Narzekałam, że córka chodzi na pierwszą zmianę i wstajemy codziennie w ciemnościach nieludzkich o godzinie 6:05? Narzekałam, bo wstawanie było koszmarem, gdy na dworze szaruga i zawierucha.
Ferie minęły. Jak nam minęły wiecie z poprzedniego postu.
Nadszedł drugi semestr, a wraz z nim kilka poważnych zmian.
Pierwsza i najważniejsza "inność" to fakt, że młoda nie wstaje już o nieludzkiej godzinie, tylko może spać do woli (czego oczywiście nie robi) :) Szkołę zaczyna w południe. Fakt wstawania o dowolnej godzinie jest tu oczywiście ogromnym plusem i po dwóch dniach stwierdzam, że na razie... JEDYNYM.
Jak dobrze jednak wiemy, matki to istoty wszechogarniające i zorganizowane do granic możliwości, więc myślę, że ta nowa rzeczywistość wymaga po prostu przyzwyczajenia z naszej strony! Przynajmniej mam taką głęboką nadzieję!

przez
Blokotka