Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty

Mam jedno dziecko - jestem "gorsza" w oczach państwa?

Wiecie, że lubię posty z życia wzięte. Takie pisze mi się najlepiej. Pod wpływem emocji wychodzą mi najlepsze (moim skromnym zdaniem) teksty. Poza tym zawsze odpowiadam, że piszę, bo lubię i jestem w tym szczera. Zatem jeśli tak jak ostatniej soboty rano, coś (a konkretnie zasłyszana w telewizji śniadaniowej rozmowa) mnie zainspiruje, to nie mogę się powstrzymać :) Po raz kolejny, podjęty wśród społeczeństwa temat, wzbudził we mnie mnóstwo emocji. Niestety tym razem niezbyt pozytywnych. O co chodzi? Dlaczego Zwykła Matka w wolny od pracy i szkoły dzień wkurzyła się z samego rana? Chodzi o to, że mam jedno dziecko i przez to czuję się gorsza w oczach państwa...

pixabay

Czytaj dalej...

„Cyrk ob(d)jazdowy i karty Ninjago" - strefa taty

Bunt młodzieńczy. Każdy z Was pewnie przez to przeszedł. Powiedzcie zatem jak to jest? Serio! Jedną z niewielu sytuacji z mojego dzieciństwa, którą można podpiąć pod bunt było pokazanie języka sprzedawcy w sklepie. Zasłużył sobie zresztą bezsprzecznie, bo zignorował klienta (czyli mnie) chcącego zakupić nową prasowankę Modern Talking. Po latach doszedłem jednak do wniosku, że po prostu mógł mnie nie zauważyć, gdyż nie dosięgałem wówczas głową do lady. Nic to! Z językowego gestu niezadowolenia skorzystałem też w sytuacji, gdy zmuszono mnie do posprzątania swojego pokoju. Nie polecam... W każdym z powyższych przypadków kończyło się tak samo, czyli „jesiennym syndromem”. Innymi słowy spadał na mnie liść, a zaraz po tym w oczekiwaniu na zimę zmieniałem koloryt twarzy na „deep red”. Poza tymi incydentami nie wykazywałem szczególnie dużych predyspozycji do bycia zbuntowanym młodocianym. Trochę tam poudzielałem się w metalowym muzycznym tworze o nazwie „Insekty”, ale poza tym byłem cacy. Przynajmniej oficjalnie...

Czytaj dalej...

Tatris, czyli budujemy tatę

Ach, jak dobrze ojcem być! W szpitalnej poczekalni dyskutować z innymi tatusiami o ostatnim meczu ukochanej drużyny, podczas gdy za ścianą dzieje się cud narodzin. Tylko, czy te krzyki są naprawdę niezbędne? Trochę rozpraszają i w ogóle...  A potem z całą rodzinką wrócić do własnego M, by rozkoszować się tą niezwykłą – nową sytuacją. Byle szybko, bo za godzinę trza być „U Wiesia” żeby należycie uczcić fakt powiększenia się familii. Za zdrowie Ani... tzn. Hani, rzecz jasna! W końcu szok ostatnich wydarzeń mija pozostawiając szarą, męczącą codzienność: praca, obiad, kanapa, drzemka, telewizja, kolacja, spanie. Gdyby jeszcze dziecko tak nie hałasowało. Oszaleć wprost można...


Czytaj dalej...
Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka