Wiecie, że lubię posty z życia wzięte. Takie pisze mi się najlepiej. Pod wpływem emocji wychodzą mi najlepsze (moim skromnym zdaniem) teksty. Poza tym zawsze odpowiadam, że piszę, bo lubię i jestem w tym szczera. Zatem jeśli tak jak ostatniej soboty rano, coś (a konkretnie zasłyszana w telewizji śniadaniowej rozmowa) mnie zainspiruje, to nie mogę się powstrzymać :) Po raz kolejny, podjęty wśród społeczeństwa temat, wzbudził we mnie mnóstwo emocji. Niestety tym razem niezbyt pozytywnych. O co chodzi? Dlaczego Zwykła Matka w wolny od pracy i szkoły dzień wkurzyła się z samego rana? Chodzi o to, że mam jedno dziecko i przez to czuję się gorsza w oczach państwa...
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą rodzicielstwo. Pokaż wszystkie posty
„Cyrk ob(d)jazdowy i karty Ninjago" - strefa taty
Bunt
młodzieńczy. Każdy z Was pewnie przez to przeszedł. Powiedzcie zatem jak to
jest? Serio! Jedną z niewielu sytuacji z mojego dzieciństwa, którą można
podpiąć pod bunt było pokazanie języka sprzedawcy w sklepie. Zasłużył sobie
zresztą bezsprzecznie, bo zignorował klienta (czyli mnie) chcącego zakupić nową
prasowankę Modern Talking. Po latach doszedłem jednak do wniosku, że po prostu
mógł mnie nie zauważyć, gdyż nie dosięgałem wówczas głową do lady. Nic to! Z językowego
gestu niezadowolenia skorzystałem też w sytuacji, gdy zmuszono mnie do
posprzątania swojego pokoju. Nie polecam... W każdym z powyższych przypadków
kończyło się tak samo, czyli „jesiennym syndromem”. Innymi słowy spadał na mnie
liść, a zaraz po tym w oczekiwaniu na zimę zmieniałem koloryt twarzy na „deep
red”. Poza tymi incydentami nie wykazywałem szczególnie dużych predyspozycji do
bycia zbuntowanym młodocianym. Trochę tam poudzielałem się w metalowym
muzycznym tworze o nazwie „Insekty”, ale poza tym byłem cacy. Przynajmniej
oficjalnie...
Tatris, czyli budujemy tatę
Ach,
jak dobrze ojcem być! W szpitalnej poczekalni dyskutować z innymi tatusiami o
ostatnim meczu ukochanej drużyny, podczas gdy za ścianą dzieje się cud
narodzin. Tylko, czy te krzyki są naprawdę niezbędne? Trochę rozpraszają i w
ogóle... A potem z całą rodzinką wrócić
do własnego M, by rozkoszować się tą niezwykłą – nową sytuacją. Byle szybko, bo
za godzinę trza być „U Wiesia” żeby należycie uczcić fakt powiększenia się
familii. Za zdrowie Ani... tzn. Hani, rzecz jasna! W końcu szok ostatnich
wydarzeń mija pozostawiając szarą, męczącą codzienność: praca, obiad, kanapa,
drzemka, telewizja, kolacja, spanie. Gdyby jeszcze dziecko tak nie hałasowało.
Oszaleć wprost można...
Etykiety:
być dobrym ojcem
,
emocje
,
felietony
,
jak być tatą
,
kącik recenzencki
,
książka dla tatusiów
,
relacja córka-ojciec
,
rodzicielstwo
,
tacierzyństwo
,
Tata w budowie
,
Tomasz Bułhak
,
wydawnictwo Albatros
Subskrybuj:
Posty
(
Atom
)

przez
Blokotka