Tak różni, a tak bliscy - nasza historia

Nie pisałam o Tłustym Czwartku, więc i o Walentynkach pisać nie będę. Jednakowoż jest to post związany z miłością, czułością i tym wszystkim najpiękniejszym, co może łączyć dwoje ludzi :)
Na blogu dużo pisze o córce o tym co z nią związane. Sporo też różnych recenzji. Jednak o mężu mym niewiele chyba tu znajdziecie, bo nie mam na myśli Jego "Strefy taty" :)
Dziś chciałabym się podzielić z Wami tym osobistym aspektem mojego życia jakim jest nasz związek. Uwaga - może być mdło, ale...to co napisze to czysta prawda :) Do stworzenia tego tekstu "podkusiła" mnie moja "Luxusowa" znajoma zza zachodniej granicy i pewna młoda mama, której wpisy prosto  z Doliny Hipsterów bardzo lubię czytać! Pozdrawiam dziewczyny :)

Dawno, dawno temu...
Poznaliśmy się w szkole średniej. Kiedyś były jeszcze takie wynalazki jak "technikum chemiczne" na przykład. Mając szesnaście lat tylko nam się wydaje czego ta naprawdę od życia chcemy. teraz to wiem! Zawsze byłam osobą emocjonalną, jednak życie dało mi w pewnej dziedzinie w kość i zaufanie do płci brzydszej było u mnie nikłe.

Poznałam GO już na egzaminach wstępnych. Los sprawił, że oboje dostaliśmy się do jednej klasy i gdy zaproponował mi, byśmy byli razem ... Cóż, dałam mu "kosza". Tak się wtedy mówiło :)
Natomiast również w tej samej klasie był inny chłopak, który skradł moje serce wcześniej. Uczucie między nami było intensywne, burzliwe i trwało około sześciu lat. W tym czasie mój charakter się kształtował, serce cierpiało, były rozstania i powroty. Już wtedy powinnam była wiedzieć, że to nic dobrego nie wróży. Ciężko to przeżyłam. Próbowałam skupić się na nauce. Spotykałam się z innymi. Nic nie pomagało...Byłam przygnębiona, podłamana.

Wtedy pojawił się ON. Dosłownie wyskoczył jak przysłowiowy "diabeł z pudełka" prosząc mnie o spotkanie. Dowiedział się, iż rozstałam się z jegomościem, który potraktował moje serce jak wycieraczkę i postanowił spróbować po raz drugi! 
Łatwo chłopak nie miał. Ja zraniona, nieufna, wręcz trzaskająca błyskawicami z oczu w kierunku każdego faceta. On spokojny, cierpliwy dał mi czas, którego tak potrzebowałam. Zaczęliśmy się spotykać w czasie mistrzostw piłki nożnej. Pamiętny czas :) Dla mnie był on ciężki z racji najtrudniejszych egzaminów, których miałam chyba z  osiem! Jednak miałam przy sobie życzliwą duszę, która mnie "naprawiła". Zdobywał cierpliwie moje zaufanie kilka miesięcy. Udowadniał na każdym kroku jak bardzo mu na mnie zależy. Pokazywał, że mnie nie zrani. 
Spędzaliśmy ze sobą mnóstwo czasu. Muszę Wam przyznać, że na początku chyba nawet chciałam go zrazić do siebie. Dlaczego? Może podświadomie chciałam sprawdzić jak bardzo jest gotów się poświęcić , by zdobyć moje serce. Nie zniechęcił się nawet słysząc moje ostre słowa:"czego Ty ode mnie właściwie chcesz, przecież niewiele Ci mogę od siebie dać". Trochę jak w piosence Perfectu :)
Jednak dałam radę!

Różni nas naprawdę sporo! 
On jest wielkim fanem muzyki, konkretnie ciężkiego metalu. Ja  kocham muzykę spokojną. 
On uwielbia koncerty, na których jest głośno. Ja wolę słuchać płyt w domowym zaciszu.
On jest prawdziwym melomanem i dość dobrze zorientowanym człowiekiem w kwestii kinematografii. Ja  nie widzę szczególnej różnicy między obrazem HD, a zwykłym. 
Łączy nas jednak więcej i chyba dlatego stanowimy udaną parę!
Oboje domatorzy. Związani z rodziną nie wyobrażamy sobie wyjechać za granicę nawet jeśli to zmieniłoby (materialnie) nasze życie na dużo wygodniejsze!
Oboje lubimy aktywnie spędzać czas i czytać książki (choć o skrajnie różnej tematyce!). Zdecydowanie wolimy wakacje w górach niż nad morzem. 
Nie przeszkadza nam to, że o godzinie 20:00 kiedy córka idzie spać my się rozsiadamy w pidżamach, by obejrzeć razem jakiś film, czy obok siebie poczytać książki :)

Owszem, każdy z nas ma wady! Jednak my je chyba u siebie zaakceptowaliśmy. Choć pewnie zarówno mąż jak i ja parę rzeczy byśmy zmienili w tej drugiej połowie :)
Nie kłócimy się. On jako typowy facet tłumi w sobie emocje, ja muszę je z siebie na bieżąco wywalać (czyli w sytuacji kryzysowej wygłaszam monolog). Stąd kiedy zamykam się w łazience, On dobrze wie, że muszę rozładować wnerwiozę bynajmniej nie robiąc sobie domowe spa, ale sprzątając :)
Konsultujemy ze sobą wiele spraw. Podejmujemy wspólnie różne decyzje. Spędzamy mnóstwo czasu, bo Jego praca i brak mojej nam na to pozwalają. 
Mam nadzieję, że relacje jakie są między nami nauczą moją/naszą córkę tego jak powinien wyglądać zdrowy, stały i wypełniony miłością związek partnerski!

Kończąc ten słodyczą ociekający post podsumuję: UDAŁO MU SIĘ! Uratował mnie. Dzięki Niemu odzyskałam siebie, wiarę w ludzi. Dziś jesteśmy małżeństwem z prawie dziesięcioletnim stażem (nie licząc czasu przed ślubem i narzeczeństwem!). Mamy cudowną córkę i mimo braku własnego "M" - mamy siebie. Stoimy za sobą murem okazując sobie szacunek i miłość :)
 Jak zauważyłyście nie była to miłość od pierwszego wejrzenia - przynajmniej nie z mojej strony. Może kiedyś namówię męża, by przedstawił Wam swoją wersję tego co się wtedy działo? Ja uwielbiałam o tym słuchać! Ot, taka babska próżność :) Jeśli chodzi o mnie jest to miłość szczera, głęboka, oparta na silnym fundamencie jakim jest przyjaźń.
Kocham Cie mój drogi mężu :)

85 komentarzy :

  1. Piękna historia:) Namów męża żeby przedstawił swoją wersję! Powiedz, że czekam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomyślę, rozpatrzę i być może zaryzykuję :)

      Usuń
    2. Dziękuję Gosiu, a odpoiwedź męża już masz :)

      Usuń
    3. Więc prośbę ponawiam:) Może będę miała większą siłę przebicia takim sposobem :)

      Usuń
    4. My z moim mężem znaliśmy się od dawna. Przez wiele lat nie mieliśmy ze sobą kontaktu. Spotkaliśmy się jednak pewnego dnia, zaprosił mnie na wesele kolegi( które odbywało się w dniu kiedy ja miałam brać ślub z kimś innym) i tak już razem zostaliśmy :)

      Usuń
    5. Niezły kawałek historii :) Miał byc ślub z innym i w tym samym dniu zaczęłaś życie od nowa, ale z innym :) Dużo szczęścia!!!!

      Usuń
  2. Piękna historia i piękne uczucie :)
    Nie kłócicie się? Nie wierzę :P Ja z moim drę koty o byle co :P Ale my takie charakterki wredne jesteśmy oboje :)
    Też długo znam mojego męża, zaczeliśmy ze sobą "chodzić" jak miałam 14 lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kłótnia, to pojęcie względne. Dla jednych zwykła wymiana zdań już jest kłótnią. Dla innych zaś dopiero w momencie, gdy wokół pojawiają się latające talerze (nie mylić z UFO) ;)

      Usuń
    2. Iza i od 14-tego roku życia jesteście razem??? WOW!!!! Kłótnia to u nas nawet niw wymiana zdań-ja prowadzę monolog ;))))))))

      Usuń
    3. Haha no dobra, my intensywnie wymieniamy zdania i się nie zgadzamy w zasadniczych kwestiach, np. budżetu domowego :P
      Magda- tak, z małą 4 miesięczną przerwą, ale już ponad 11 lat razem :)

      Usuń
    4. PIĘKNIE!!!! Życzę Wam kochani samych szczęśliwych chwil i długiego życia razem :)

      Usuń
  3. Piękna historia ze wspaniałym przesłaniem. Ja i moim małżonkiem też mieliśmy nieco podgórkę, były wzloty i upadki, wiele nas różni, ale to co nas łączy jest znacznie ważniejsze. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I niech to co Was łączy pozostanie dla Was najważniejsze i wyjątkowe!!!

      Usuń
  4. Piękna ta Wasza historia.... ja tam nie ufam miłościom od pierwszego wejrzenia, bo one szybko przynoszą rozczarowanie. Wolę miłość od drugiego wejrzenia;-)
    P.S. Z moim mężem znamy się od zerówki;-) Ale zaiskrzyło dopiero po ok. 20 latach;-)

    OdpowiedzUsuń
  5. Przepiękna historia! Mój mąż też swego czasu o mnie zawalczyć :-)
    Miłość i partnerstwo to najlepszy przykład jaki możemy dać dziecku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to :) Jak dziecko z domu wyniesie takie wartości to ma dużą szansę na szczęście!

      Usuń
  6. świetnie tą Waszą miłość opisałaś, piękna historia, cudowne partnesrstwo, gratuluję i życzę wspaniałych wspólnych lat!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz mogłabym pisać i pisać, ale po co zanudzać? :) Dziękuję kochana!

      Usuń
  7. Jak w romansie normalnie:) To kochani powodzenia Wam życzę i nie zmieniajcie się:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) Mam nadzieję, że żaden kryzys nas nie dopadnie, a jeśli już to obyśmy go ogarnęli nim się na dobre rozgości :)

      Usuń
  8. Kurcze, widzę między Wami, a nami wiele podobieństw :) I nawet ta historia związku też nieco podobna. Ja też Ojca na Szczycie znałam długo, ale byliśmy w innych związkach i nawet nam do głowy nie przyszło, że kiedyś będziemy razem. Aż któregoś dnia - tak samo, jak u Ciebie - on wyskoczył niespodziewanie, po roku przerwy w naszej znajomości, w najbardziej odpowiednim momencie i wszystko się zmieniło ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj kochana, widzę, że długo będziemy gadać jak się spotkamy :)))) Czuję, że ta znajomość będzie intensywna i bogata :) Widzisz, jak to oni jednak potrafią pojawić się w odpowiednim momencie!!!

      Usuń
  9. My poznaliśmy się przez internet, w czasie gdy byłam w gimnazjum i wierzyłam, że czaty nie mogą się znudzić ;-) spotkaliśmy się po 6-7 latach i tak jesteśmy ze sobą już prawie 7 lat :-D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super :) jednak znajomość przez internet tez może się szczęśliwie udać-brawo dla Was :)

      Usuń
  10. Piękna historia. Wszystkiego najlepszego dla Was:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Masz ciężki charakterek :D
    Mój też jest fanem ciężkiego metalu, głośnych koncertów, gór i książek. Tylko tv nie oglądamy, bo zrezygnowaliśmy z pudła 6 lat temu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano łatwa w obyciu nie jestem-fakt :) Trochę mnie życie wytrenowało! To Ci nasi mężowie coś bardzo podobni do siebie :)))

      Usuń
  12. Pięknie, czasem tak jest,ze szczęście jest na wyciągnięcie ręki,a my go nie widzimy mimo,że tuż obok. Ale jednak się odnalezliscie. Aby to szczęście trwało i trwalo czego Wam serdecznie życzę! :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Czasem masz coś lub kogoś przed oczami i nie widzisz :)

      Usuń
  13. Wzruszają mnie takie prawdziwe historie, opowiadane z uczuciem, pełne emocji i miłości, jak ta Twoja...Chętnie przeczytam również relację z drugiej strony. Mój mąż też mnie uratował, choć z trochę innej sytuacji i też jest fanem metalu, tylko, że ja początkowo bałam się przy nim odezwać, dziś oboje się z tego śmiejemy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas chyba było odwrotnie i to mąż bał się odezwać przy mnie :)) Wredna małpa jestem :))

      Usuń
  14. Nasza znajomość zaczęła się dość burzliwie. Byliśmy w podobnej sytuacji co Wy. Ja po rozstaniu, a on chciał zbliżyć się do mnie. Był natrętny jak mucha (nie taka spokojna mucha jak z Twojego męża). Oboje chcieliśmy czegoś więcej ale ja nie chciałam się do tego przyznać- głównie przed sobą ;)

    Mąż pewnie szczęśliwy jak przeczytał? Niech córa wrośnie w tej Waszej miłości i kiedyś sama stworzy 'coś' podobnego :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i najważniejsze, że teraz macie "to coś więcej" :)

      Usuń
  15. Świetnie napisane, piękna historia :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Lubię słuchać takich historii :) odrazu cieplej robi mi się na serduchu!! Miłość ważna rzecz, a do tego ze wzajemnością, bezcenna!!! Pozdrawiam gorąco i życzę Wam dużo miłości!! ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze powtarzam, że u nas to przede wszystkim przyjaźń i partnerstwo :) Miłość była długo po tym-z mojej strony i póki co dobrze na tym wychodzimy :)

      Usuń
  17. Wygląda na to że tworzycie fantastyczną parę, pracujecie na to każdego dnia i tego bardzo Wam gratuluję :) Z chęcią przeczytam kiedyś wersje męża o początkach Waszej znajomości :) Gratuluje rocznicy :) My za tydzień też dziesięć lat, jednak razem z narzeczeństwem i "chodzeniem" :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I Wam życzę dużo miłości i cudownych chwil :) Z tym chodzeniem i narzeczeństwem to już u nas....tak, jak ten czas leci....14 latek!!! W tym dycha po ślubie w czerwcu będzie :)

      Usuń
  18. Nas połączyła swatka... kolega męża był chłopakiem koleżanki z którą chodziłam do klasy w liceum. Pożyczyła kiedyś komórke od niego i zrobiłyśmy sobie kilka fotek,potem mój przyszły mąż przypadkiem te fotki zobaczył,wyciągnął od koleżanki mój numer. Napisał do mnie i tak się zaczeło... smsy, wiszenie na telefonie godzinami. Na pierwszą randke poszliśmy do kina na horror,sama wybrałam hehe a do teraz jak wspomne tytuł mam te same ciarki co wtedy. Oficjalnie parą zaczęliśmy być 6 stycznia 2006r ale troche jeszcze to trwało nim ostatecznie mnie do siebie przekonał. Nasz związek odzwierciedlają słowa piosenki "Trochę chmur, trochę słońca, Coś z początku, coś z końca, Trochę pieprzu, ciut mięty, Część dróg prostych, część krętych, Ciut poezji, ciut prozy
    Trochę plew, trochę ziarna" i w tym roku stuknie nam 8 rocznica ślubu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak się okazuje swatki dobra rzecz :) Ważne , że się kochacie i szanujecie i tego Wam życzę na długie lata! Zwłaszcza jak się druga córa pojawiła :)

      Usuń
  19. :*
    No to może kiedyś pojedziemy razem w góry :) Bo nasza dwójka też właśnie tak lubi spędzać urlop. A męża gorąco namawiaj- ja też chętnie przeczytam!
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy :) Chętnie w góry większą ekipą wyjadę! Jakbym zebrała dziewczyny to wraz z naszymi rodzinami musiałybyśmy niemały pensjonacik zarezerwować! Buziaki dla maleństwa i dla Was wszystkich :)

      Usuń
  20. Oj, jak milo :) Twoja- Wasza historia warta opowiedzenie z mojej "winy" ujrzala swiatlo dzienne blogowego swiata!! Nieskromnie powiem- ciesze sie :) Z przyjemnoscia ja przeczytalam. Gratuluje i zycze jeszcze wielu cudownych lat!!!
    Jak widac milosc potrafi poradzic soebie z wieloma przeciwnosciami!
    Pieknie, ze w takim zwiazku moze dorastac Corcia- to wspanialy dar na przyszlosc!!
    Pozdrawiam serdecznie!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj kochana-czekałam tu na Ciebie :) Teraz wiesz, że Twoja córka ma szanse przeżyć coś wspaniałego!!!!

      Usuń
  21. Miło się czyta takie historie :) Aż powspominać mi się zachciało, jak to u nas było ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Brawa dla męża, że był tak wytrwały i nie poddał się w "zdobywaniu" Ciebie! Ale też brawa dla Ciebie, że w końcu się przełamałaś i na nowo zaufałaś, pokochałaś i odwzajemniłaś miłość. Fajnie, że dbacie o dobre relacje dając tym samym dobry przykład córce, to bardzo ważne, gdyż tak jak pisałaś nauczy się jak powinien wyglądać zdrowy związek i da jej to szansę na szczęśliwe pełne miłości dorosłe życie już w stworzonej przez siebie rodzinie.
    My z mężem mieszkaliśmy w jednym bloku, znamy się od dzieciństwa i do tej pory się śmiejemy, że daleko szukaliśmy miłości a w sąsiednich klatkach "pod nosem" mieliśmy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli tak blisko, a jednocześnie daleko :) Podobno najciemniej jest pod latarnią!

      Usuń
  23. Co tam przeciwieństwa, co tam przeciwności - miłość zawsze zwycięży!! Wspaniała historia :) Nieskończonej ilości lat w szczęściu i miłości ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje kochana i witamy z powrotem w blogosferze :)

      Usuń
  24. Piękna historia i wcale nieprzesłodzona - takie lubię :)U nas też nie było miłości od pierwszego wejrzenia, ale ciągle gdzieś tam nasze drogi się krzyżowały i wciąż mieliśmy się w zasięgu wzroku : najpierw jako znajomi, potem przyjaciele, a skończyło się ślubem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobre i mocne początki to świetny start do udanego związku :)

      Usuń
  25. Bo w miłości liczy się tylko miłość i kiedy się kogoś kocha, jest w stanie zaakceptować się wszystko :). Ja z moim mężem mam tak odmienne zainteresowania, że na pierwszy rzut oka wydawałoby się, że żadna siła nie mogłaby nas połączyć. A jednak, jesteśmy razem i jesteśmy szczęśliwi i nic to, że ja zasypiam na jego ulubionych filmach Kubricka, a on na moich :).
    O muzyce to nawet nie wspominam, bo mam identyczny gust, jak Twój mąż, mój zaś wcale niczego nie słucha :). Miłość? Miłość!

    P.S. Bardzo piękna Wasza historia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeciwności się uzupełniają :) Pozdrawiam kochana!

      Usuń
  26. Piękna historia. Dobrze, że spróbował ponownie! A chętnie przeczytałabym wersję drugiej połowy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnych na drugą wersje jest coraz więcej, więc kto wie? :)

      Usuń
  27. Niezwykle wzruszający tekst. Chwilami czułam się jakbym czytała o sobie, o swoim związku... Wnioskuję, że jesteście cudowną parą!

    OdpowiedzUsuń
  28. Życzę Wam samych przepięknych chwil w życiu. Taka historia nie zdarza się zbyt często. jesteście wyjątkowi

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że dalej będzie przynajmniej tak jak do tej pory :) Dziękuję!

      Usuń
  29. Witam :)
    Miło się czytało,choć zapowiedż,że może to być mdła historia sprawiło,że troszkę się zawahałam...
    Tymczasem okazało się tak normalnie i prawdziwie :)
    Zazdroszczę,bo choć mnie z mezem tez połączyła przyjaźń a potem miłość,to teraz jest to wielki znak zapytania...
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że jednak zostałaś :)

      Usuń
  30. No i cudownie! Takie hisotrie chce się czytać :) Gratuluję i oby kolejnych naście lat przebiegało w takiej harmonii :)

    OdpowiedzUsuń
  31. Historia jak z filmu :) Łączy nas jedno- też dałam kosza mojemu mężowi na początku :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha :) Widać tak miało być, że wystawiłyśmy ich na próbę :)

      Usuń
  32. Wspaniale się czyta o takiej miłości... Prawdziwej i szczerej...
    Kochani na zbliżającą się waszą dziesiątą rocznicę życzę wam tylko takich kolejnych dni... Przeżytych razem... W zdrowiu i chorobie, szczęściu i nieszczęściu... W kłótni i zgodzie... Na co dzień razem...
    Pozdrawiamy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie przeszliśmy chorobę ;) Dziękuję kochana!

      Usuń
  33. Mój Małżonek tez się musiał za mną nabiegać, starać, a i tak dostawał kosza :D Dopiero później jakoś mnie tak zaćmiło i dałam mu szanse, i tak tkwimy już 5 lat w małżeństwie :P
    A tak na poważnie, to miło się czytało Waszą historię, bardzo fajnie, że tak dobrze się ze sobą dogadujecie, rozumiecie :) Życzę kolejnych tak fajnych lat :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Madziu! Wam także życzę samych pięknych chwil :)

      Usuń
  34. Piękna ta Wasza historia! Życzę dalszych takich wspaniałych pełnych miłości lat! A ja musiałam aż do Irlandii jechać, by poznać mojego męża i się zakochać, a w Polsce dzieliły nas tylko 3 km! Czasem jak sie przestaje szukać miłości, to ona niespodziewanie nadchodzi :)

    OdpowiedzUsuń
  35. dokuczyłaś mu trochę (żeby nie powiedzieć Zołzło ;)). A tak na poważnie miło się czyta i to raczej historia dojrzewającej miłości a nie ociekający lukrem romans :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ależ kochana masz rację-byłam zołzą :) Bardzo mi miło, że Ci się podoba!

      Usuń
  36. mój mnie zlowił bez większych problemów, podobno upatrzył wczesniej, zastawił sidła i... :)

    OdpowiedzUsuń
  37. Hmmmm... jeszcze jakiś czas temu, gdybym przeczytała Twój wpis, pewnie powiedziałabym (pfu, pfu - głupoty). Tak, tak. Podobnie, jak Ty miałam uraz, a nawet wstrząs na myśl o tym, że dobre związki z ludzmi istnieją. To przeważnie jest konsekwencja wcześniejszych ''złych'' wyborów.
    Jednak teraz, kiedy u mnie tlą się złote światełka i wiszą różowe chmury, przyznać muszę, że cały ten ''lukier'' zlizuję z rozkoszą.
    Fajnie, że pokazujesz, iż po takim stażu, wciąż można powiedzieć dobrze o drugiej osobie. Bardzo pozytywny wpis.

    PS: Też wolę góry od morza ... :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha , o górach to już wiem :)
      Życzę Ci jak najwięcej tego lukru! A niech nawet Cię czasem zemdli, ale dzięki temu stare nieprzyjemności odejdą w cień :)

      Usuń
  38. Przyjemnie czyta się takie historie, tym bardziej, kiedy wiemy, że wydarzyły się naprawdę. :)
    Bookendorfina

    OdpowiedzUsuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka