Ho! Ho! Ho...lerne prezenty!

W jednym z niedawnych wpisów wspomniałem, że być może naskrobię kilka słów dotyczących prezentowo-świątecznego szaleństwa. "Być może" przeistoczyło się dość szybko w "raczej tak", a po zapoznaniu się z pewną książką osiągnęło znienacka poziom "z pewnością". Nie będzie to jednak poradnik z cyklu: "Co kupić ukochanej (lub wręcz przeciwnie) osobie pod choinkę?". Nie znajdziecie tu linków do ciekawych ofert, promocji, wyprzedaży świątecznych gadżetów. Ci, którzy odwiedzają i czytają nasz blog wiedzą, że Zwykły Tata nie lubi schematów i nieraz spogląda na świat z ukosa lub z lekką ironią. Jak będzie tym razem? Przekonajcie się sami...
 


Od kilku ładnych lat przestałem cieszyć się z bożonarodzeniowych świąt. W kwestii duchowej nadal jest to, niepodważalnie dla ludzi wierzących, bardzo istotny czas. Każdorazowo staram się przygotować na te dni najlepiej jak umiem. A, że umiem niewiele...
Jeśli by zatem sprowadzić nadchodzący świąteczny okres do jakże wygodnego dla większości hasła "Happy Holidays", to co nam pozostanie? Masa jedzenia, przyklejone uśmiechy przy stole (tak jakby codzienne problemy nagle w magiczny sposób potrafiły wyparować z naszych głów), sztuczna choinka obwieszona czym tylko się da - ważne, że kolorowe i świeci. No i prezenty, rzecz jasna. Właściwie określenie "prezenty", to obecnie dość znaczne nadużycie. Prezent, to inaczej niespodzianka. Coś, co nawet jeśli tego oczekujesz, nie jesteś do końca pewien. Efekt zaskoczenia, obok oczywistej chęci uszczęśliwienia obdarowanej osoby, stanowi istotę prezentu. A jak jest dzisiaj?


Siłą rzeczy nawiedzam w ostatnich dniach sklepy z asortymentem dziecięcym. Kiedyś mówiło się "sklep zabawkowy". Teraz to "centrum zabawek" ewentualnie "świat dziecka". Rodzice z dziećmi oglądają, porównują. A potem pada zasadnicze pytanie: "To który w końcu zestaw chcesz od Mikołaja (świętego często się pomija)? Ten? Ok, to zabieraj karton i chodź do kasy. Tylko pamiętaj, że mama go schowa i dostaniesz dopiero w Wigilię...". Smutne, ale prawdziwe. Tak samo jak samodzielny zakup prezentu dla siebie, gdzie jedynym limitem jest ustalona kwota, za którą możesz zaszaleć. Przerabiam to co rok. Z nielicznymi wyjątkami. Wiem, że tak jest wygodnie, bo samemu nie trzeba kombinować. No i odpada ryzyko rozczarowania. Same plusy, czyż nie... 

Tylko gdzie tu miejsce na prawdziwy "prezent"? Wpadliśmy w spiralę niemocy. Pominę już fakt, że w dobie zakupów internetowych wraz ze Zwykłą Matką wymyślamy, załatwiamy i zaopatrujemy w... podarki połowę rodziny. To już chyba wolę gotówkę w kopercie pod choinką - przynajmniej kwota będzie corocznym zaskoczeniem i niespodzianką...
Jak zwykle uogólniam, choć wiem, że w wielu domach zachowuje się tradycyjne podejście do prezentów. Tak trzymajcie i nie dajcie sobie wmówić, że można inaczej!

Wspomniałem na wstępie o pewnej książce, dzięki której z jeszcze większym zapałem przysiadłem do niniejszego wpisu. Zastanawialiście się może jak wyglądałoby nasze codzienne życie gdyby nagle, za sprawą magicznej różdżki, poznikały wszystkie rzeczy z etykietą "Made in China"?! Myślę, że z dużą dozą prawdopodobieństwa cofnęlibyśmy się do epoki kamienia. Tylko naturyści, ekolodzy i zboczeńcy byliby chyba ukontentowani. Dlatego sięgając ze sklepowej półki kolejną zabawkę dla naszej pociechy miejmy świadomość, że w ich "przyjściu na świat" zapewne pomogła najliczniejsza populacja świata.


Pozwólcie, że kogoś teraz Wam przedstawię. Poznajcie pluszowego misia o imieniu Mat. Powstał w jednej z niezliczonych chińskich fabryk, gdzie młode dziewczyny w trybie 16h/dobę niestrudzenie, za przysłowiową miseczkę ryżu, szyją kolejne luksusowe zabawki dla zachodniego świata. Sympatyczny bohater szybko trafia na sklepową półkę, a stamtąd do pierwszego właściciela... A potem do drugiego, trzeciego, czwartego. I mimo, że los rzuca nim po całym niemal świecie, Mat przyjmuje go z uśmiechem oraz nadzieją, że zawsze spotka kogoś, kto zechce się nim pobawić.




"Mat i świat" autorstwa Agnieszki Suchowierskiej, to książka z kategorii tych, którą przeczytać powinien każdy, bez względu na wiek. Dziecięca forma, tłumaczenia przy co trudniejszych słowach oraz wspaniałe ilustracje skutecznie pomogą dzieciom w lekturze. Zaś dorośli mają ogromne pole do popisu w kwestii edukacji swoich pociech. Pluszowy miś, trafiając z rąk do rąk, odkrywa przed czytelnikiem prawdy tego świata. To, co dla jednych jest niepotrzebnym śmieciem (bo pluszaka poplamiono kawą), dla drugich stanowi spełnienie marzeń. Ta książka otworzy Wam i Waszym pociechom oczy na pewne niezmiernie istotne sprawy. Głęboko wierzę, że po lekturze niejeden szkrab pobiegnie do swojego pokoju by z czułością przytulić się do swoich pluszaków, leżących w kącie od niepamiętnych czasów. Może nawet doceni inne zabawki, a podczas kolejnych odwiedzin w "Smyku" ze zrozumieniem odmówi sobie (i nam) marudzenia p.t.: "Ja chcę!".
Czasem wystarczy jeden impuls, np. w postaci takiej książki, aby nieco inaczej spojrzeć na swoje konsumpcyjne życie. A stąd już tylko krok do udanych prezentów i wspaniałego świątecznego nastroju. Czego Wam wszystkim z całego serca życzę...

Księgarnia BookMaster udostępniła egzemplarz książki, za co bardzo dziękuję.



57 komentarzy :

  1. No to teraz zgadnijcie, Zwykła Rodzinko, jaka książka właśnie kilka dni temu zagościła na Bąblowej półce? ;) Dokładnie ta ! :)

    Ja jestem właśnie na etapie pisania jej recenzji - ubiegliście mnie o włos, Kochani! ;)I potwierdzam, że to jedna z najwspanialszych propozycji wydawniczych, w jakie zdarzyło nam się zaopatrzyć - idealna na ten (przed)świąteczny czas :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No właśnie ten element zaskoczenia przy prezencie i świadomość, że to ma być niespodzianka powoli ginie! Często jestem świadkiem sytuacji, ze obdarowany wie o prezencie, mało tego sam sobie go wybrał;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się.....zupełnie jakbyśmy zapominali nagle co lubią nasi bliscy :(

      Usuń
  3. Słyszałam o książce, ale z nawału obowiązków nie mogłam jej zrecenzować.... a wracając do wpisu. Zawsze mnie dziwi to sprowadzanie świąt Bożego Narodzenia do biesiady i góry prezentów. A już nie mogę wyjść ze zdumienia jak ktoś na Wielkanoc życzy mi... Wesołego jajka. Naprawdę, nie wiem co powiedzieć:-) Żebym nie wiem jak patrzyła, jajko nie będzie wesołe:-)
    Myślę, że gdzieś po drodze gubimy ducha świąt... i grudniowych i wiosennych:-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ten duch faktycznie trochę się zagubił, ale wciąż go szukam! Książka nas zaskoczyła swoim przekazem, warta przeczytania :)

      Usuń
  4. Cholerne prezenta u nas nie istnieją. Nadal robimy niespodzianki i nawet jeśli wymarzony, wybrany prezent leży pod choinka to zawsze jest jakiś extra, niespodzianka.
    Uwielbiam obdarować Familie i to nie tylko 24.12
    Nadal uważam, że Rodzina to największy prezent!
    PS. Tradycyjnie świetnie napisane!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taaaak, zdecydowanie rodzina to najlepszy prezent, przekonuje się o tym od siedmiu lat najbardziej :)

      Usuń
  5. Nie znamy ale koniecznie musimy to nadrobić :-)
    Dusia uwielbia pluszaki i jak tylko jakiegoś sweet w sklepie zobaczy to odrazu chce... Tylko u nas w domu jest już szlaban na maskotki :-P gdy nie może się z tym "pogodzić" to wyjmuje ze strychu wór z pluszakami, przebiera i odkrywa że jest tam jakiś super o którym dawno zapomniała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka wartościowa, wiele nam uświadamia!
      My już mnóstwo maskotek wynieśliśmy na strych, bo ta ilość kurzu gromadząca się w nich.......ajajaj!

      Usuń
  6. Ja staram się dla dzieci utrzymać magię;) .. i już parę razy zirytował mnie fakt, że ktoś chce ich uświadomić. Sami kiedyś do tego dojdą :) A książkę z chęcią bym przeczytała razem z dziećmi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z córką rozmawiam i powoli uchylam coraz bardziej rąbka tajemnicy apropos Mikołaja :)

      Usuń
  7. Kiedy byłam mała, rodzice zachęcali mnie do pisania listu do Mikołaja i Aniołka z moimi marzeniami prezentowymi. Taki list leżał kilka dni na parapecie, aż nagle znikał, a potem na święta pojawiały się wymarzone prezenty. Bawiła się w to cała rodzina - wraz z rodzeństwem spisywaliśmy w liście również życzenia rodziców. Planuję to samo wprowadzić u mnie w domu :)
    Dzięki za polecenie książki, brzmi ciekawie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, ten pomysł by w liście pisać również o prezentach dla rodziców mi sie podoba :)
      Książkę polecamy!

      Usuń
  8. ło matko, ledwie przebrnęłam przez ten cały negatywnie zabarwiony wstęp... ale książka była tego warta! :)
    a co do konsumpcyjnego charakteru Świąt i chińskich prezentów - każdy podobno dostaje takie, na jakie zasłużył ;P

    OdpowiedzUsuń
  9. U nas magia swiat ciagle trwa. nawet jesli najsatrsza latorosl ''juz wie'', i tak zabawa ciagle trwa.Co roku piszemy listy do Mikolaja ( Gwiazdora!) i co roku robimy sobie niespodzianki.Uwielbiam ta co roczna konspiracje. Chociaz tak naprawde prezenty pod choinka nie sa nawazniejsze ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Córka też już do końca nie wierzy chyba, że to Mikołaj przynosi prezenty, ale ta konspiracja jest fajna, masz rację!

      Usuń
  10. To strasznie smutna historia... według mnie to robienie krzywdy dziecku i zabieranie mu marzeń, świątecznej magii i niespodzianek, jeżeli wraz z nim wybieramy prezent i jeszcze pozniej go ukrywamy... :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. My z córka nie wybieramy prezentu :) Ona pisze list i "wysyłamy" go do Mikołaja :)
      Jednak my, dorośli, sami sobie wybieramy prezenty :(

      Usuń
  11. Też denerwuję się, że dawanie prezentów stało się obowiązkiem, punktem do odhaczenia na liście, brak temu już tej magii, spontaniczności, i co z tego, że prezent może okazać się mniej trafiony, ale był dany z wewnętrznej potrzeby, a to się liczy najbardziej. :)
    Na książeczkę zwrócę uwagę, nie miałam jej jeszcze w łapkach, a zapowiada się mądrze i interesująco. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie trochę irytuje dawanie prezentów dorosłym..... To jest na siłę wymyślanie :(
      Książkę polecamy, bo jest tego warta :)

      Usuń
  12. ojojoj jak ja tego zamawiania prezentów na Święta nie lubię. Mój mąż dostaje nieraz smsa, że jego chrześniak chce to i to. Nawet z linkiem do aukcji!
    Chociaż zdarzało nam się kupować prezenty i wiedzieć co dostaniemy, to wolimy niespodzianki :) Czasem podsyłam listę mężowi, ale nigdy nie wiem, co dostanę. I on też nie wie.
    Gdy rodzina się pyta, co kupić dzieciom, to czasem coś wymyślę, by nie kupili czegoś, co już mamy, ale sama staram się robić niespodzianki :) Jedną rzecz Polka dostanie taką, której się nie spodziewa, inną, którą oglądała w sklepie ze mną (dyskoncie spożywczym, więc przy okazji zwyczajnych zakupów), ale też nie ma pojecia, że Gwiazdor zaszaleje ;)
    Ja myślę, że nawet jak dzieciaki coś tam podejrzewają, że Mikołaj nie istnieje, to tak bardzo chcą w niego wierzyć, że wierzą :)
    Książkę koniecznie muszę przeczytać, my lubimy dawać zabawkom drugie życie, czasem sami dostajemy jaieś po innych dzieciach, czasem Polka wynajdzie jakiegoś brzydalka w lumpeksie i koniecznie musi go wziąć do domu :) Warto też oddawać te nieużywane do przedszkola na przykład :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie pomysł na oddanie nieużywanych zabawek jest lepszych niż ich wyrzucenie :)
      Niech sobie dzieci podejrzewają, ale podświadomie czuja te magię :)
      Wysyłanie smsem linków to przegięcie, my tak robimy, ale między nami, dorosłymi, ja proponuje co siostra ma kupić mojej córce, a ona co ja mam kupić :)

      Usuń
  13. Dla mnie już chyba nie ma nadziei, jestem konsumpcyjna na maksa i uwielbiam sama sobie wybierać prezenty :D Ale za to bliskich lubię obdarowywać czymś własnoręcznie zrobionym, moim zdaniem taki prezent ma największą wartość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu zgadzam się z Tobą. Własnoręcznie zrobione prezenty sprawiają masę radości <3
      Antyterrorystka

      Usuń
    2. Oj kochana, gdybym miała Twoje zdolności to nie miałabym kłopotu co sprezentować dorosłym :)

      Usuń
  14. U mnie w rodzinie prezenty w pewnym czasie zanikly. Nie wiem czy przez oszczednosci czy przez co.. U eodziny zony na szczescie w dalszym ciagu tradycja jest zachowana. Nawet nie chodzi o wielkosc podarkow, ale o sam gest. Tak. Bywalo za dziecka, ze mamasie pytala co chce dostac;( ja staramsie zaskakiwac rodzinke, np mowie, ze jade po bulki, a wracam z jakas pierdola dla zony albo corki;) ksiazka wyglada super, ale chwilowo musimy zaczekac z planowaniem zakupow;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że kupowanie prezentów dorosłym często wynika z oszczędności. Jeśli w rodzinie jest kilkoro dzieci, a kasy nie ma w nadmiarze to lepiej odpuścić upominek dorosłym, a kupić dzieciakom :)

      Usuń
  15. Dlatego u nas w domu trzymamy się wersji prawdziwej niespodzianki. Nikt nie wie, co dostanie. Bo przecież chodzi właśnie o tę niewielką tajemnicę. :) A książka, którą prezentujesz, godna polecenia. Ostatnio miałam okazję uczestniczyć w konferencji na temat czytelnictwa i prof. Leszczyński gorąco ją polecał. :)

    OdpowiedzUsuń
  16. BookMaster ma wspaniałą ofertę :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Mam to szczęście, że moje Maluchy nie mają wygórowanych marzeń i cieszy ich wszystko. A prezenty dla nich kupuję przez internet lub w tajemnicy:)

    Ps. Książka fajna - taka dająca do myślenia dla dużych i małych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, daje do myślenia, zwłaszcza dorosłym,a niektórym dzieciom pomoże docenić kilka spraw!

      Usuń
  18. Najciekawiej wyglądają twarze dzieci, kiedy znajdą niespodziewajkę pod choinką. Oby dorośli chociaż w połowie tak potrafili :)

    OdpowiedzUsuń
  19. bo niespodzianki bez elementu zaskoczenia to nie niespodzianki...A prezent gwiazdkowy jako nie- niespodzianka...eeee...dziwne to, ale faktycznie w większości tak to teraz wygląda.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego ta książka powinna być przeczytana przez wielu dorosłych, by na nowo docenić to co się ma i co można mieć :)

      Usuń
  20. W tym roku kupiłam prezenty dużo wcześniej i mała część odnalazła ;) oczywiście dostała a matka zamówiła nowe. Nie rozumie jak można z dzieckiem kupować prezenty. Książka idealna na przed świąteczny czas. Ja co reklamę słyszę, "a kupisz mi to" :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już na szczęście coraz rzadziej to słyszę, im starsza tym więcej rozumie :)

      Usuń
  21. Książeczka zapowiada się ciekawie :) Kiedyś się skuszę :) A ja nie mam zwykle problemu co kupić mężowi, bo on uwielbia książki, ale za to on ma wielki problem ze mną, bo ja nigdy nie wiem czego chcę :) Ale mimo to co roku udaje mu się mnie zaskoczyć fajnym prezentem :)

    OdpowiedzUsuń
  22. Bardzo lubimy tę książkę:)
    A jeśli chodzi o prezenty, to ja stwierdziłam ostatnio, że koniec z podpowiadaniem wszystkim prezentów dla Tosi i, co gorsza, kupowaniem ich za wszystkich członków rodziny! Przy kolejnej okazji, niech każdy głowi się sam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, to wymyślanie innym prezentów to męczące :( Można jedynie podpowiedzieć co już mają dzieci!
      Książka dająca do myślenia, prawda?

      Usuń
  23. Też najbardziej lubię prezenty niespodzianki. W tym roku ustaliliśmy, że każdy kupuje każdemu prezent do 30 zł, żebyśmy nie zbankrutowali. Już się cieszę na rozpakowywanie tych drobnych niespodzianek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie ustalenie kwoty to dobra sprawa, nie trzeba wydać majątku na prezenty, które mogą sprawić radość :)

      Usuń
  24. A ja nie słyszałam o tej książce zupełnie, ale bardzo chętnie się jej przyjrzę ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też wcześniej jej nie widziałam :)

      Usuń
  25. My kilka lat temu rodzinnie postanowiliśmy, że prezentów nie ma. A to dlatego, że w pewnym momencie okazało się, że wymieniamy się gotówką. Prezenty dostają tylko dzieci, a raczej dziecko tj. Tygrys :) Książka wartościowa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I bardzo dobrze, że zrezygnowaliście! Ja też uważam, że prezenty dla dorosłych to bez sensu, wydaje się kasę i co roku kłopot co kupić :(
      Dzieci to co innego :)

      Usuń
  26. Interesujaca Książka. Chetnie ja przeczytamy. Skoro mis trafia z rak do rąk z miejsca na miejsce, to jest jskby obieżyświatem, a takich bohaterów także lubimy :-).
    Synek w smyku nie wola, ,,kup", ale godzinami by ogladal ;-)

    OdpowiedzUsuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka