Trudne pytania - trudniejsze odpowiedzi

Do napisania dzisiejszego tekstu zbierałam się dość długo.
" Kopa motywacyjnego" zaserwowała mi w końcu mama z bloga Mom on top oraz ... kolejna rozmowa z córką.
Wiecie - taka rozmowa z cyklu "poważnych"
Moja "mała" za miesiąc skończy sześć lat. Jednak odkąd pamiętam,zawsze zadawała dość konkretne pytania na całkiem poważne tematy. Nie wiem skąd jej się to brało i bierze nadal. Wiem jedynie, że spada to głównie na mnie, a nie na męża i że zawsze mam mały kłopot jak skutecznie wybrnąć z takiej sytuacji.
Jakiś czas temu jedna z mam-blogerek pisała, że ma przed sobą rozmowę z córką na temat śmierci. Jedyne co mogłam jej doradzić to szczera rozmowa, bez owijania w bawełnę. Nieważne ile dziecko ma lat. Uważam, że trzeba od samego początku mówić dziecku jak jest naprawdę! Świat poniekąd nas do tego przykrego obowiązku zmusza. Trudne tematy. Jak rozmawiać z dzieckiem?

Pierwsza moja poważna rozmowa z córką miała miejsce, nim "młoda" skończyła 3 latka!
Wtedy to, prawie na jej oczach niestety, umarł pradziadek. Sytuacja była ciężka. Byłyśmy wraz z siostrą i naszymi dziećmi w odwiedzinach u dziadków, gdy zaczął się rozgrywać dramat!
Nie będę się wdawać w szczegóły. Powiem Wam tylko jedno - dzieci schowały się pod stołem, były przerażone (nie ma się co dziwić!). Dziadka zabrało pogotowie i po dwóch godzinach dowiedzieliśmy się, że tego nie przeżył. Wszystkich nas zamurowało. Nic nie zapowiadało tego, że dziadek tak nagle od nas odejdzie. To było totalne zaskoczenie...
Zarówno moja córka jak i siostrzeniec widzieli co się dzieje w domu. Nikt mi nie powie, że dzieci są małe i nic nie wiedzą! Doskonale widziały rozpacz rodziny i wiedziały, że coś jest nie w porządku! Chrześniak zbytnio się nie zagłębiał w temat - nie dociekał. W przeciwieństwie do Izki...
Na pogrzeb jej oczywiście nie zabraliśmy, bo i po co. Wystarczy, że wiedziała co się stało. Dopytywała o wszystko: "gdzie jest teraz dziadek?", "dlaczego nie wrócił do domu?", "dlaczego lekarze mu nie pomogli?". Sytuację pamięta do dziś. Mimo, że minęły 3 lata. Dlatego cieszę się, że już wtedy powiedziałam jej jak naprawdę to wygląda, że dziadkowi lekarze nie dali rady pomóc i aniołki zabrały go do siebie. Teraz nie zadaje już pytań. Wie, że gdy ktoś umiera to już nie wróci. Gdybym wtedy zaczęła robić uniki, to teraz, lub za jakiś czas, zaskoczyła by mnie jakimś kolejnym pytaniem albo ja "zapętliłabym" się we własnych zeznaniach i coś pomieszała. Wtedy z kolei mogłaby zapytać: " mamo to jak w końcu jest naprawdę?"
Wiedzcie, że dzieci mają doskonałą pamięć. Są świetnymi obserwatorami i wiedzą więcej niż nam się wydaje.

Kolejna sytuacja.
Córka pewnego dnia, zaczęła pytać: "mamo, a kto jest Twoją mamą?", odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że jej babcia. "Mamo, a kto jest mamą taty i dlaczego w takim razie ty też do niej mówisz "mamo"? Itp., itd. Tak wypytała mnie  prawie o całą rodzinę, aż doszła do mojego ojca...
Tu nastąpił mały kłopot. Moja mama jest rozwiedziona od ponad 20 lat. Ojciec nie utrzymywał kontaktu ze mną i moją siostrą. W ten sposób moja córka nie zna swojego drugiego dziadka. Zapytała wprost, gdzie jest mój tata i czy wie, że mam taką wspaniałą córkę? (Skromna co? :) ) Cóż, trzeba było znów być szczerym. Powiedziałam, że mój tata mnie nie kochał i nie chciał mieć ze mną kontaktu. Po chwili namysłu zadała kolejne pytanie (ze śmiertelną powagą na twarzy zajęta ciastoliną) ; "mamo, a czy Twój tata był złym człowiekiem i teraz coś kombinuje?" To pytanie mnie tak zaskoczyło, że dosłownie parsknęłam śmiechem, choć tak naprawdę wcale mi do śmiechu nie było... Zapytała też, czy jest mi smutno. odpowiedziałam, że nie, bo on i że nie zasługiwał na to, by mieć córkę, a ja go nie potrzebuję, bo mam wspaniałą rodzinę i to mi wystarczy.
Na jakiś czas wybrnęłam z sytuacji, ale te pytania o mojego ojca ostatnio wracają jak bumerang. Nie wiem dlaczego to ją tak  nurtuje. Zawsze w takich chwilach jej mówię, jak bardzo się cieszę, że ona ma cudownego tatę i że tak bardzo się kochają!

Sytuacja trzecia. 
Niektóre z Was wiedzą, że mam "problemy" z poczęciem drugiego dziecka...
Córka zaś marzy o rodzeństwie, co wcale mnie nie dziwi. 
Był taki czas, kiedy oboje z mężem postanowiliśmy podjąć jeszcze jedną - ostatnią próbę. Wiązało się to z jeżdżeniem do lekarza, przyjmowaniem masy leków i zastrzyków. Nie kryliśmy się z tym przed Izą, bo i po co. Jak kiedyś pierwszy raz zapytała o brata lub siostrę powiedziałam jej wprost, że jestem "chora" i lekarz nie potrafi mi pomóc. Teraz sama mówi, że mama ma chory brzuszek i dlatego nie może mieć rodzeństwa. 
Kilka dni temu czytałyśmy książkę. Był w niej fragment o tym, jak dziewczynka poznała koleżankę z klasy, która mieszkała w domu dziecka. Nie streszczę Wam tu całej opowieści, ale efekt był taki, że rodzice zaadoptowali ową koleżankę. 
Zawsze jak czytamy albo oglądamy bajkę to córka pyta czy coś istnieje naprawdę. Wczoraj ze smutną miną młoda zapytała, czy dom dziecka jest naprawdę i czy są tam dzieci, które nie mają mamy. Poczułam, że czeka mnie kolejna "rozmowa" i już miałam łzy w oczach.
Kiedy potwierdziłam córka stwierdziła, że moglibyśmy zaadoptować takie dziecko i wtedy ona miałaby brata albo siostrę, a ja nie musiałabym się tak trudzić! Wzruszyłam się do granic możliwości. Błagam po cichu, by zasnęła, bo nie miałam siły czytać jej dalej ( już inną książka!). 
Nie myślałam, że czytanie akurat TEJ książki może to nieść za sobą pewne konsekwencje!

Gdy ktoś mi powie, że dzieci są na pewne sprawy za małe, że nie rozumieją pewnych rzeczy i nie warto im tłumaczyć, to.... Kopne w cztery litery! Bo dzieci są bystre. Bardziej niż się tego spodziewamy. Doskonale kojarzą fakty!
Do napisania o tym zainspirowała mnie Matka na szczycie. Dlaczego? Zadała otóż pytanie konkursowe : " Co było dla Ciebie największym wyzwaniem jakie postawiło przed Tobą macierzyństwo?"
Kochana Kasiu, moja odpowiedź to ten tekst. Moim największym wyzwaniem są takie rozmowy z córką! To, by z nich wybrnąć tak, żeby za kilka lat latorośl nie "wygarnęła" mi, że ja oszukałam, że czegoś nie dopowiedziałam.
Życie to nie tylko piękne chwile. Zdarzają się przykre rzeczy, a moim zdaniem lepiej, że to my - rodzice powiemy naszym pociechom jak sobie z tym wszystkim radzić, jak jest naprawdę!

27 komentarzy :

  1. Prawdziwe rozmowy z córką są dopiero przede mną, bo mała nie mówi jeszcze dobrze. Nie wiem, jak to będzie, ale nie umiem się ich doczekać. Jestem pewna, że tak samo, jak i dla Ciebie, dla mnie też będą sporym wyzwaniem :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najgorsze jest to, że "atakuje" mnie czasem różnymi pytaniami totalnie z zaskoczenia. Nawet jesli akurat nic sie nie dzieje, nic nie nawiązuje do sytuacji.....Siedzi sobie i lepi ciastoline i wyskakuje z takimi pytaniami jak królik z kapelusza :)

      Usuń
  2. Ja też jestem zdania, że dzieci jeśli pytają to chcą znać odpowiedź na swoje pytanie. Nie zaczynam rozmowy o seksie z 5 latkiem, ale skoro zapytał mnie skąd się wziął i jak się urodził delikatnie mu to wytlumaczyłam. Gdy pytają się o dziadka, który niedawno zmarł, a wcześniej zapomniał o synu i jego rodzinie również pogłębiliśmy temat. Jednak nigdy u nas nie padło, że ktoś kogoś nie kocha, bo to dzieci bardzo przeżywają i może stąd te powroty do tematu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może masz rację.....muszę to sama zgłębić i pomyśleć jak następnym razem jej odpowiedzieć.

      Usuń
  3. Wzruszyłam się. Bardzo. Wiem, że takie rozmowy mnie też czekają i na samą myśl o nich nam gęsią skórkę. Bo mimo że wiesz, że nastąpią, to nigdy do końca nie jesteś w stanie się do nich przygotować. A teraz idę po chusteczki...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj przepraszam, że wywołałam łzy.... Masz rację, człowiek na wszystko nie jest w stanie się przygotować :(

      Usuń
  4. Napisane sercem...

    U mnie w domu to też Mama była od odpowiedzi na trudne pytania. Potrafiła nawet się uporać z równie trudnymi pytaniami w okresie dojrzewania i o miłości...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to już chyba jest, że to my-matki jesteśmy od spraw ważnych i POważnych :)

      Usuń
  5. Piękny tekst. Czasami aż się boje, kiedy mój synek zacznie mnie o wszystko wypytywać. Zgodzę się jednak z Tobą, że należy mówić jak jest, nawet kiedy dziecko jest małe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) szczerość przede wszystkim - pamiętaj :)

      Usuń
  6. U nas była już rozmowa o różnicach w anatomii przed 2 urodzinami (bo czemu tata sika na stojąco a ona nie) :) Niedawno zdechła nam papuga więc wytłumaczyliśmy że była chora i poleciała do nieba. Kiedy czytamy bajki staram sie dokładnie objaśnić sytuacje zwłaszcza gdy dziecko może sie z nimi spotkać w życiu. Po co kłamać i potem miotać sie w zeznaniach,dzieci to bystrzaki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzisz! Zapomniała wspomnieć o różnicach w anatomii :) Dokładnie, szczerość wobec dziecka procentuje tym, że naście lat nie zamotasz się w zeznaniach :)

      Usuń
  7. Rozmowy z dzieckiem- rodzic się nakombinuje tłumaczy dziecku a ono często odpowiada...a to o to chodziło:) Rozwala system jednym stwierdzeniem a człowiekowi pot po plecach leci. Najważniejsza jest jednak szczerość- odpowiednio do wieku dziecka dostosowana :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, dziecko potrafi rozwalić wszystko :) U nas jednak to była nowość, na szczęście byłam pierwszą osoba, którą ją poinformowała i uświadomiła w pewnych kwestiach!

      Usuń
  8. Pięknie napisane!
    Wrzuć link do tego tekstu u mnie pod postem konkursowym!

    Co do tematu śmierci to otrzymałam właśnie od Wydawnictwa eSPe książkę "Babcia", która tłumaczy dzieciom na przykładzie opowieści temat śmierci. Bardzo chciałam taką książkę, bo też czasem trudno mi o tym z dzieckiem rozmawiać. Jest ona napisana z punktu widzenia wiary katolickiej, więc jeśli taką wiarę wyznajecie, to polecam tę pozycję. Zresztą będę o niej w najbliższym czasie pisać na blogu.

    A widzisz, z ojcem mam podobnie, praktycznie go nie znałam. Na szczęście moja mama ponownie wyszła za mąż, więc syn ma dwóch dziadków, choć jak się mnie zapytał, czy "Dziadek Sławek" jest moim tatą, to na chwilę się zająknęłam, a potem powiedziałam, że tak, bo nie chcę wtajemniczać go na razie w historię ojca, który olał córkę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że o tej książce nie widziałam wcześniej...., ale jakoś dałam (chyba) rade ;) Miałaś szczęście mając możliwość posiadania drugiego ojca :) Moja mama ma od kilku lat swoja "połówkę", ale pojawił się w naszym życiu jak byłam dorosła. Pewnego dnia córka i o niego zapytała....ach te dzieci!!! PS dzięki za miłe słowa, a linka zaraz wrzucam :) A co mi tam!

      Usuń
  9. Z ogromnym zainteresowaniem przeczytalam Twoj dzisiejszy wpis. My nasze rozmowy mamy juz za soba, Dzieciaki duze ale ciekawilo mnie jak inni radza sobie z takim problemem. Rozmowa z dzieckiem dopasowana do wieku to najlepsza metoda. Nie uda sie uniknac rowniez tych ciezkich, drazliwych tematow- jednak szczerosc poplaca. A na koniec stwierdzam po raz kolejny, ze macie bardzo madra i wrazliwa coreczke- powod do radosci i dumy!
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, że pewnych tematów nie da się uniknąć choć CZASEM można je próbować odwlec w czasie :) Cieszy mnie fakt, że mimo wszystko to ze mną rozmawia a nie dowiaduje się od osób trzecich u mnie tylko weryfikując zdobyte informacje! A na koniec stwierdzam, że na Ciebie kochana zawsze można liczyć - Twoje miłe słowa sa jak miód na duszę :)

      Usuń
    2. Czysta prawda!!! nie tam miodzik na serce- stwierdzam tylko fakt!! :)

      Usuń
  10. Filip jeszcze nie pyta. Na razie obserwuje. Na niektóre tematy ciężko jest rozmawiać z dorosłym a co dopiero z dzieckiem...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak....z dorosłymi czasem nawet trudniej :( Ja lubie rozmawiać, ale czasem nie wiem jak ogarnąć temat tak, by nie mijać się z prawda, ale też nie byc brutalną !

      Usuń
  11. Przeczytałam jednym tchem! Świetny tekst! Ja jestem podobnego zdania, że z dzieckiem trzeba rozmawiać i nie ściemniać, bo kiedyś wszystko wychodzi na jaw. Dzieci to tacy mali detektywi z lupami w oczach i wszystko widzą ze wzmożoną mocą. Ale to tylko takie proste się pewnie wydaje, mnie, mamie 14-miesięcznego chłopca:D I chociaż wiem, że teraz jest ciężki okres, to dużo trudniej będzie, gdy zacznie mówić i pytać...

    OdpowiedzUsuń
  12. Miło mi :) Nawet nie wiesz jak bardzo, zwłaszcza dziś... ;) Nie chcę cię przerażać, ale masz rację - prawdziwa "jazda" zaczyna się jak dzieciaczki zaczynaja mówić - wtedy wszystko wypływa :))))

    OdpowiedzUsuń
  13. Ja się nie mogę doczekać tych dociekliwości ze strony Kubusia ;-)

    OdpowiedzUsuń
  14. U nas trudnych tematów na razie brak... Mam nadzieje, ze kiedy się pojawią, stanę na wysokości zadania. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno dasz radę - w końcu...jesteś matką :))

      Usuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka