Integrować dzieci... na siłę?

Temat, jak zwykle, z życia wzięty :)
Kiedy córka rok temu zaczynała karierę przedszkolaka (mając już 5lat) byłam pełna obaw, że nie odnajdzie się wśród innych dzieci, które znają się dwa, a niektóre nawet trzy lata. Sytuacja rozwinęła się samoistnie, bez niczyjej ingerencji. Młoda zaaklimatyzowała się w grupie szybciej niż myśleliśmy. Zaskoczyła tym nas-rodziców, całą rodzinę jak również panie z przedszkola. Nikt nic nie robił na siłę. Nikt jej nie "naciskał". Wdrożyła się w życie grupy i już :) Zawarła przyjaźnie. Wiem, że to także olbrzymia zasługa opiekunek jak i dzieci. Córka zyskała odwagę, śmiałość i nauczyła się nawiązywania kontaktów.
We wrześniu życie znowu postawiło ją i nas przed ogromną zmianą. Bałam się, że skoro rok temu poszło łatwo, teraz przeżyje jakiś kryzys. I to mimo faktu, iż znała kilkoro dzieci ze swojej klasy.
Cieszyła się, że ma wokół siebie dziewczynki z przedszkola. Zdecydowanie ułatwiło to całą sytuację.
Przed rozpoczęciem roku szkolnego rozmyślała z kim będzie siedzieć w ławce i jak to będzie fajnie poznać nowe dzieci.
Na szczęście obyło się bez tekstów typu: "nie chcę iść do szkoły", "boję się nowych kolegów", itp., itd.

Nowa szkoła, nowa klasa i nowa wychowawczyni. Pani wymyśliła sobie integrację dzieci poprzez rozsadzanie ich co tydzień i usadzanie z nowymi kolegami, by wszyscy wzajemnie mieli okazję się poznać. Chciała chyba uniknąć tego, że ci którzy już się znają, nie będą chcieli się bawić z pozostałymi...
Nie wiem. Początkowo nawet pomysł mi się podobał, ale tylko przez chwilę. Przecież w końcu dzieci nie siedzą cały cas w ławkach, więc mają możliwość bawić się z innymi (na przykład w czasie przerw). Poza tym spędzają ze sobą trochę czasu w autobusie przed i po zajęciach. Widują się też z pozostałymi klasami na stołówce i świetlicy.

O co mi właściwie chodzi? O fakt, że nie każdy lubi zmiany. Dzieci różnie reagują. Jedne są odważne i chętne do zawierania nowych kontaktów, a inne nieśmiałe i wolą być wśród znajomych twarzy. Córka siedziała w ławce z różnymi dziećmi. Nie przeszkadzało jej to, że miał to być czasem chłopiec. Zawsze chętnie bawiła się z dziećmi płci "brzydszej" :)
Dziewczynki, jak powszechnie wiadomo, bywają... dość charakterne. Bywa, że różnica temperamentów uniemożliwia, by się z kimś zaprzyjaźnić. Są dzieci, które nie należą do miłych i empatycznych. Wiem co piszę. To nie są odczucia tylko mojej córki. Wiem też, że są dzieci, z którymi ciężko zacieśnić więzi. Są takie, co po prostu lubią psocić. Nieważne, że przeszkadzają współtowarzyszowi z ławki, a czasem swoimi psotami potrafią zrobić krzywdę! (wierzę, że nienaumyślnie).
Tak jak w świecie dorosłych - nie każdy każdego musi lubić. Wszak wszyscy jesteśmy różni. Z jednymi się zaprzyjaźnimy szczerze i głęboko, a z innymi nie damy rady nawet utrzymać poprawnych stosunków międzyludzkich.

Moje pytanie zatem brzmi: czy warto na siłę sadzać w jednej ławce dzieci, które nie potrafią złapać wspólnego języka i dogadać się ze sobą? Czy jest sens zmuszać kogoś do zaprzyjaźniania się z kimś kto mu nie odpowiada? Czy lepiej dać szansę zacieśnić się tym więzom, które już zostały utworzone? Przecież jak ktoś chce się do kogoś zbliżyć, to nie potrzeba mu do tego dzielenia wspólnej ławki, prawda? Jak myślicie? Jakie macie doświadczenia w tym temacie? Może się mylę? Może jestem zbyt zaborcza?
A może dobrze myślę, że dzieci mimo swego młodego wieku, prawidłowo wyczuwają innych na tyle, by same wiedziały z kim chcą się zaprzyjaźnić? Przecież nikt nie chce, by wybierać mu przyjaciół :)
Jedyne co możemy zrobić, moim zdaniem, to nauczyć nasze pociechy jak zawierać nowe znajomości, jak je pielęgnować, szanować uczucia innych. Nie powinniśmy wpływać na to, z kim nasze dziecko ma się przyjaźnić. W przedszkolu córka poznała wiele dzieci. Zaprzyjaźniła się z wieloma rówieśnikami... ale tak poważniej - z jedną dziewczynką. Znajomość trwa nadal... :)




46 komentarzy :

  1. w szkole dziecko spędza połowę swojego zycia i nie na darmo kiedyś musieliśmy na poczatku roku szkolnego wybrać sobie miejsce i osobę z którą będziemy siedzieć na cały rok. Przynajmniej u nas tak było. Nie było później zmaian i przesiadania się. Za to świadomość że to miejsce jest moje i ta ławka jest moja na te 45 min powodowała że szkoła była taką namiastką domu, w której czuliśmy się dobrze, było w niej coś mojego. Uważam że takie przesadzanie i integrowanie na siłę nie jest do końca potrzebne....ale nie ja tu jestem pedagogiem (no może trochę jestem, ale co ja tam wiem)....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O to to!!! U nas też tak było - siadało się w wybranym miejscu i to miejsce było już Twoje! Intergrowaliśmy się na przerwach, w czasie dojazdu do szkoły... Na to zawsze znajdzie się czas i okazja jeśli sie chce!

      Usuń
  2. Odnoszę wrażenie, że mi ostatnio zaczyna brakować pierwiastka tolerancji. Nie to, że matka lwia jestem. Uważam, że nic na siłę. Nie można zmusić nikogo, by cię lubił, tak samo jak nie można zmusić siebie by kogoś lubic. Idea zmian w ławkach niby ok, ale moim zdaniem jednak nie. Jeśli klasa ogólnie się lubi to ok, ale jeśli są dzieci, które ewidentnie nie są lubiane, to już nie jest dobry pomysł, bo raz, że te dzieci tym bardziej odczują ze nie są lubiane, dwa integracja i tak się nie uda i po trzecie najczęściej jest tak, że ktoś nie jest lubiany z jakiegoś powodu i naprawę stosunków trzeba zacząć od osoby która nie jest lubiana, a nie od reszty klasy.
    Może pani skoro chce integrować klasę powinna im ustawić ławki w koło-kwadrat tak by wszyscy się widzieli i wszyscy siedzieli niejako obok siebie, a pani wśród nich?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to jest nas dwie..... Moja tolerancja tez zostaje ostatnio nadwyrężona :) Tak jak piszesz-są dzieci mniej lubiane z konkretnego powodu i dlaczego zmuszać innych, by z nimi siedzieć skoro źle się czują w swoim towarzystwie? :)

      Usuń
  3. U Tymka w szkole jest dokładnie to samo i choć on sam jakoś nie zwraca uwagi na to z kim siedzi i gdzie to w pełni się z tobą zgodzę. Nie ma sensu wprowadzać czegoś na siłę. Dzieci i tak znajdą sposób żeby się zintegrować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak :) Moja córka bardzo nie narzeka, ale widziałam jak źle się czuła kiedy siedziała z kimś kto sprawiał jej przykrości! I wiem, że nie tylko ona tak odczuwa to w związku z niektórymi dziećmi!

      Usuń
  4. oj takie zmiany, przesadzanie to jakiś koszmar...nie wszystkich trzeba lubić...powiem więcej niektórych sie nie lubi i to jest normalne....jak dla mnie pomysł kiepski /ew. tak na pierwszy tydzień, kiedy dzieci sie nie znają/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli nie jestem przewrażliwiona, że tak myślę? Ja sama nie lubię zmian i jak kogoś się polubi to ciężko się "rozstawać" z tą osobą!

      Usuń
  5. Jak chodziłam do szkoły to zawsze na początku była bitwa w klasie tzn. "kto pierwszy ten lepszy" i zajmowaliśmy najlepsze wg. każdego ławki. Sama decydowałam z kim siedzę i myślę, że to było dobre bo jednak większość czasu spędza się w "instytucji" szkoła. Niekiedy zamieniłam się z koleżanką jak kogoś nie było, ale to my tego chciałyśmy. Mi się nie podoba takie zmuszanie na siłę do dzielenia wspólnej ławki. Dzieci to po prostu "mali ludzie" którzy tak jak my nie muszą lubić wszystkich i wszystkiego ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie tak! A jakie fajne były te zmiaany od czasu do czasu jak sąsiada z ławki kilka dni nie było :)

      Usuń
  6. Ru ma dopiero dwa i pół roku, a w przedszkolu już ma dwie towarzyszki zabaw. Trzyma się razem święta trójca, wszystkie w jednym wieku. Przypadły sobie do gustu chyba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo sa dzieci, które przypadają sobie do gustu i razem się trzymają i są takie dzieci, które nie zapalają do siebie przyjaznym uczuciem :) My-dorosli tez nie z każdym lubimy spędzać czas :)

      Usuń
  7. Któraś z blogerek pisała o tym, że tak jest w innym kraju - to chyba była GruGruBleBle i chodziło o Francję, ale dokładnie nie pamiętam. Tyle, że tam było nie tylko przesadzanie, a w ogóle zmienianie co roku składu klas, żeby się dzieci wymieszały. Mnie się pomysł nie podoba, wg mnie dzieci potrzebują właśnie stabilizacji, a nie niepotrzebnego zamieszania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, dzieci potrzebuja stabilizacji a nie dodatkowych stresów! No zmiana klas to już całkiem absurd!!!

      Usuń
  8. Ja jeszcze tego problemu nie mam, ale szczerze jestem za tym, by jak najmniej zmian wprowadzać. Dla dziecka wielką zmianą jest samo to, że idzie do szkoły, po co to jeszcze bardziej utrudniać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Po co dokładać dzieciom zbędnych wrażeń :)

      Usuń
  9. Kolegę/koleżankę z ławki się najczęściej pamięta całe życie a z resztą klasy jest różnie :) i to dzieci powinny wybierać sobie tych kolegów a nie nauczycielki narzucać. Co innego jeśli miał to być pomysł na integrację na pierwsze tygodnie szkoły. W takim przypadku dotarcie się takich znajomości może być tylko na korzyść bo a nuż ktoś na początku cichy i nieśmiały okaże się jednak fajnym kolegą? Ale po dwóch trzech tygodniach dzieci już powinny siadać z kim chcą.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jestem tego samego zdania :) Sąsiada z ławki pamięta się bardzo długo!

      Usuń
  10. Moja Córka idąc w zeszłym roku do pierwszej klasy miała tylko jedną dziewczynke ze swojej przedszkolnej grupy. W przedszkolu średnio się razem bawiły ale odrazu stwierdziły że będą siedzieć. Jednak w drugim półroczu gdy zapoznały się bardziej z pozostałymi Dzieciakami to rozstały się i siedziały już z wybranymi przez siebie nowymi koleżankami. Potem mojej Córce jeszcze raz zmieniła się Osoba towarzysząca ale to już Pani tak postanowiła, bo poprzednia strasznie ponoć rozpraszało me Dziecko które znowu było mega spokojne.
    A w tym roku póki co siedzi z naszą sąsiadką, bo dopiero teraz mocniej zakumplowały się.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem tak jest, że dzieci zmieniają "kierunek" i zaczynają się "kumplować" z dzieckiem, z którym wcześniej nie bardzo to wychodziło! Ważne w tym jest to, że robią to bo chcą :)

      Usuń
  11. Nie słyszałam o takich zwyczajach. Jakoś taka forma integracji do mnie nie przemawia. Sama wybierałam z kim chcę siedzieć zarówno w podstawówce jak i na studiach....dziwne to dla mnie trochę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano widzisz :( Takie to nowe metody w szkołach! Cały czas powtarzam, że "za naszych czasów" było o wiele lepiej :)

      Usuń
  12. Jak dla mnie to bardzo dziwny pomysł na integrację... Dzieci prędzej czy później same się poznają i zintegrują i nie ma sensu robić nic na siłę... Czasem to może być za duża presja i zamiast coś dobrego wyjdzie odwrotnie. I co wtedy???

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! dzieci są z reguły kontaktowe i same dokonają wyboru co do przyjaciół :)

      Usuń
  13. Być może jest to jakiś "odgórny" nakaz i pani po prostu się do niego stosuje... No, ale przyznam, że dziwny to pomysł. Sama jestem nauczycielką z wykształcenia, ale tego mnie na studiach (wieki temu;) nie uczono.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to też nowość! Chodziłam do trzech różnych szkół podstawowych i takich rzeczy nie było!

      Usuń
  14. Do pójścia do szkoły jeszcze trochę nam zostało więc nie wiem jakie są u nas praktyki. Jak byłyśmy w czerwcu na zajęciach adaptacyjnych z Myszką w przedszkolu to "wybrałam" dla niej koleżankę. Wśród wszystkich rozkrzyczanych dzieci taką grzeczną, spokojną dziewczynkę. Zgadałyśmy się z jej mamą, że fajnie będzie się pospotykać czasem przez wakacje, żeby dziewczynkom łatwiej było we wrześniu iść do przedszkola gdy będą już kogoś znały. Jej mama też się ucieszyła, bo chciała żeby Mała miała jakąś bardziej energiczną koleżankę, która "rozrusza" jej córeczkę. I tak spotykałyśmy się przez wakacje, a dziewczynki się polubiły, mimo odmiennych charakterów, Teraz bardzo chętnie spotykają się po przedszkolu, choć wiem że w przedszkolu każda z nich bawi się z inną grupą dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to był bardzo fajny pomysł :) MOja córka energiczna i ruchliwa również zaprzyjaźniła się ze spokojną dziewczynką! Charaktery mają skrajnie różne, same się "odnalazły" i tak sobie przypasowały :)

      Usuń
  15. Dziwny pomysł z tą cotygodniową zmianą. Nas w szkole sadzali od linijki, wg wzrostu, a dziewczynkę z chłopcem przeważnie po to, żeby rozdzielić rozrabiających chłopców. Myślę, że integracja powinna raczej polegać na zabawach zapoznawczych i grach/pracach zespołowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Nas też albo sadzali według wzrostu albo ewentualnie w czasie roku rozsadzali, żeby chłopacy nie wariowali :)

      Usuń
  16. Tak jak i w życiu-nic na siłę! nie popieram takich praktyk. Chyba nikt z nas nie chciałby co tydzień zmieniac współpracownika badz sąsiada. Jeśli jest chemia to kolezenstwi zaistnieje, rowniez bez nakazu!
    Pozdrawiam serdecznie-sprawdź pocztę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Ludzie się do siebie przyzwyczajają i nie lubią zmian! Pocztę teraz Ty sprawdź :)

      Usuń
  17. Nie wiem, jak to jest teraz i jak będzie z moimi dziećmi, ale ja bardzo źle wspominam takie przesadzanki. Owszem, miewałam różne znajomości, ale to nie brało się z przymusu czy z narzucenia odgórnego. Posadzenie kogoś koło mnie w ławce wcale nie skutkowało zaprzyjaźnieniem się z nim. Myślę, że należy w tej kwestii pozostawić dzieciom wybór, do szkoły chodzić muszą, nikt ich o zdanie nie pyta, to niech choć decyzja co do przyjaźni pozostanie w ich gestii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Własnie! Wystarczy fakt, że szkoła jest obowiązkowa! Po co jeszcze narzucac im kolegów!

      Usuń
  18. Z moją koleżanką ze szkolnej ławki mam kontakt do dziś i same chciałyśmy siedzieć razem. Nikt wtedy nie zmuszał i i nie ingerował...ale wiem, ze u mojej starszej córki w podstawówce niestety pani kazała siedzieć dziewczynkom z chlopcami. Oczywiście nikt nie był zadowolony.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie mam kontaktu z dziewczynami z podstawówki...choć, nie, z niektórymi na FB jesteśmy :) Ale nikt nas nie przesadzał w szkole chyba , że za duzo gadałyśmy :)

      Usuń
    2. A u nas sadzano wg wzrostu i nie mogłam siedzieć z o głowę niższą przyjaciółką.

      Usuń
    3. To też kiepsko, bo siedzieć z przyjaciółka nie można było :(

      Usuń
  19. Mi również nie podoba się ta metoda. U mojej starszej córki w szkole jest moda dziewczynka - chłopiec. Chłopcy oczywiście rozrabiają i przeszkadzają płci pięknej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moda dziewczynka-chłopiec często się zdarza :) Znam dziewczynki, które bardziej przeszkadzają niż chłopcy - sama taka byłam :))))

      Usuń
  20. Jeszcze dziewczyna z dziewczyną to jakoś. Ale dziewczyna z chłopakiem? Ja bym nie chciała. A poza tym z doświadczenia wiem, że dzieciaki co roku siedzą z kimś innym (same się przesiadają) :) No chyba, że to jest wyjątkowo wielka przyjaźń:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, dzieci po roku lub więcej same postanawiają się przesiąść, bo po wakacjach stwierdzają, że chcą spróbować z kims innym. Inne z kolei z chęcia wracają do swojej lawki i swojego sąsiada :)

      Usuń
  21. Wydaje mi się, że pani miała dobry pomysł, ale powinna go modyfikować w trakcie, bo dziecko też człowiek i nie musi z każdym żyć w zgodzie i w harmonii (ja też nie żyłam, moje koleżanki nie żyły, chłopcy byli w ogóle fujjjj). Nie trzeba koniecznie przesadzać dzieci, żeby miały kontakt z pozostałymi uczniami - tak jak napisałaś, od tego są przerwy i zajęcia ruchowe, na dywanie, w grupkach. Nic na siłę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No fakt, że pomysł nie jest zły, ale czasem pomysły trzeba modyfikować w zależności od sytuacji codziennej :)

      Usuń
  22. Dla mnie pomysł dobry, bo nie ma nic gorszego niż grupki, jakie się tworzą ze "starych znajomych" i próba wbicia się kogoś nowego w taką. To jak trafić między wilki! A że kogoś, z kim przyszło siedzieć się nie lubi? No akurat nie po to pani tak sadza, by się kolegować, ale poznać. Wroga też trzeba poznać :D Do dziś pamiętam "nowego", który (za karę - kiedyś siedzenie z dziewczyną to była kara!) siedział ze mną, nie uważał, a jak o coś zapytał, to ja mu zawsze źle podpowiedziałam i dostawał burę za niesłuchanie na lekcji (to akurat słusznie!). Hmmm, wredna od maleńkości byłam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że pomysł się nie sprawdził, o grupki z przedszkola i tak są!

      Usuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka