedy wyszły kolejne nowości :)
No to zaczynajmy :
  • trylogia kwiatowa Katarzyny Michalak - przy czym zaznaczam od razu, że najbardziej podobała mi się część ostatnia! W ogóle jestem fanka twórczości Pani Michalak

http://lubimyczytac.pl/ksiazka/203770/przystan-julii
Czytaj dalej...

Kącik recenzencki - Mamo......"nudziMIsię"!

Ręka do góry : która z mam często słyszy mój "ulubiony" tekst "mamo, nudzi mi się"?
Ja tak mam niestety zatrważająco często, mimo, że pokój pęka w szwach od różnych zabawek, którymi można by  fantastycznie zorganizować sobie czas.
Jakiś czas temu, dzięki uprzejmości Wydawnictwa Skrzat, otrzymałam do recenzji książkę o jakże trafnym i wymownym tytule :

Czytaj dalej...

Jak nie rozpuścić dziecka, czyli zasady (a nie kwasy) :)

Dla tych, którzy zaglądają na mojego bloga nieobcy jest fakt, iż posiadam córkę - jedynaczkę. Chciałabym mieć jeszcze jedno dziecko, ale cóż....matka natura postanowiła mi to utrudnić!
Zdaję sobie sprawę, że wszystkie matki, a nie tylko te jedynaków prześladuje w głowie od początku istotna myśl : jak wychować nasze dziecko, by go "nie rozpuścić"? ( i nie mam na myśli stanu skupienia :) ). Problem nie dotyczy bowiem tylko jedynaków. Każde dziecko można bardzo łatwo  rozpieścić, a rzecz w tym by do tego nie dopuścić i znać granice. Mój dzisiejszy post JEST skierowany do tych wszystkich, którzy mają, mieli lub chcą się ustrzec pewnych błędów w przyszłości! UWAGA - tekst jest sporych rozmiarów, więc usiądźcie wygodnie :)
Już przed narodzinami Izy (w sumie to nadal tak jest) zastanawiałam się jak ją wychować, by wyrosła na mądrą, samodzielną i zaradną kobietę. Co zrobić, by nie weszła nam na głowę i nie była "typowym jedynakiem" - choć uważam, że opinia na ich temat jest w niektórych wypadkach przesadzona i krzywdząca!
Zaznaczam : nie jestem matką idealną. Nie ma takiej - prawda?
Popełniam wiele błędów, ale staram się na nich uczyć. 
Czytaj dalej...

Akcja "zdrowe ząbki"

Jako, że już 20 marca obchodzić będziemy Światowy Dzień Zdrowia Jamy Ustnej, zostałam poproszona przez fundację „Kraina Zdrowia” o przyłączenie się do ich akcji mającej na celu uświadomienie, czy też przypomnienie rodzicom podstawowych zasad w „ząbkowej” edukacji naszych maluszków. No to do dzieła!

http://krainazdrowia.org/


Czytaj dalej...

Z dzieckiem do okulisty

Witam w nowym tygodniu.
Dziś trochę o zdrowiu. A dokładniej - o tym, kiedy z dzieckiem udać się na wizytę do okulisty!
Sama jestem "okularnicą" (zostałam  nią już  wieku 7lat), więc temat nie jest mi obcy.


Każda mama chce, by jej dziecko miała wyśmienitą opiekę, było zdrowe i radosne, itp., itd. Jednak nie każda z nas zdaje sobie sprawę z tego, że (podobnie jak z dentystą) z wizytą u okulisty nie powinno się czekać do momentu, gdy pojawią się jakieś niepokojące objawy związane ze wzrokiem!
Tak było w moim wypadku. Jednak prawie 30lat temu inaczej się "podchodziło" do wielu spraw. Przede wszystkim możliwości były znacznie mniejsze. W szkołach, czy też przedszkolach nie pilnowano tak bardzo faktu, czy dziecko ma kłopot ze wzrokiem, natury emocjonalnej, itp. Moje problemy  zauważyła mama wraz z babcią. Pierwsza z nich spostrzegła, że "ucieka" mi jedno oczko. Babcia z kolei zwróciła uwagę na to, że nie potrafiłam przez dłuższą chwilę zidentyfikować numeru zbliżającego się do nas tramwaju, na który czekałyśmy kiedyś razem na przystanku. Dopiero potem nauczycielka powiedziała mamie, że faktycznie mrużę oczy patrząc na tablicę. Po wizycie u lekarza okulisty okazało się, że mam wadę wrodzoną , tzw. astygmatyzm TUTAJ. Oczywiście okulary były koniecznością!
Czytaj dalej...

Bieganina zakończona Luxusową kąpielą

Dwa dni "nieistnienia" na blogu.
Dwa długie dni spędzone na "bieganiu po mieście", od którego już się zdążyłam odzwyczaić.
W tym czasie narobiłam sobie zaległości w blogowej lekturze. Jednak starałam się (jak mogłam) nadgonić i "obczaić" Wasze blogi :)
Co dokładnie porabiałam, gdy mnie tu nie było?
Głównie spacerowałam po mieście. Poznań to spora metropolia i dość dobrze ją znam, jednak to w jakim tempie w danym miejscu zmieniają się sklepy... Są miejsca, które mimo upływu lat pozostają wciąż takie same. Czasem jednak chcąc pójść do jakiegoś konkretnego sklepu, okazuje się, że jest tam już coś zupełnie innego!
Dawno nie miałam tak, że wracając z całodziennej "włóczęgi" nie wiedziałam "w co najpierw ręce włożyć". Od kiedy jestem z córką w domu, takie dni można by policzyć na palcach jednej ręki.
Gdyby nie stres, który wynikał z pewnej dręczącej mnie sytuacji, to nawet by mi się to wszystko podobało. Jakby nie było miałam w końcu okazję wyrwać się z domu, co nie? Przy okazji załatwiłam kilka spraw, odebrałam przesyłki, "obkupiłam" moje dziecko w ciuszki - czemu te dzieci tak szybko rosną?
Moje wypady miały też inne plusy. Jakoś musiałam rozładować napięcie emocjonalne, tak więc przemieszczałam się wszędzie na piechotę. Na szczęście pogoda mi na to pozwoliła i nie musiałam korzystać z komunikacji miejskiej. W ten sposób w ciągu dwóch dni przeszłam łącznie prawie 20km!


Powrót z miasta, szybki obiad i pędem po córkę do przedszkola. Dalej znowu szybko, bo mamy umówioną wizytę u fryzjera. Też tak macie, że musicie dziecko uprzedzać o tego typu "niespodziankach"? Ja musiałam Izkę przygotowywać już kilka tygodni wcześniej :) Zaparła się, że nie chce obcinać włosów, mimo iż codziennie krzyczy podczas czesania, że ją ciągnę! W końcu jednak dała się namówić, gdy obiecałam, że podetniemy tylko same końcówki :)

Włosy były długie i takie też pozostały.Nadal będę więc walczyć z rozczesywaniem Izulkowej czupryny i z wymyślaniem fryzur na każdy kolejny dzień! Muszę Wam powiedzieć, że na fryzjerskim fotelu nie poznawałam mojej dziewczynki! Siedziała cicho jak przysłowiowa mysz pod miotłą :) Dla odreagowania, po powrocie do domu zamęczała nas zabawą w wymyślanie dla niej słów, które mogłaby zapisywać w swoim zeszyciku! Przy okazji mamusia odkryła, że już nie do końca pamięta jak wyglądają wszystkie "pisane literki"! Masakra! Przez lata człowiek tak wyrobił sobie własny charakter pisma, że nie pamiętam jak niektóre powinny "oficjalnie" wyglądać.


Kolejnego dnia powtórka z rozrywki. Konieczny był drugi wyjazd do miasta. Na szczęście, pomimo piątku 13-tego (co z resztą zauważyłam dopiero po powrocie do domu!), okazał się on być lepszy niż zakładałam! Tak więc stres powoli opada, przez co być może piszę trochę nieskładnie (za co z góry przepraszam drogie czytelniczki). Na koniec męczącego dnia planuję gorącą kąpiel z pięknie pachnącą solą, którą wygrałam u kochanej Luxusowej!
Życzę wszystkim przyjemnego weekendu. My szykujemy się jutro na urodzinki chrześniaka :) A za tydzień na targi książki dla dzieci :) Tak więc plany na cały weekendowy marzec już są :)


Czytaj dalej...

Licznik złapany!

Witam serdecznie!
Nie wszystkie z nas maja swoja stronę na FB tak więc na blogu równiez pragnę poinformować, iż licznik został złapany!
Konkurs zatem rozstrzygnięty!





Miło mi poinformować, iż zwyciężczynią jest......Gosia z blogu Mamelkowo :)
Nikomu nie udało się trafić dokładnie w "dychę", ale Gosia była najbliżej!
GRATULUJĘ!!!!
Wszystkim serdecznie dziękuję i mam nadzieję, że mimo zakończonego konkursu nadal będziecie do mnie zaglądać :)
Czytaj dalej...

Dbajmy o kondycję

Wiosna, wiosna, ach to ty!
Wszyscy wokół to widzą, czują , no i piszą o tym.
Chyba każdy się cieszy z powodu zbliżających się coraz większymi krokami ciepłych,słonecznych dni.
Zadam Wam teraz podchwytliwe pytanie : jak tam z Waszą kondycją?
O wagę, wymiary nie pytam, bo to nie moja sprawa :) 
Przede wszystkim ważne jest, żeby czuć się dobrze (i zdrowo). Dobrze by było przy tym, aby nie mieć zadyszki np. po powrocie z zakupów czy też po wejściu po schodach choćby na drugie piętro!
Wiadomo, że każdy chce ładnie i szczupło wyglądać. Chcielibyśmy mieć figurę modelki (ale nie "wieszaka"), ale to nie jest takie proste, prawda? Powiem Wam jedno : nigdy nie katowałam się żadną dietę. Dla mnie dieta to koszmar. Nie mam silnej woli, by pilnować tego co mogę a czego nie mogę skonsumować. Lubię jeść. Uwielbiam słodycze! Dlatego zdecydowanie (dla zachowania równowagi) wybieram aktywność fizyczną.
Dla wielu kobiet (ale także dla wielu mężczyzn) podstawowym pytaniem jest : jaki rodzaj aktywności fizycznej wybrać, tak aby się przy okazji nie "wykończyć" , a jednocześnie uzyskać pożądany efekt?

Czytaj dalej...

Kącik recenzencki - „Mały Kruk”, czyli łobuziak o kruczym sercu

Pierwszy raz na serię książek autorstwa niemieckiej pisarki Nele Moost natknąłem się całkiem przypadkowo, przeglądając zasobne półki miejskiej biblioteki publicznej. To, co w pierwszej kolejności przykuło moją  uwagę, to piękne kolorowe ilustracje niejakiej Annet Rudolph. Duży format książek pozwala w pełni rozkoszować się wizualną stroną prezentowanych historii. Cała szata graficzna pełna jest kolorowych „pejzaży” okraszonych ciekawą, zabawną, ale jednocześnie niezwykle mądrą opowieścią, w której mogą zakochać się nie tylko dzieci. 

Czytaj dalej...

Uwaga - konkurs!!

Uwaga - konkurs na moim blogu :)


Ku mojej radości blog okazał się całkiem poczytny (za co Wam dziękuję z całego serca). Postanowiłam z tej okazji ogłosić na nim mój pierwszy konkurs!
Zbliża się piękna liczba 10 000 otwarć/wejść na moją stronę. W związku z tym osoba, która "złapie licznik" na tej pięknej, okrąglutkiej liczbie i udowodni to robiąc np. zdjęcie telefonem lub print screen'a na komputerze i wyśle je do mnie na adres mailowy: zwyklamatka@gmail.com, otrzyma nagrodę - niespodziankę!
Jeśli zdarzy się, że nie uda się "złapać" tej magicznej liczby, wygra ta osoba, która będzie najbliżej 10 000 :)
Tak więc: czytajcie bloga, zaglądajcie, pilnujcie liczby wejść i róbcie fotki :)
Aha! I koniecznie polubcie moją stronę na FB ;)
Czytaj dalej...

Ojca mieć

Witam w sobotnie popołudnie :)
Rzadko piszę teksty w weekendy, bo zazwyczaj spędzamy ten czas rodzinnie, ale.....DOSTAŁAM WOLNE!!!!
Dziewczyny, normalnie mam chwilę dla siebie! :) Zazdroszczę sama sobie, a to głównie dlatego, że choć raz postanowiłam twardo, że nie będę w tym czasie zajmować się domem. Wykorzystam bezcenne minuty na lenistwo, czytanie Waszych blogów i stworzenie własnego tekstu :)
Najlepsze jest to, że w radiu właśnie "leci" piosenka śpiewana przez Korę " Kocham cię, a kochanie moje"... W tej chwili kocham swego męża za to, że zabrał córkę i jestem w domu sama.
Co do dzisiejszego tekstu....Zawsze jest tak, że do napisania danego tematu inspiruje mnie codzienność, to co się aktualnie dzieje w naszym życiu. Czasem inspiracją jest osoba, "ktoś". Ponieważ nie lubię pisać o tym, o czym piszą teraz wszyscy wokół (a przynajmniej znaczna większość), a do tego swoje 5 groszy wrzucają wszystkie mass media (obecnie szczepienia dzieci, za którymi osobiście jestem ZA!), dlatego dziś temat pt. jak to jest mieć ojca!

Czytaj dalej...

Kącik recenzencki - poznajcie Detektywa Łodygę

„Detektyw Łodyga” wydawnictwa SKRZAT, to fantastyczna książeczka, która zalicza się do cyklu „pierwszych czytanek”.  Jest to druga już część przygód detektywa Łodygi, czyli wykwalifikowanego tropiciela zagadek przyrodniczych. Niesamowite ile wspaniałej treści może zawierać tak mała i poręczna książeczka.


Czytaj dalej...

Niespodzianka

Nowy tydzień, nowy miesiąc.
Zaczęło się sympatycznie, energicznie i pracowicie.
Dziś czwartek.
Nie należy do najlepszych moich dni. Popsuł mi się mocno humor. Wypad na miasto okazał się totalnie bezcelowy i zmarnowałam cztery godziny.
Pogoda też co najmniej beznadziejna!
Córka znowu lekko zasmarkana. 
Myślałam, że to kompletna klapa.
Wracam do domu zmęczona i wkurzona, a tu paczuszka czeka. Patrząc na nadawcę od razu domysliłam się od kogo i za co :)
Jakiś czas temu, jedna z nas - mam blogerek, obchodziła rocznicę założenia swojego bloga. Tak Luxusowa Ewo to o Tobie mowa :)
Kochana dziewczyna postanowiła kilka czytelniczek obdarować upominkiem nagradzając zapewne nas za to, że regularnie ją czytamy! Ja czytam blog Luxusowej z przyjemnością. 
Żałuję tylko, że pisze tak rzadko, ale doskonale rozumiem z jakich powodów!
Zawartość paczuszki przywróciła uśmiech na mej twarzy za który droga Luxusowa kobieto BARDZO CI DZIĘKUJĘ!
Postanowiłam oczywiście pochwalić się tym co sprawiło mi taką radość, a co!




Same przyznajcie - piękny upominek, prawda?
Nie wiem jak Luxusowa to zrobiła, że trafiła w "dychę" z tym co dla mnie przygotowała. Mój ostatni post dotyczy "odnowy biologicznej" na wiosnę, więc wszystko jest na czasie. No i skąd kochana wiedziałaś , że uwielbiam branzoletki?? Pięknie się prezentuje!
Bardzo dziękuję i pozdrawiam :)
Czytaj dalej...

Drogie mamy - o siebie zadbajmy!

Dziś nareszcie długo zapowiadany tekst o tym, jak o siebie zadbać oraz jak poczuć się piękną i pewną siebie kobietą. Zwłaszcza, że wiosna zbliża się do nas dużymi krokami. Nie będzie to jednak zwykła bezbarwna reklama salonu kosmetycznego! Dzięki uprzejmości koleżanki-właścicielki owego cudownego miejsca, mogłam doświadczyć na własnej skórze, włosach i paznokciach tego wszystkiego o czym piszę poniżej :)

Czytaj dalej...

Dzień wycięty z życiorysu i mąż, którego doceniam

Miał być post o "odnowie" na wiosnę. Takiej typowej - kobiecej odnowie. No wiecie: masaże, maseczki, nowy kolor włosów, nowa fryzura, robienie paznokci i takie tam typowo babskie pomysły. Jednak atak migreny pozbawił mnie chęci i natchnienia. Chciałam się dobrze przygotować do tematu, ale przy takim bólu nie da sie nic sensownego sklecić. A nie o to przecież chodzi, żeby pisać bez ładu i składu!
Nic straconego drogie mamy - KOBIETY! Post o tym jak zadbać o siebie przed nadejściem wiosny będzie niebawem :) W końcu temat nie zając - nie ucieknie, a jak wspomniałam chcę się do niego dobrze przygotować!
Wczorajsza niedziela była dla mnie dniem straconym. Wyciętym z życiorysu. Wszystko przez migrenę. Ból to straszny i nikomu go nie życzę. Nie pomaga dosłownie NIC (przynajmniej na mnie niewiele działa!). Wierzcie mi - próbowałam wielu rzeczy.
Muszę się jednak do czegoś przyznać: mam męża, którego można mi pozazdrościć! Żeby nie było za słodko od razu muszę zaznaczyć, że nie jest to chodzący ideał. Takich przecież nie ma! Nie w tym jednak rzecz. Ważne, by kochać kogoś takiego jakim jest, nie próbować go zmienić (no może odrobinkę ułożyć "po swojemu"). Wiem, że za mało mu o tym mówię, że sama wymagam komplementów i traktowania niekiedy mojej osoby po królewsku, a za rzadko go doceniam! Teraz to pewnie przeczyta i obrośnie w piórka :)
Przez lata patrzyłam na starsze pokolenia, w których kobiety wręcz "nadskakiwały" swoim mężom. Wracał mężuś z pracy, mył ręce, zakładał kapcie i czekał. Żona w trybie natychmiastowym nakładała obiad na talerz (broń Boże żeby musiał dłużej niż 5 minut czekać!) i "warowała" aż skończy, by od razu pozmywać naczynia. Zawsze wszystko na czas, wszystko przygotowane według zachcianek "Pana domu". Obserwując swoją babcię, czy nawet mamę, obiecywałam sobie już jako nastolatka, że w moim domu będzie istniało równouprawnienie. Szacunek i wzajemna pomoc. Czy będzie to przechwalanie się jeśli przyznam, że mi się udało?
TAK! W moim domu jest równość: w obowiązkach domowych i opiece nad córką. Mąż nigdy nie robił mi wyrzutów z racji tego, że zostałam z córką w domu przez kilka lat, a on sam nas utrzymuje. Do dziś wstaje w nocy, gdy córka się przebudzi i we wszystkim mi pomaga!
Nie wykorzystuję tego jednak. Przecież nie o to chodziło, by role się odwróciły. Obiad zawsze ma przygotowany. Rzeczy wyprane i wyprasowane. Śniadanko do pracy też czasem mężusiowi uszykuję, a co!
Jednakże swoje obowiązki ma: do odkurzacza zaganiać go nie muszę, namawiać by pobawił się z córką też nie (choć Iza żyć tacie wręcz nie daję!). Śmieci wyniesie bez mrugnięcia okiem, a i o zakupy się zatroszczy. 
Oj, dobrze ja mam z tym moim mężczyzną! Nie mówię mu tego za często, ale mam nadzieję, że on dobrze o tym wie, iż doceniam jego wysiłek i starania. Tak jak wczoraj, kiedy to poległam w walce z migreną i przykleiłam się do kanapy prawie na cały dzień. Nie dość, że ogarnął dom i córkę to jeszcze na przytulaska mogłam liczyć :) Kocham cię mój mężu drogi!
Życzę każdej kobiecie, by w chwili słabości lub przy gorszym dniu, miała mężczyznę, na którego w pełni może liczyć :)


Czytaj dalej...
Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka