Wikingowie na pokład! Zima się zbliża!

Z czym kojarzą Wam się Wikingowie? Może z serialem o takim właśnie tytule? Albo, jeśli niestraszne są Wam „diabelskie” dźwięki, z zespołem Amon Amarth, który posługuje się ów symboliką w swoim scenicznym imidżu? A może są tu jacyś miłośnicy futbolu amerykańskiego? Dla nich nazwa Minnesota Vikings nie będzie nic nieznaczącym hasłem. Kultowa seria komiksów „Thorgal”? Przykładów można mnożyć jak kogut reproduktor.

Wikingowie na pokład

Jakiekolwiek jednak odpowiedzi by nie padły, w naszych umysłach zagnieździła się wizja Wikingów jako groźnego ludu skandynawskich barbarzyńców, wypływającego swoimi drakkarami w morskie odmęty, by łupić i plądrować. Ubrani w skóry wojownicy, z obowiązkowym wyposażeniem w postaci toporów, mieczy, hełmu z rogami, logiem Thora z Avengersów oraz brody splecionej w warkocze, budzili bezsprzecznie respekt i grozę. Ale czy były to jedynie doskonałe maszyny do walki, tudzież grabieży? Wydawnictwo FoxGames postanowiło zadać kłam takim stereotypowym poglądom, ukazując Wikingów jako zaradne plemię, dla których ekonomiczne myślenie nie ograniczało się jedynie do tego, którą wioskę opłaca się najechać najpierw.
 
„Wikingowie na pokład!” to gra planszowa, w której stajemy się prawdziwymi skandynawskimi pogromcami mórz, basenów i wanien wszelakich. Naszym zadaniem będzie zgromadzić jak największe zapasy pożywienia w czasie przygotowań do kolejnej morskiej wyprawy. Drakkary już stoją zacumowane w porcie, w wiosce gwarno, podobnież na targu. Czarny wódz bystrym wzrokiem obserwuje przystań. A my zaczynamy kombinować, z której łodzi będzie najwięcej pożytku... i punktów.
 
Wikingowie na pokład


Wikingowie na pokład

Otwierając pudełko z grą z pewnością nasunie Wam się jedno słowo. Nie, nie mam na myśli (jak to zgrabnie określa córka) kury przez „wu”. BOGATO! Tak powinna brzmieć odpowiedź. Nieraz rozpływam się nad wydaniami planszówek, doceniając staranność twórców, dbałość o detale, wygodę graczy itp. Nie inaczej jest tym razem. Wszak do dyspozycji otrzymujemy wspaniałe figurki Wikingów, w których można się zakochać (jeśli jesteś jednym z bohaterów „Toy Story”). 16 postaci – po 4 w danym kolorze plus czarna figurka wodza, a do tego wielka plansza portu, 39 elementów statków (kadłuby, dzioby i rufy), 4 tarcze punktacji i żetony towarów oraz zakładów. Jest tego sporo, a wszystko wykonane, jak na „lisa Gralisa” przystało, niezwykle solidnie, starannie, z przepiękną grafiką. Gdyby gra „Wikingowie na pokład!” była kobietą, to z pewnością mocniej zabiłyby wszystkie męskie serca na jej widok. Czy jednak ów zauroczenie nie minie z chwilą, gdy dziewczę się odezwie? Sprawdźmy...

Celem każdego z graczy jest zdobycie jak największej ilości punktów z towarów oraz obstawiania. Mając do dyspozycji swoją drużynę Wikingów (4 figurki w zabawie 2-osobowej, 3 – 3 osoby, 2 – dla 4 graczy) planujemy kolejno swoje akcje, by przejąć dowództwo na poszczególnych statkach, a z odpływającego drakkara zdobyć jak najcenniejsze surowce. Tylko jak to się odbywa na planszy? Dość prosto. Cały sekret tkwi w poznaniu poszczególnych dostępnych akcji. Ale po kolei. Plansza podzielona jest na trzy strefy. W pierwszej z nich – wiosce, umieszczamy w linii nasze figurki zgodnie z instrukcją przy symbolach poszczególnych akcji. Wiking będący najbliżej pola pierwszeństwa rozpoczyna ruch, wybierając dowolną akcję poprzez ustawienie pionka po przeciwnej stronie jej symbolu. Po wykonaniu ów zadania następny w kolejce gracz decyduje się na którąś z niezajętych jeszcze akcji... i tak do końca rundy. Gdy wszystkie figurki znajdą się po tej samej stronie – rozpoczynamy kolejny etap zabawy startując od tego gracza, który jest najbliżej pola pierwszeństwa itp., itd.
 
Wikingowie na pokład


Wikingowie na pokład


Wikingowie na pokład

Głównym celem i obiektem westchnień każdej Wikingowej drużyny są łodzie, które cumują na fiordach. Jest ich łącznie 8, a każdy w początkowej fazie gry składa się z dzioba oraz 3 elementów kadłuba (każdy innego koloru). Kadłuby dodatkowo posiadają na burtach analogiczne kolorem tarcze w różnej liczbie.
Przystań stanowi miejsce, gdzie możemy położyć na jednym z kolorowych pól żeton z określoną wartością punktową przed dziobem danego drakkara. Tym samym obstawiamy, że ów kolor (drużyna tej barwy) będzie miał największą kontrolę nad wskazaną łodzią w momencie jej odpłynięcia.

Aby dana łódź mogła jednak wypłynąć, trzeba wybrać konkretną akcję („w morze!”), która spowoduje „zamknięcie” jednostki rufą. Wówczas sprawdzamy ile jest tarcz danego koloru. Ten z największą liczbą ma kontrolę nad statkiem i jako pierwszy może wybrać jeden z surowców się na nim znajdujący (jeśli wcześniej ktoś je tam umieścił). Punktują zatem Ci, którzy załapali się na surowce z danej łodzi oraz ten gracz, który poprawnie obstawił zwycięzcę na ów jednostce. Gramy dopóty, dopóki 7 z 8 łodzi zostanie wysłanych na głębokie wody, czyli jakieś 45-60 minut. Po drodze możemy rzecz jasna (a wręcz powinniśmy!) uprzykrzać życie rywalom poprzez dostępne akcje. A wśród nich znajdziemy: roszady elementami kadłuba, umieszczanie towaru na dowolnej łodzi, zwiększenie wartości surowców, obstawianie dowolnej jednostki, czy w końcu „zamknięcie” statku i jego wypłynięcie w morze.

Opcji jest wiele, sposobów na dokopanie przeciwnikom jeszcze więcej. Od nas tylko zależy, czy do „Wikingowie na pokład!” podejdziemy jako do gry familijnej, czy też stanie się ona emocjonującym polem bitwy o wpływy...

Wikingowie na pokład


Wikingowie na pokład

 
Wikingowie na pokład

Graliśmy w powyższy tytuł zarówno całą rodzinką, jak i w dwie osoby (gra przewiduje 2-4 uczestników w wieku +8 lat). Muszę stwierdzić, że „Wikingowie...” są stworzeni do rozgrywki 3-osobowej. W duecie jest nieco nudno i przewidywalnie. Wystarczy bowiem zająć dwie-trzy pozycje „pod rząd”, by całkowicie zablokować przeciwnika i pozbawić go złudzeń o zwycięstwie. W trójkę ta sztuka nie jest już taka prosta. Gra staje się bardziej dynamiczna oraz ciekawsza. Taktyka jest tu mile widziana, ale jak pokazuje doświadczenie, pójście na przysłowiowego czuja potrafi przynieść również sukces (kto nie wierzy niech zapyta naszą córkę).

Zasady nie powinny sprawić Wam większych problemów, aczkolwiek zapamiętanie możliwych akcji może zabrać nieco czasu zwłaszcza młodszym graczom. No ale od czego są rodzice, prawda? ;-) Kilka rund rozgrzewki i już małolatom wyrastają rogi, a na brodzie pojawia się piękny blond warkocz. Upewnijcie się tylko, że wszelkie przedmioty mogące imitować broń są w bezpiecznej odległości od planszy. W przeciwnym wypadku czeka Was prawdziwy najazd Wikingów, przed którym możecie się uratować jedynie szlabanem na komputer lub postawieniem małego wojownika w kącie...
Tak, czy inaczej grę gorąco polecamy, bo jest naprawdę warta bliższego poznania.  




Projekt Grajmy!
         

61 komentarzy :

  1. Gra faktycznie wykonana fantastycznie. Aż chce się wejść przez ekran do Was i zagrać partyjkę

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajna. W sam raz dla dorosłych miłośników gier planszowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla dorosłych i dla dzieci. Każdy się w niej odnajdzie

      Usuń
  3. Świetny pomysł na długie jesienno-zimowe wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo ciekawa propozycja gry na jesienno-zimowe wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedna z wielu, ale za to bardzo wciągająca 😉

      Usuń
  5. Świetna gra i zapewne bardzo wciągająca :) Doskonała propozycja na jesienne i zimowe długie wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Mam takie wrażenie, że ta gra przypadłaby nam do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Wyglada fantastycznie może kiedyś uda nam sie rozegrać partyjkę

    OdpowiedzUsuń
  8. A najbardziej spodobały mi się pionki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nam chyba też pionki najbardziej przypadły do gustu...

      Usuń
  9. Uwielbiam planszówki, chętnie bym pograła :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnie! Jakaś nowość dla mnie na ponure wieczory :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że możemy coś doradzić 😉

      Usuń
  11. Mnie się słowo "Wiking" kojarzy z moimi córeczkami. Jak były mniejsze to ciągle zwracaliśmy uwagę starszej - Wiki to, Wiki tamto. Później do rozrabiania doszła młodsza, ale z przyzwyczajenia upomnienia zaczynaliśmy od Wi..., później sobie przypominaliśmy, ze to nie to dziecko i kończyliśmy Kinga... I tak zawsze powstawał Wikinga :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 😀 No proszę jakie macie skandynawskie korzenie! 😂

      Usuń
  12. Wygląda świetnie i ma fajne figurki. I te łodzie super :) Niech tylko Polka podrośnie, to będziemy częściej grać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gry planszowe z dziećmi to niezwykła frajda i świetny sposób na wspólne spędzanie czasu

      Usuń
  13. Mega oryginalnie zrobiona. Fajna :-)

    OdpowiedzUsuń
  14. Podrzucam tytuł mężowi - albo lepiej sama mu ją sprawię ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z pewnością się ucieszy z takiego prezentu ��

      Usuń
  15. Uwilbiamy gry różnego typu dlatego i ta w swoim czasie z pewnością u nas zagości

    OdpowiedzUsuń
  16. ale super gra mamy kilka innych ale ta mnie zachwyciła ciekawe czy moim chłopaka sie spodoba muszę im pokazać ten post :D może się skuszą :D

    OdpowiedzUsuń
  17. Ile to można o planszówce napisać ;-)

    OdpowiedzUsuń
  18. Gra od razu przykuwa wzrok :D My z mężem jesteśmy na etapie serialu - Wikingowie, stąd w ogóle nie trzeba mnie do niej namawiać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie serial czeka na swoją kolej. Ale się doczeka w końcu... 😀

      Usuń
  19. Gra wygląda super :) Chętnie bym w nią zagrała z moim maluchem, ale chyba potrzeba jeszcze kilku lat, żebyśmy mogli w to pograć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cóż, w międzyczasie może warto sięgnąć po jakąś prostszą planszówkę... Wybór jest ogromny 😉

      Usuń
  20. ze swetrem...kojarzą mi się ze swetrem, tak ostatnio córka podsumowała swój ubiór, mówiąc, że nie założy tego swetra, bo będzie wyglądała jak wiking :P nie pytaj, bo nie wiem ;)

    OdpowiedzUsuń
  21. Nie wiem czy Zuzce przypadłaby do gustu, ale mężowi na pewno. On kocha gdy, gdzie trzeba kombinować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli już jest ktoś dla kogo warto się zaopatrzyć w grę 😀

      Usuń
  22. Wygląda super, a zimowe klimaty nie są nam obce na Szczycie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiemy, wiemy... "O, śnieg spadł! - powiedziała Matka na Szczycie szykując się do lipcowych wakacji" 😂

      Usuń
  23. Tylko czekać, aż i u nas podobne gry się sprawdzą :) Póki co korzystamy z tych dla młodszej kategorii wiekowej ;)

    OdpowiedzUsuń
  24. Wygląda bardzo ciekawie! Sama chętnie bym pograła :D

    OdpowiedzUsuń
  25. Odpowiedzi
    1. Zawsze stawiamy gry planszowe w opozycji do telewizji. Warto próbować podjąć tą nierówną walkę! 😉

      Usuń
  26. Jak widzę tę grę nasuwa mi się tylko jedna myśl "do abordażu!!!" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 😀 Tak krzyczą piraci na widok Galów w serii komiksów o Asteriksie, które ostatnio czytam z córką!

      Usuń
  27. Odpowiedzi
    1. I nie trzeba wykupywać wycieczki do Skandynawii 😀

      Usuń
  28. Ja uwielbiam planszówki! Jesteśmy dopiero na początku przygody, bo córka ma niespełna 3 lata, ale widać, że już łapie powoli bakcyla. Liczę, że jej nie minie, bo jest masa gier, które chciałabym jej pokazać :)
    Ta zresztą także rewelacyjna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czym skorupka za młodu nasiąknie... Tak trzymać! 👏

      Usuń
  29. O proszę, bardzo ciekawa rozrywka na długie zimowe wieczory :) Wiedziałam, że to musi być coś fajnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że można zarwać niejeden wieczór z Wikingami 😉

      Usuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka