O klejnocie, który nie błyszczy

„Witajcie w mojej bajce. Hmmm... Dla Was to tylko świat wyczarowany na kartach powieści, ale dla mnie jest to namacalna przestrzeń, w której przyszło żyć mnie, mojej rodzinie, przyjaciołom no i wrogom niestety również. Nic tu nie jest oczywiste, czy też normalne (z Waszego punktu widzenia). Okrutna, krwawa historia tego miejsca niewątpliwie odcisnęła dotkliwie swe piętno. Wszechobecne zagrożenia jak choroby, plagi, łowcy niewolników, czy wojny spowodowały, że nasza społeczność odizolowała się niemal całkowicie od świata zewnętrznego. Nie było to bardzo trudne zadanie, gdyż żyjemy na półwyspie, w mieście o przewrotnej nazwie... Klejnot. Ja nazywam się Złotka Roth i będę tu dziś Waszym przewodnikiem. Chodźcie za mną!


Powinnam zacząć od tego, że zostałam stworzona przez panią Lian Tanner. To w jej głowie zrodził się pomysł na niesamowitą trylogię pod tytułem „Opiekunowie Tajemnic”. Trudno wprost się nadziwić jak hermetyczny świat udało się tu wyczarować. Już od pierwszych stron z łatwością przesiąkniecie klimatem tego miejsca, dość mrocznego i smutnego. Ale gdzieś tam podskórnie dającego nadzieję na lepsze „jutro”. W Klejnocie bowiem wszystko jest szare, brudne i ponure. Dzieci, dla ich bezpieczeństwa, mogą poruszać się jedynie spięte  łańcuszkami z rodzicami lub tzw. Błogosławionymi Stróżami, którzy stanowią rodzaj policji na ulicach miasta. W nocy zaś ów żelastwo przyczepione do naszych nadgarstków spaja się z ramą łóżka (aby przypadkiem jakiś łowca nie porwał nas we śnie). W ogóle strach przed wszelakim zagrożeniem jest tutaj tak gęsty jak budyń czekoladowy. Na ma nawet zwierząt, bo to przecież źródło chorób i potencjalnych uszczerbków na ciele. Zamiast tego mamy np. mechaniczne ptaki, które latają nad naszymi głowami... Super, co? Na szczęście opiekę nad nami sprawuje Wielka Protektorka, która zaczyna zauważać absurdy obecnej sytuacji. Ma nawet w planach obniżyć wiek dzieci, w którym pozbywają się one (w tzw. Dniu Rozłączenia) ochronnych łańcuchów. Ten dzień właśnie nadszedł, a ja obok przyjaciółki Łaski mam być jednym z owych 12-letnich szczęśliwców...”

 
Tak właśnie rozpoczyna się historia zawarta w „Muzeum Złodziei”, pierwszym tomie przygód. Dzień Rozłączenia rozpoczyna się dla Złotki niezbyt optymistycznie – od Łańcucha Karnego. I to tylko dlatego, że była niecierpliwa. Ale w Klejnocie nawet to jest grzechem, co przypomina skrupulatnie Stróż Nadzieja. Ona i jej podobni „strażnicy prawości” z fanatycznym wręcz oddaniem wykonują rozkazy ich zwierzchnika – Naczelnika (który prywatnie jest młodszym bratem Protektorki, ale ciii!). Jako, że Wielka Protektorka ma w planach redukcję etatów Stróżów, popada z Naczelnikiem w konflikt, który m.in. zakłóca uroczystości Rozłączenia. Złotka nie mogąc przeboleć utraconej szansy na uwolnienie, wykorzystuje chwilę nieuwagi gwardzistów i ucieka. Trafia do Muzeum Duntu (dawna nazwa Klejnotu), gdzie spotyka niezwykłych ludzi-opiekunów: Żyłkę, Olgę Ciavolgę, Herro Dana oraz rówieśnika Żabismarka. Dowie się też czym jest rzeźnioł, czy pożogar. Okazuje się, że owo muzeum „żyje” skrywając w sobie wszystko to co niegdyś zagrażało miastu. Im większe niebezpieczeństwo się zbliża, tym pomieszczenia i sale intensywniej przemieszczają się między sobą. Aby więc nie dopuścić do otwarcia Brudnej Bramy (za którą czai się największe zło minionych czasów) opiekunowie muszą śpiewem uspokajać ściany i wnętrza tego niezwykłego miejsca. Złotka, z uwagi na swe niezwykłe zdolności złodzieja (bo to cecha wymagana wśród opiekunów) ma zostać piątym ze strażników. Niestety, Naczelnik i stróż Nadzieja nie zamierzają odpuścić uciekinierce...

Doskonałe to wprowadzenie w świat Klejnotu i jego mieszkańców. Trochę ponury klimat nie powinien nikogo odstraszyć. Wszak pod ogólną szarością i zniewoleniem przebijają się promyki nadziei oraz optymizmu w postaci Złotki i jej sprzymierzeńców. No i te oryginalne imiona poszczególnych bohaterów...
 


„Miasto Kłamstw”, a więc druga odsłona wspaniałej trylogii przenosi nas z Klejnotu do Spoku - miasta położonego niedaleko od muzeum. Przeznaczeniem Złotki jest zostać piątym strażnikiem. Ale ta decyzja musi poczekać, gdyż ktoś porywa Żabismarka i jego siostrę Krasę. Trop prowadzi do Spoku właśnie. Okazuje się, że za porwanie odpowiedzialny jest niejaki gangster Brona i jego „prawa ręka” pomocnica Brzytwa. Zadanie odbicia przyjaciół nie będzie łatwe. Dodatkowym utrudnieniem staje się fakt, że właśnie rozpoczyna się trzydniowe Święto Kłamstw, podczas którego nic i nikt nie jest tym czym się wydaje, słowo „tak” oznacza „nie” (i odwrotnie), a napotkani sojusznicy nie do końca budzą zaufanie. W dodatku po tej przygodzie Złotka nie będzie już do końca sobą. W samym Klejnocie zaś dokonuje się mnóstwo niekorzystnych zmian, które powodują, że opiekunowie muzeum mają pełne ręce roboty. Oby tylko Brudna Brama wytrzymała...

W moim odczuciu jest to najbardziej „kolorowa” część cyklu. Autorka wprowadza kilka barwnych postaci o silnie zarysowanych cechach, które wspaniale wtapiają się w tło historii. Strzałem w dziesiątkę jest natomiast wspomniane święto. Czytając dialogi między bohaterami, którzy muszą rozmawiać ze sobą jedynie przy pomocy kłamstw, uśmiałem się co nie miara. Czasem można się wręcz pogubić chcąc rozgryźć sens danej konwersacji. Bomba!
 


Zwieńczeniem niezwykłych przygód dzielnej Złotki Ruth, a zarazem donośnym opus magnum całości, jest trzeci tom „Opiekunów...” zatytułowany „Ścieżka Bestii”. Powrót ze Spoku okazuje się dla Złotki i jej towarzyszy niemiłym wydarzeniem. Pod ich nieobecność w Klejnocie zaszły niewyobrażalne zmiany. Władzę dzierży odwieczny wróg, wspomagany przez najemników z dalekiego Południa, na ulicę powrócili Błogosławieni Stróże (a z nimi pobrzękujące u pasa łańcuchy). Opiekunowie muzeum ostatkiem sił walczą o utrzymanie względnego spokoju we wnętrzu niezwykłej budowli. Początkowe sukcesy w bezkrwawej partyzanckiej potyczce prowadzą ostatecznie do bitwy, w której aby zwyciężyć trzeba podążyć tytułową Drogą Bestii, by zaangażować w nią pierwotne siły drzemiące na jej krańcu. Problem w tym, że nikt jeszcze z takiej wyprawy nie wrócił...

Ostatnia odsłona trylogii niesie ze sobą ogromny ładunek wydarzeń i emocji. Oprócz odpowiedzi na wszystkie dotychczasowe pytania, otrzymujemy także wiele wskazówek co do naszego postępowania i życia. Ta część to opowieść o poświęceniu, przyjaźni oraz nadziei. Czy dobro ostatecznie zatriumfuje? Czy muzeum przetrzyma w swych salach całe zgromadzone z nim zło? Co się stanie z Klejnotem? Przekonajcie się sami. Naprawdę warto!
 


„No i jak? Jesteście już zdecydowani żeby mnie poznać? Powiem Wam, że z pewnością nie będziecie się nudzić podczas lektury. I mówię to zarówno do młodych jak i dorosłych już czytelników. Zwykły Tata ma już nieco latek za sobą a proszę! Pochłonął książki aż miło! Duża w tym zasługa autorki, która umiejętnie zbudowała tajemniczy świat Klejnotu i jego zasady.
„Opiekunowie Tajemnic” stanowią zwartą całość, pięknie zresztą wydaną przez wydawnictwo Wilga. Tak więc koniecznie zacznijcie czytać od pierwszego tomu, bo może Wam umknąć kilka istotnych spraw. A jeśli nie wiecie jak wyglądam ja, Żabismark, pożogar, czy też np. Stara Dama Licha, to na wewnętrznej stronie okładki ujrzycie wspaniałe szkice naszych postaci. Tak więc wszystko macie wyłożone jak na tacy. Na co więc czekacie? Zapraszam do Klejnotu! Nie będziecie zawiedzeni              
Złotka Roth


26 komentarzy :

  1. Wydaje się być ciekawą propozycją dla ciut starszych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Męża wciągnęło, ale na córkę jeszcze te książki poczekają :)

      Usuń
  2. Jako nastolatka uwielbiałam tego typu książki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jako lekki przerywnik tez sprawiłyby ci przyjemność ;)

      Usuń
  3. Na mnie chyba nie zadziałają...jestem za stara :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś mi się wydaje, że jesteśmy w bardzo podobnym wieku :)

      Usuń
  4. ja lubiłam harrego pottera czytać ;po a potem Gray'a ;D

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie podejrzewałam, że ten cykl może być tak ciekawy. Będę mieć na uwadze, bo może dam się wciągnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Jejku, ależ to może być ciekawe :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeśli książki są o takich wartościach, jak poświęcenie, przyjaźń czy nadzieja, to z pewnością warto sięgnąć po te lektury.

    OdpowiedzUsuń
  8. Moje maluchy jeszcze za małe, raczej jeszcze parę lat muszą poczekać :) Ja jak byłam mała, uwielbiałam fantastykę i mam to do dziś, ale teraz czytam raczej bardziej "dorosłe" fantasy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A kto wie? Może by ci się spodobała? :)

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Czasem też tak mówię i czasem zmieniam zdanie :)

      Usuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka