Fajka i grochówka, czyli jak dobrze być piratem

Ilu z nas, w kwiecie naszego dzieciństwa, choć przez chwilę nie pragnęło zostać piratem? Pływać po morzach i oceanach, odkrywać nieznane dotąd lądy, zdobywać wszelakie bogactwa – choćby „na udawająco” w swoim pokoju? I choć dzisiaj „piracenie” kojarzy się przede wszystkim z kontrowersyjną działalnością większości internautów, miło od czasu do czasu przypomnieć sobie tą bardziej (?!) szlachetną definicję, by powrócić do czasów beztroskich zabaw. Pozwólcie zatem, że zabiorę Was dziś w podróż prawdziwym pirackim szkunerem „Nieustraszonym Krwawym Mścicielem, Pogromcą i Postrachem” (z masztami w kwiatki) w towarzystwie najsławniejszego pirata, jakiego wydała polska ziemia. Tylko zabierzcie duuużo prowiantu dla siebie, bo może go wnet zabraknąć. Poznajcie wszyscy Rabarbara!



Kiedy jakiś czas temu (pierwsza część na spotkaniu blogerskim Zwykłej Matki!), dzięki wydawnictwu BIS, wpadła w moje ręce pierwsza część przygód niezwykłego pirata, pt. „Burzliwe dzieje pirata Rabarbara”, w mej głowie zabiły kościelne dzwony, ale nie potrafiłem ustalić z której parafii dochodzi dźwięk. Po krótkich poszukiwaniach w pamięciowych szufladkach doznałem olśnienia. Toż to kultowa postać z czasów mojego dzieciństwa, stworzona przez niezwykłego człowieka, pana Wojciecha Witkowskiego. A tych ilustracji nie mógł stworzyć nikt inny jak niepowtarzalny Edward Lutczyn! No to jestem w domu... Przy okazji niedawnych Targów Książki w Poznaniu udało mi się zdobyć pozostałe dwie części owej trylogii, przez co możecie uznać mnie teraz za eksperta w kwestii piractwa morskiego a’la Rabarbar. Bo z tym piraceniem to do końca nie jest tak jak nam się zdaje...


O skali sukcesu przygód pirata Rabarbara niech świadczy fakt, że został on swego czasu przedstawiony w formie słuchowiska radiowego, a nawet serialu telewizyjnego dla dzieci. Ale do rzeczy. W pierwszej opowieści – książce poznajemy marynarza Rabarbara, który mając dosyć służby pod dowództwem kapitana Octa, opuszcza pokład „Kaczego Kupra” (to nie żart!) i postanawia zostać piratem.
Dalej poznajemy jego żonę... Barbarę, która jak na piracką żonę przystało, odgrywa znaczącą rolę w życiu i poczynaniach poczciwego pana R. Bo tak naprawdę cała trylogia jest jedną wielką satyrą na stosunki damsko-męskie i otaczającą nas rzeczywistość. Myślicie, że żywot pirata to „bułka z masłem”? Może i tak jest, ale gdy w domu kandydata rządzi płeć piękna, która twierdzi: „Ja tam może nie zawsze wiem, czy mam rację, ale zawsze wiem, kiedy muszę ją mieć”... marny jego los.

Autor okazuje się doskonałym obserwatorem i słuchaczem jednocześnie. Wszelakie aluzje, nawiązania do współczesnego świata są tak trafne, że aż dziw bierze iż książki te powstały (w zdecydowanej większości) w latach 80-tych minionego wieku!! Do tego poczucie humoru pana Witkowskiego mogłoby zawstydzić niejedną współczesną komedię lub animację dla dzieci. Powiem tak: czytanie o przygodach pirata Rabarbara dzieciom przed snem da jeden, pewny rezultat – bezsenność spowodowaną atakami niekontrolowanego śmiechu! I to Wy, szanowni rodzicie, będziecie najczęściej pokładać się na podłogę i chwytać za wibrujący brzuch! O ile dzieciom spodobają się nazwy i imiona typu: „Kaczy Kuper”, czy Franz von Flonder, o tyle dorośli docenią kunszt autora i ukryte podwójne dno historii. Przykład? Proszę bardzo! Jak nazywają się 3 córki stłamszonego i zestresowanego króla Wacława Nerwowego (niegdyś zwanego Wacławem Spokojnym)? Policja, Prohibicja i Amunicja... Takich smakołyków mamy w trylogii całą masę!


A sam Rabarbar? To poczciwota, któremu zamarzyło się piracenie. Miłośnik barbarowej grochówki na wędzonce oraz palenia fajki nabitej grochowinami i pieprzem (która pomaga mu w rozmyślaniu nad ważnymi sprawami). Mąż Barbary, ojciec syna Krztynka i córki Ani (lub jak woła jej tato: Pir-ani). W życiu kieruje się swoistym pirackim kodeksem, przez co np. zamiast kul armatnich używa arbuzów, a pozostałą broń palną załadowuje pomidorami, czy grochem. Zawsze gotowy nieść pomoc – poza czasem gdy śpi lub je (a więc niewiele mu go pozostaje). Tak, czy inaczej nie sposób go nie polubić, gdyż pod gęstą brodą i dość pokaźnym brzuszkiem kryje się w jakiejś tam części każdy z nas. Historie, których jest bohaterem obnażają utarte stereotypy, niezmienne prawa i obyczaje.


Do każdej z książek można podchodzić niezależnie od siebie. Nie stanowią ściśle zwartej całości, aczkolwiek przygody naszego pirata niekiedy przeplatają się z wcześniejszymi dziejami. Wówczas wiedza z poprzednich części może okazać się pomocna. Ja tu gadu-gadu, a Wy pewnie chcielibyście w końcu się dowiedzieć o czym po krótce traktują poszczególne tytuły?
„Burzliwe dzieje pirata Rabarbara” – wprowadzają nas w świat tytułowego bohatera. Poznajemy jego rodzinę, życiowe aspiracje, przemyślenia. Przede wszystkim jednak śledzimy jego poczynania w staniu się najstraszliwszym piratem w dziejach. A wszystko po to, by pokonać ponurego kapitana Octa...


„Dalsze burzliwe dzieje pirata Rabarbara” – czyli „wojna” damsko-męska. W domu naszego bohatera rewolucja. Barbara chce podnieść swój status i ani myśli dalej gospodarzyć. Wszystko więc spada na barki Rabarbara. To nie może się dobrze skończyć. Na szczęście burmistrz Pafnucy i jego zięciowie przeżywają podobne kłopoty. A nie od dziś wiadomo, że razem raźniej, więc...



„Jeszcze dalsze burzliwe dzieje pirata Rabarbara” – czyli podróż Rabarbara dookoła świata. W towarzystwie wynajętego dyplomowanego szczura pokładowego Apolla, nasz bohater odkrywa niezwykłe krainy, w których bardzo często poziom absurdu i stereotypów przerasta ich mieszkańców. Na szczęście wystarczy zakurzyć fajkę, pomyśleć dłuuuższą chwilę i voila! Kolejny problem rozwiązany...


Wydawnictwo BIS odświeżyło ten kultowy tytuł, za co powinniśmy być mu ogromnie wdzięczni. To lektura, przy której nie sposób się nudzić. Skłonię się nawet do stwierdzenia, że to dorośli znajdą w omawianym cyklu więcej dla siebie niż ich małe pociechy. Świetne wydanie, doskonałe ilustracje. Trudno się do czegoś przyczepić. Choć jedną gorzką pigułkę niestety znalazłem. W 2013 roku Wojciech Witkowski wypłynął w swój ostatni rejs zabierając z sobą m.in. Rabarbara wraz z jego niedoszłymi przygodami. Wielka szkoda... 

Ahoj przygodo!


54 komentarze :

  1. Jeszcze nie mieliśmy okazji poznać tej serii, bardzo chętnie sięgniemy po nią z dzieciakami, a skoro mnóstwo humoru, to tym bardziej dla nas. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja się tak śmiałam kiedy mąż czytał młodej przed snem, ze biedna nie mogła przeze mnie zasnąć!!!!

      Usuń
  2. Dobrze,ze takie ksiazki sa na nowo drukowane:) Jak o mnie chodzi to zdecydowanie wole przedruki niz nowe ksiazki. Mam do nich sentyment i tyle ;) A Lutczyna od zawsze uwielbialam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie książki mają swój urok!!!!

      Usuń
  3. Ja piratem nie chciałam być, ani piratką ale faktycznie motywy przepaski na oku bardzo czesto pojawiały się u moich rowieśników. Strażak, policjant i pirat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie miałam zapędów do przepaski, ale słuchając tej książki razem z córką nieźle się ubawiłam :)

      Usuń
  4. Takie książeczki zawsze wzbudzały we mnie pozytywne emocje, tyle w nich przygód, życia, pomysłów. Nie czytałam, ale to kolejna Twoja recenzja z której wnioskuję, że musi być ciekawie :) no i te wydanie, jak zwykle i się powtórzę, ale uwielbiam książki w grubych okładkach :)
    Pozdrawiam
    matkapolka89

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te książki zachwyciły cała naszą trojkę!! Tata dawno nie miał tyle frajdy z czytania dziecięcej książki :)

      Usuń
  5. Nie znamy jeszcze tej serii, ale widzę, że warto poznać pirata :) zapowiada się świetna zabawa!

    OdpowiedzUsuń
  6. Och, pamietam :) ilustaracje Lutczyna- wspomnienie dziecinstwa :) Super, ze to propagujesz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie książki trzeba "odświeżać" :)))

      Usuń
  7. O, Rabarbara znam i też polecam. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. A ja lubię piratów:) Oczywiście tych na ekranie, to i książka znajdzie w moich oczach uznanie, a jak jeszcze jest napisana z humorem, to na pewno jest dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj humorem jest wypełniona po brzegi :)

      Usuń
  9. A ja nie znam, chociaż w sumie to nic dziwnego, bo jedyny pirat jakiego znam to ten z Nibylandi, czyli Kapitan Hak :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ha ha :) Ja też do niedawna tylko tego pirata znałam :)))

      Usuń
  10. Czytając tytuł posta, aż mi ślinka pociekła na grochówkę :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ilustracje pana Lutczyna - kojarzą mi się z dzieciństwem;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Syna na Szczycie, jak chyba każdego chłopca w tym wieku, bardzo ostatnio interesują piraci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli książki w sam raz dla niego :)

      Usuń
  13. Lutczyn! Lutczyn! Lutczyn! Bez niego Rabarbar nie byby Rabarberem!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ilustracje Pana Lutczyna są świetne! Cieszę się,bo dowiedziałam się iż książki o Rabarbarze będą przez niego podpisywane na Targach książki w W-wie :)

      Usuń
  14. Mam w domu dwóch chłopców, którzy wprost uwielbiają wszystkie pirackie historie! Zwłaszcza takie, które są warte zainteresowania zarówno dla dziecka jak i rodzica :-) Chętnie sprawiłabym moim synom taki pakiet :-)

    nasz-zaczytany-swiat.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niebawem dzień dziecka, a książka to zawsze świetny prezent ;)

      Usuń
  15. U nas piraci kojarzą się głównie z Kapitanem Hakiem, ale może warto poznać jakich nowych?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten pirat jest zdecydowanie bardziej śmieszny :)

      Usuń
  16. Hmmm...chyba nie pamiętam tego pirata ze swojego dzieciństwa..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie znałam, ale chętnie nadrobiłam, bo warto!

      Usuń
  17. Aaaa super! No idealnie dla nas! Piraci i humor! Dzięki, dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  18. Piraci i rysunki Lutczyna czego chcieć wiecej? Już wiemże to żelazny punkt na mojej liście zakupów książkowych dla Młodego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jesteśmy pomocni!!

      Usuń
  19. Ja nie pragnąłam, za to Gaja bardzo lubi piratów :). Mnie się podobają tylko ci z Karaibów ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba tylko ten jeden konkretny co? :))))

      Usuń
  20. Fajne te stopniowane tytuły ;) Ja to bym chyba zaczęła czytanie od ostatniej części :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogłabyś stracić kilka wątków :)

      Usuń
  21. Widząc rysunki od razu myślę o "Kurcze blade".

    OdpowiedzUsuń
  22. Dobry prezent dla dzień dziecka :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Fajne te książki, ale przyznam się że zupełnie nie wiedziałam o ich istnieniu przed Twoim wpisem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wcale z dzieciństwa ich nie kojarzę!

      Usuń
  24. nie mialam pojecia o tych ksiazkach, jak tylko bede w poblizu empiku na pewno cos wybiore dla mojej Amelki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno warto się w nie zaopatrzyć :)

      Usuń
  25. Wydawnictwo bis ma ciekawe książeczki. Póki, co skupiamy się na zwierzątkach, ale i na Rabarbara przyjdzie pewnie czas.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młody podrośnie to zdecydowanie Rabarbar mu się spodoba :)

      Usuń
  26. Norbert byłby zachwycony - jak każdy mały pirat :-))

    OdpowiedzUsuń
  27. My właśnie zasłuchujemy się w przygody pirata :-) ale książki też mi się marzą:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie trzy części są fantastyczne, polecamy!

      Usuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka