Kreatywna córka i plaża w pokoju

Nareszcie dane nam jest cieszyć się z pięknej pogody. Grube swetry, płaszcze przeciwdeszczowe oraz połamane parasolki można na jakiś czas zamknąć w ciemnej komórce. Tylko pamiętajcie gdzie trzymacie do niej klucz, bo w sumie nie wiadomo kiedy znów trzeba będzie tam zajrzeć. Powoli zbliża się czas urlopów, wakacyjnych wojaży. Nasza córka, oprócz rzecz jasna odliczania dni do wakacji, cieszy się z jeszcze jednego powodu: sezonu na owoce!! Gdyby postawić przed nią miseczkę z borówkami, czy takimi truskawkami, a w drugiej najwymyślniejsze łakocie ze świata lukru i czekolady, zgadnijcie co zawsze wybierze? To urodzony owocożerca. Z tym większym przerażeniem usłyszałem ostatnio w radiu, iż w związku z zanikiem wiosny na rzecz zimy (swoją drogą ciekawe czym ją przekupiła ta mroźna paskuda), rodzimych owoców a.d. 2017 będzie bardzo mało, a co za tym idzie osiągną kosmiczne ceny. No bo skoro za truskawki w hurtowni trzeba będzie zapłacić 26zł/kg, to ile my – zwykli konsumenci, mamy wyłożyć za kilogram tego przepysznego daru od natury (rosnącego przy drodze krajowej i zakonserwowanego E-cośtamzukładuokresowego)? – Zylion złotych?! To zmusiło mnie do zweryfikowania tegorocznych wakacyjnych planów. Przecież nie odmówię dziecku owoca, co nie?


Czytaj dalej...

Zachęcić dziecko do nauki

Mam w domu uczennicę. Co prawda to dopiero druga klasa (dla mnie AŻ druga, czas za szybko leci!), ale nauki ma już całkiem sporo. Nie wysyłam jej na żadne zajęcia dodatkowe. Szkoła dostatecznie ją wymęcza umysłowo, tak że nie potrzeba jej dodatkowego wysiłku umysłowego. Po powrocie ze szkoły odrabia lekcje, a pozostały czas wykorzystuje tak jak ma na to ochotę. Jeśli chce czytać robi to całkiem dobrowolnie. Jeśli woli pójść na rower by dotlenić swój zapracowany mózg i poćwiczyć kondycję - proszę bardzo. Jeśli ma ochotę obejrzeć bajkę też jej na to pozwalamy. W końcu to jeszcze dziecko. Co jednak zrobić, by naszych małych uczniów po cichu zachęcić, a nie zniechęcić do nauki?


Czytaj dalej...

Wyprawa na biegun, czyli arktyczny wyścig szczurów

Mamy maj. Jak podają legendy jest to bardzo przyjemny okres w roku, gdzie wszelakie kwiecie i krzaczostany stroszą dumnie swoje piórka, a bywalcy salonów tatuażu nieśmiało zaczynają eksponować światu swoje najnowsze piktogramy. Aż chce się wówczas wyjść na ciepłe świeże powietrze by posłuchać śpiewu ptaków lub spojrzeć w niebo stawiając wyzwanie słońcu (koniecznie w atestowanych okularach przeciwsolarnych z filtrem). Cudowny jest maj... w teorii. A teraz wracamy do realiów pogodowych A.D. 2017: „Maju, Ach Maju! CO Z TOBĄ JEST NIE TAK, DO CH...RY?!” Szaro, buro i ponuro. Inwestycja w zestaw do nurkowania lub ponton miałaby większy sens niż zakup trampoliny ogrodowej i bramki piłkarskiej. Z kolei założenie okularów przeciwsłonecznych na nos może jedynie wywołać współczucie wśród ludzi („Od dawna stracił Pan wzrok?”, „Biedactwo, wczoraj trochę za długo się balowało, co nie?”). W tej sytuacji nie pozostaje nic innego jak ucieczka w jakieś ciepłe miejsce. Gdzieś, gdzie temperatura powietrza ścina jajka jeszcze zanim kury je zniosą, a słowo „deszcz” znane jest jedynie z tytułu musicalu z Gene’m Kelly. Tjaaa...
Jako, że stać mnie obecnie jedynie na wakacje Jasia Fasoli na DVD (i to w wersji podstawowej – bez dodatków), a miejsce przy kominku jest ciągle zajęte przez schnące gatki, postanowiłem pójść pod prąd. Dlatego wybrałem się na Arktykę...


Czytaj dalej...

Dziewczynka to, czy chłopiec?

Córka... Mam córkę, o której zawsze marzyłam. Długo się staraliśmy ze Zwykłym Tatą o dziecko i w  końcu się udało. Zawsze po cichutku wierzyłam, że będzie to dziewczynka. Nie potrafię wytłumaczyć dlaczego. Dobrze wiem, że kobiety lekko w życiu nie mają i dużo trudniej (moim zdaniem - niech nie burzą się mamy chłopców!), wychować córkę niż syna. Marzyły mi się chyba babskie rozmowy, czesanie kitek i te wszystkie śliczne sukienki. Sama mam siostrę, mama wychowywała nas sama stąd zawsze miałyśmy z nią dobry kontakt. Dlatego i ja zapragnęłam mieć córkę, która będzie ze mną tworzyła zgrany duet. Kiedy na jednym z badań usg okazało się, że jest wymarzona księżniczka... popłakałam się wprost ze szczęścia!


Czytaj dalej...

Odważne dzieci - jak je tego nauczyć?

Kiedyś pisałam Wam o asertywności dzieci, a raczej o jej braku przy okazji radząc jak im pomóc z ów zagadnieniem KLIK. Każdy rodzic stara się tak wychować swoją  pociechę, by poradziły sobie w dorosłym życiu. By zachowując poczucie sprawiedliwości, samodzielność i inne tego typu cechy, potrafiły sprostać życiowym wyzwaniom na początku w przedszkolu i szkole, a potem w życiu zawodowym oraz prywatnym. Nikt nie chce, by jego córka/syn czuł się odrzucany, czy wyśmiewany przez rówieśników. Co zatem możemy zrobić , by dodać naszym maluchom odwagi?


Czytaj dalej...

Hocki klocki, klocki blocki

Gdy byłem dzieckiem, czyli jakieś kilka trylionów lat świetlnych temu, uwielbiałem bawić się klockami. Jako, że dostęp do nich był wówczas mocno ograniczony (a do czego nie był!), musiałem zadowolić się pudłem z drewnianymi walcami, prostopadłościanami i innymi sześcianami. Czy narzekałem? Ależ skąd! Uznaję to doświadczenie za jedno z najbardziej kreatywnych w całym swoim dotychczasowym życiu. Budowanie przeróżnych konstrukcji, tworzenie czegoś z... czegoś innego – nie zaprzeczycie, że wpływa to niezwykle pozytywnie na rozwój młodego człowieka. Na zdolnościach manualnych zaczynając, a na wyobraźni przestrzennej kończąc. To były czasy! A potem pojawiły się klocki LEGO...


Czytaj dalej...

BlogoDamy w Kórniku, czyli debiut Zwykłej Matki

Pierwsza nieśmiała myśl narodziła się jakiś rok temu. Padł pomysł, ale sprawa jakoś ucichła. Nie wiem jak to się stało, że ów szalony plan ponownie ujrzał światło dzienne. I tym razem od pierwszej rozmowy na ten temat do rozpoczęcia konkretnych działań minęło zaledwie kilka dni. Kiedy Facebook pokazał nam, że mamy z Agą "rocznicę" wirtualnej znajomości, uznałyśmy to za znak. W ten właśnie słoneczny poniedziałek miałyśmy się spotkać po to, by mogły powstać "blogoDamy w Kórniku". Uprzedzam, że w niniejszym wpisie znajdziecie mnóstwo zdjęć, choć i tak starałam się mocno okroić ich ilość :) O długości tekstu natomiast nie wspomnę. Zrozumcie -  nie mogłam niczego pominąć!


Czytaj dalej...
Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka