Jak się "podnieść"?

Dziś nie będzie niestety wesoło.
Dziś nie będzie praktycznie, ani nawet recenzencko.
Będzie za to dość długo, więc rozsiądźcie się wygodnie!
Wiem, wiem! Wiosna za oknem, a ja będę smęcić...
...ale zbierałam się z tym tematem naprawdę długo. Kiedy powiedziałam kiedyś głośno, że czuję potrzebę o tym napisać, moja siostra uznała, że to zbyt osobiste. Mąż stwierdził zresztą to samo. Za to dziś na ponowione pytanie z mojej strony odparł:
"Może to ci w jakiś sposób pomoże?"
Kiedyś chciałam poruszyć ów temat z myślą o innych. W końcu zaczynając przygodę z blogiem zakładałam, że będę się dzielić z innymi również problemami, troskami. Pisząc różne teksty myślałam o tym, że może kiedyś komuś w czymś pomogę. Od początku miałam i mam nadal wsparcie rodziny : siostra a przede wszystkim mąż i pozostali robią co mogą bym się nie załamał i jestem im za to wdzięczna :) Nadszedł czas, by podzielić się tym z innymi.
Kiedy dziś "przerobiłam" tradycyjną lekturę blogową innych mam i natknęłam się na zdanie, w którym wyczułam chęć autorki do posiadania trzeciego dziecka, po prostu uznałam, że nadszedł czas, by podzielić się swoimi smutkami.
Po to też mam tego bloga, by poczuć się lepiej pisząc o różnych rzeczach. Niejednokrotnie odczułam wsparcie wirtualne ze strony innych, więc może tym razem też poczuję się choć odrobinę lepiej?
Jeśli jesteś, drogi czytelniku, osobą nie lubiącą smutnych tematów - nie czytaj dalej.

Temat dotyczy starań o dziecko...
W wieku 26 lat zaczęliśmy z mężem starać się o dziecko. Marzyliśmy o tym, by sprowadzić na ten świat maleńką istotę, która będzie (między innymi) namacalnym dowodem na to, co nas łączy.
Staraliśmy się trzy lata. Ktoś powie, że to wcale niedługo. Owszem, bo wiem, że są pary, które walczą o ten cud znacznie dłużej, a czasem w ogóle im się nie udaje. Nam się udało. To był jednak ciężki czas: mnóstwo badań, poświęconego czasu i pieniędzy. Finansowo pomogli rodzice i jesteśmy im za to wdzięczni, ale ile nas to kosztowało emocjonalnie... Tego się nie da przecież wycenić. 
Zbadał się mąż, zbadałam się ja. Badania hormonalne, badanie drożności jajowodów. Przyczyna problemu: słabe endometrium - zapłodniony zarodek nie daje rady się zagnieździć. Postanowiliśmy podjąć leczenie. Kilka miesięcy bólu, łez i tej ciągłej nadziei - pojawi się miesiączka, czy nie? W końcu, w pierwszym dniu 2009 roku wykonaliśmy zabieg inseminacji. Po ok. trzech tygodniach, w przeddzień Dnia Babci usłyszałam cudowną nowinę. Tę wymarzoną i wyczekaną - będę matką!
Początki były trudne, musiałam leżeć, ALE.....pojawiła się ta mała fasolka, to maleńkie serduszko bijące jak oszalałe. Przyszła na świat Izabela Ewa :) Mnóstwo szczęścia, radości....Spełniło się nasze marzenie i to dziś powtarzam córce: "jesteś moim spełnionym marzeniem!"
Mówiono nam, że za drugim razem będzie łatwiej... Cóż, skoro piszę na ten temat to możecie się domyślić, że jednak tak nie jest! Nie jest mi łatwo o tym pisać. To bardzo osobiste, jednak mimo kręcącej się w oku łezki, czuję, że tego potrzebuję!
Staramy się, a raczej staraliśmy znowu około trzech lat. W międzyczasie siostra urodziła drugiego chłopca, wśród znajomych nagminnie pojawiały się kolejne ciąże. Wiele osób mówi: "ciesz się , że masz cudowne, zdrowe i szczęśliwe dziecko! Daj sobie spokój z kolejnym, nie męcz się, nie załamuj". Jednak, czy chcąc drugiego potomka jestem zbyt wymagająca? Chcąc wypełnić tą pustkę we mnie, obdarować kolejne dziecko miłością i w końcu dać córce rodzeństwo, by nie została sama - czy chcę zbyt wiele?
Cieszę się bardzo, że się udało i mamy Izę, ale chciałabym drugie maleństwo i co w tym złego?
Zmieniłam lekarza. Okazał się bardzo kompetentny i konkretny. Przebadał mnie wzdłuż i wszerz, zupełnie inaczej niż za pierwszym razem kiedy walczyliśmy o Izkę. Okazało się, że problem tkwi gdzie indziej niż poprzednio. Przy okazji wyszło, że moje ciało nie życzy sobie drugiego "pasożyta" w sobie i nie reaguje na leczenie tak jak powinno. Moje ciało jest pod tym względem wredne i złośliwe!
Mimo, iż bardzo się cieszę, że udało się choć raz i mamy tę naszą cudowną, rozrabiającą księżniczkę, to jest mi zwyczajnie smutno...Jest mi źle i nie będę się z tym kryła!
Tylko jak się pozbierać do kupy? Mówią, że nadzieja umiera ostatnia. Moja właśnie dokonuje żywota :( Nie mam już siły. Tylko nie wiem jak się z tego podnieść? Jeśli ktoś zna odpowiedzi na moje pytania, proszę by się podzielił nimi ze mną :
  • jak przejść obok cudzego niemowlęcia i nie uronić choćby jednej łzy mając świadomość, że nie będę już tulić w ramionach takiego własnego berbecia?
  •  jak z uśmiechem na twarzy patrzeć na brzuchy szczęśliwych przyszłych mam wiedząc, że nie doświadczę tego kolejny raz?
  • jak trzymać się prosto, gdy wokół znajomi co chwila oznajmiają radosną nowinę?
Staram się trzymać i będę się starać, bo wiem, że mam dla kogo. Wiem, że mój "wisielczy" nastrój nie wpływa dobrze na moją rodzinę. Jednak...

Myślę, że już zawsze będę czuła tę pustkę w sobie. Izka wypełnia mnie całą sobą, ale czegoś jednak mi brak. Nie chciałam, by została sama, ale nic już na to nie poradzę. Zrobiłam co mogłam i nic nie mogę sobie w tej kwestii zarzucić.
Wiem, że muszę byś silna dla niej, ale nikt mi nie zabroni popłakać sobie cicho w kąciku, by rozładować emocje......

Jakby tego było mało, przyszła wiosna. I co z tego?! Izka wczoraj z gorączką wylądowała u lekarza i okazało się, że ma paskudną anginę. Dziś mały wypad na zakupy dla poprawy nastroju. Jednak na za wiele nie można sobie pozwolić, bo takie poprawianie humoru kosztuje. Sporo kosztuje. Tak więc napisałam tutaj - do Was, wyrzuciłam z siebie trochę żalu i smutku. Mam nadzieję, że Was nie zanudziłam ani nie zdołowałam za bardzo tym tekstem, Może pomogę sobie choć na krótka chwilę...

49 komentarzy :

  1. Przytulam mocno. Wiem co masz na myśli, trzy lata to bardzo długo, to 36 przepłakanych niepowodzeń. Ja zawsze marzyłam o dużej rodzinie. I choć wiedziałam, że Pietruszka to skarb to w takiej sytuacji jak Twoja byłabym smutna i rozgoryczona. Ty i tak piszesz o tym pięknie, smutno ale ciepło. I myślę że niejedna dziewczyna zrozumie Twoje uczucia i doceni ten wpis.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, 36 przepłakanych niepowodzeń....Dziękuję kochana za miłe słowa :)

      Usuń
  2. Kochana, całą sobą jestem z Tobą... I choć mnie się udało dwa razy bez problemu to wyobrazić sobie mogę co czujesz... Tak bardzo pragnełam mojej Amelki ( druga w kolejności), że gdyby nie wyszło załamałby mi się cały świat...
    Ty jesteś twarda i silna.... Piszesz o tym tak pięknie... Masz tyle miłości w sobie, że to nie sprawiedliwe iż nie możesz być mamą po raz drugi :(
    Jednak gdzieś głęboko wierzę, że jest tego jakiś cel... Wkrótce się dowiesz dlaczego tak...
    Pozdrawiam i tulę do serducha... Głowa do góry

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez tak twierdzę, że mając w sobie jeszcze tyle pokładów miłości mogłabym obdarować kolejne maleństwo, a inni swoje porzucają, katują......To niesprawiedliwe

      Usuń
  3. My o córcię staraliśmy się tylko pół roku. Dla mnie to było AŻ pół roku, więc domyślam się jak się czujesz... Synek był od razu jak tylko daliśmy sobie zielone światło... Tak w życiu się różnie układa...
    U Was może być tak, że jak sobie "odpuścicie" i weźniecie na luz, to dzieciątko samo się pojawi.
    Tak było m.in u mojej cioci. Kuzyn miał dziecięć lat i dopiero wówczas został bratem.
    Wiem, że łatwo jest pisać czy mówić takie rzeczy do kogoś a samemu ciężko się to przeżywa... Mam nadzieję, że spełni się Wasze marzenie:) Czego z serca życzę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki....gdyby problem był nie znany to byłabym w stanie uwierzyć, że wystarczy sobie "odpuścić" :(

      Usuń
    2. Czytając Twojego posta miałam wrażenie, że powoli próbujesz pogodzić się z tym... To jest swojego rodzaju "odpuszczeniem"...
      Wiele dzieje się w naszej głowie - sama wiem jak bardzo JA chciałam zajść w ciążę. Wszystkie myśli krążą tylko wokół tego, wszędzie widzisz kobiety z brzuszkiem i maluszki... I to niestety tworzy też pewne blokady. Chcemy ZA BARDZO...
      Ja w pewnym momencie delikatnie spuściłam z tonu... i się udało.

      Usuń
    3. Ten wpis miał być takim małym krokiem do tego, by zacząć godzić się z ta myślą....

      Usuń
    4. Właśnie takie coś opisała Kreatywna Mama!!!

      A Wam jeszcze raz szczerze życzę takiego miłego zaskoczenia:))
      Obydwoje Jesteście bardzo fajni i przez to co piszecie wyłania się obraz kochającej rodziny! I oby ta rodzina się powiększyła!

      Usuń
  4. Nie czuję się kompetentna w tym temacie więc tylko cię mocno wirtualnie przytulę :)) Nie wiem co przyniosło by ci ukojenie, pewnie wszyscy i tak ci mówią, że masz szczęście, że powinnaś być zadowolona z tego co masz. Ale kto nam zabroni mieć nadzieję? Nie walcz o nią, ale patrz w przyszłość z optymizmem, bo los lubi nas zaskakiwać:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, każdy mówi, że mam się cieszyć z tego, że mam choć jedną moją izę....ale i ona i my chcemy drugie :) dzięki kochana!

      Usuń
  5. W pełni Cię rozumiem. Tez starałam się o dziecko trzy lata. Moja siostra w tym czasie zdążyła wydać na świat dwójkę dzieci. Porządnie zaczęłam się dołować, gdy co rusz słyszałam, że któraś kuzynka jest w NIEPLANOWANEJ ciąży. Pomijam kolezanki.. Wtedy to była plaga. Zamiast cieszyć się ich szczęściem, płakałam do poduszki. Przestałam myśleć o zajścierania w ciążę. Stwierdziłam, że skoro nie jest mi dane widocznie tak ma być. Skupiłam całą uwagę na pracy magisterskiej, którą musiałam napisać szybko, bo z promotorem nadawaliśmy na różnych falach i nawet się nie zorientowałam, że jestem w ciąży. Okres raz miałam, raz nie, więc brakiem się nie przejęłam (chyba bałam się nakrecać). Co z tego, że wszystkie staniki zrobiły mi się za małe, to pewnie wina kolejnych tabletek. Aż wreszcie kupiłam ten test, na który pierwszy raz bałam się spojrzeć bo z góry wiedziałam, że będzie jak zawsze - jedna kreska. To był dzień ojca. Moja intuicja zawiodła a mąż miał cudowną niespodziankę w tym dniu. Po dwóch latach usłyszał następną i teraz drży ze strachu, gdy nadchodzi święto taty. :-) Życzę Ci cudownej niespodzianki od życia. Mam znajomą, która usłyszała, że jest bezplodna i na pewno nie będzie mieć dzieci. Uwierzyła w to i w krótkim czasie los ją zaskoczył. Teraz ma dwójkę. Czasami psychika ma duże znaczenie. W każdym razie trzymam kciuki. Wiara czyni cuda :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci dziękuję za słowa otuchy :) faktycznie czasem tak jest, że los nas zaskakuje....liczę juz teraz tylko na cud lub takie zaskoczenie :) tata miał fajny prezent na dzien ojca ;))))

      Usuń
  6. Kochana! Przede wszystkim przytulam Cię najmocniej jak potrafię!!! :*
    Blog to takie Twoje miejsce w sieci, pisz tu wszystko co leży Ci na sercu i wątrobie, to pomaga.
    Dla mnie blog na początku miał formę terapeutyczną. Dopiero od niedawna moje posty zmieniły swoją treść na optymistyczną. Mało tego ludzie tutaj w wirtualnym świecie pomogli mi bardziej niż Ci, których mam na wyciągnięcie ręki...
    Osobiście nie wiem jak to jest. Emocje, smutki i boleści które dotknęły personalnie Ciebie dla mnie znane są tylko z opowieści. Nasze starania trwały równy rok, dla jednego długo, dla innego krótko, dla nas na tamtą chwilę akurat.
    Kochana nie ma słów, które podniosłyby Cię na duchu, czy sprawiły że coś się zmieni, ale wiedz, że masz nas wirtualną, blogową "rodzinkę", która zawsze wysłucha, doradzi i pomoże jeśli tylko będzie umiała.
    Moja kuzynka starała się osiem lat, nie pomogło nic...aż w końcu kiedy zupełnie się poddali stał się cud :)
    Dziś małą 7miesięcznego Olka :) i starają się o rodzeństwo dla Malucha :)
    Kochana, z całego serca życzę Ci aby i Ciebie los zaskoczył i sprawił taką cudowną niespodziankę!!!!
    :*:*:*:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie byłam z tym wszystkim sama, ale to, że teraz wylałam to z siebie tutaj tez mi pomogło :) dziękuję ci bardzo za każde miłe słowo i za tego mocnego tulasa, którego poczułam aż tu w Borówcu :) OBY nam wszystkim wszystko jak najlepiej się ułozyło!!

      Usuń
  7. Ja od 5 lat jestem mamą cudnego chłopaka z którego jestem bardzo dumna a o 6 miesięcy jest z nami córka. Moje dwa szczęścia. Pierwsza ciąża szybka sprawa - decyzja i hop. Kiedy po 2 latach podjęliśmy decyzję o drugim dziecku nie myślałam że będzie to takie trudne. Pamiętam tę nadzieję i oczekiwanie przeplatane lękiem że nic z tego... pamiętam to uczucie zazdrości na wieść że będę ciocią i początkową niechęć do siostrzeńca choć on niczemu nie był winien. Też powtarzano że ciesz się że masz jedno że jest zdrowe. I co z tego kiedy pragnęłam ponownie zostać mamą. Nie zrozumie tych uczuć ten kto nigdy nie czekał, nie błagał Boga o dziecko i kto nie licytował się z Nim stawiając na szali wszystko pragnąc tylko jednego. Nam się udało wierzę że Wam także się uda. Pozdrawiam gorąco

    OdpowiedzUsuń
  8. Masz rację (kimkolwiek jesteś :) ), nie zrozumie ten kto sam tego nie przezył! Fajnie, że Wam się udało - taka parka w domu to świetna sprawa :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Tule mocno... :*
    Ciezko cos napisac czy poradzic, gdy temat jest obcy... Moje Dzieci byly "ja na zawolanie"- mowisz- masz :) parka- satysfakcja 100%
    Wiem z kregow znajomych, ze posiadanie dziecka, poczecie dziecka to niestety coraz trudniejsza sprawa... moj brat od dwoch lat "stara sie"- temat tabu...bo przeciez wszystko z nami ok! Trzy kolezanki w pracy przechodzily rozne etapy az do szczesliwego macierzynstwa... moja Mloda tez marzy o duzej rodzinie- mam nadzieje, ze spelni sie to marzenie...
    Moja Droga- moze jednak, moze kiedys niespodziewanie ??? zycze z calego serca wszystkiego dobrego :***

    OdpowiedzUsuń
  10. Wiesz za długo to ja nie mogę czekać, latka lecą a podobno starzeję się szybciej niż normalnie kobiety :(

    OdpowiedzUsuń
  11. Oh, moja droga - trzymam was mocno i tulę, jesteś silna dasz radę, a może się jeszcze jednak uda...?

    OdpowiedzUsuń
  12. nie wiem co to znaczy więc nawet nie będę próbowała pocieszać, nie umiem nawet dobrać słów odpowiednio. Ale jeśli potrzebujesz mogę z Tobą pomilczeć, przytulić, podać chusteczkę.

    OdpowiedzUsuń
  13. A ja po prostu tule mocno :* może jednak kiedyś się uda, jak przestaniesz o tym myśleć, odprężysz się.
    Trzymam kciuki.
    Naslonecznej.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. gdyby to było tylko kwestia odblokowania się w głowie...., ale dzięki :)

      Usuń
  14. Masz rację, to bardzo osobiste wyznanie ale sądzę, że bardzo potrzebne. To bardzo wzruszające ale i może być pokrzepiające dla innych kobiet - tak myślę. Dobrze, że nie byłaś nigdy w tym sama, że miałaś wsparcie. To bardzo ważne. Przytulam Cię bardzo mocno.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Największym wsparciem był i jest mąż i siostra, ale zdobycie się na to by w końcu to wyznac innym....poprawiło mi chyba samopoczucie i może innej borykającej sie z tymi problemami kobiecie też pomoże?

      Usuń
  15. Może ciężko będzie Ci w to teraz uwierzyć, ale czas złagodzi nieco te uczucia. Przychodziłam przez to co Ty, może nawet nieco dłużej i z nieco gorszym skutkiem, bo nigdy nie udało mi się zajść w ciążę. Doskonale pamiętam każdą chwilę oczekiwania czy może tym razem się uda, może w końcu miesiączka nie przyjdzie, ale ona zawsze przychodziła, czasami się tylko spóźniała dając kolejną złudną nadzieję. Teraz od roku mam dwie adoptowane córeczki i już mi nie przeszkadza, że inne kobiety są w ciąży, albo spacerują po parku z niemowlakami w wózku. Moje dzieci nie były ze mną od urodzenia (młodsza miała rok, a starsza już prawie trzy), ale to zupełnie nie zmienia faktu, że kocham moje córeczki nad życie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fantastyczna historia i gratuluję odwagi!!! Ja nawet myślałam, myslę o adopcji, ale trochę strach mnie zżera :( a wiem, że mnóstwo dzieci czeka na to by ktos je pokochał- ja w sobie tej miłości mam sporo!

      Usuń
  16. Widzisz, a ja panicznie boję się drugiej ciąży, mimo że nawet i bym chciała mieć drugie dziecko, ale pierwsza ciąża omal nie zakończyła się śmiercią moją i mojego dziecka, więc mam traumę.
    Rozumiem Twoje pragnienie, ale faktycznie warto doceniać to, co już masz, bo przecież Twoja córeczka już jest ogromnym darem! Wszyscy nosimy w sobie jakieś cierpienia, ale myślę że wszyscy za dużo skupiamy się na tym, czego nie mamy, a za mało na tym, co mamy.
    A zresztą, nigdy nic nie wiadomo, życie lubi zaskakiwać, moja lekarka też podejrzewała u mnie bezpłodność, endometrium praktycznie nie miałam wcale, a potem nagle okazało się, że jestem w ciąży:) Ciąża była wprawdzie zagrożona i było to 9 miesięcy strachu, ale udało się:) Ja wierzę, że to dzięki modlitwom, dlatego mój syn nosi imię Szymon, co oznacza "Bóg wysłuchał":)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szymon to piękne imię :) wiem, ze to , że mam córkę to juz praktycznie chyba cud i doceniam to, naprawdę ;)

      Usuń
  17. Moja Droga, ściskam Cię bardzo mocno! Pomimo, że mam dwa piękne szkraby, pomiędzy jednym a drugim przeżyłam też chwile bardzo smutne o których jeszcze nie potrafię pisać. Tym bardziej doceniam wartość Twojego wpisu. Na pewno komuś pomoże. A gwoli pocieszenia: w swoim otoczeniu mam kogoś kto starał się naście lat... bez skutku i kiedy już powiedział basta, sił kres, pojawił sie on... mały synek:) Zycie jest bardzo przewrotne i pelne niespodzianek. i wierzę, że pewnego dnia ta mała niespodzianka będzie rosła w Twoim brzuszku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo ci dziękuję :) wiesz, niespodzianki i cuda faktycznie się zdarzaja, tylko musze przestać o tym mysleć i na to liczyć :)

      Usuń
  18. Ja też sporo przeszłam starając się o synka, cała ciąża też nie była łatwa, nie mówiąc już o tym, iż urodził się w 33 tygodniu ciąży. Też martwiłam się, że o drugie dziecko będę starać się równie długo, łącznie z tymi nieszczęsnymi lekami i wizytami u lekarzy. Jakie było moje zaskoczenie jak po 7 miesiącach od porodu zaszłam drugi raz w ciążę, natura lubi zaskakiwać. Nie warto się załamywać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że Wam się udało! Niestety u mnie chyba na cud już liczyć nie mogę, chociaż one zdarzają się podobno MIMO WSZYSTKO ;)

      Usuń
  19. Miałam pisać komentarz pod podsumowaniem, ale nie.
    Wiem jak to jest rozczarować się co miesiąc. U nas było tak, że nie zdążyłam zrobić badać, bo pojawiła się ciąża. Mąż zdążył, usłyszał od laboranta, że w jego wypadku tylko in vitro, bo nie będzie z czym iść do inseminacji. Okazało się inaczej, skierowanie do szpitala na badania mam niewykorzystane, zestawiłam je sobie, bo życie uczy pokory. Córka się pojawiła. Potem po 2 latach syn. Można powiedzieć że zupełnie przypadkiem, bez wysiłku, bez planowanego krycia jak to mój mąż nazywał :) tak wyszło, mieliśmy szczęście.
    Nie napiszę Ci, że cuda się zdarzają, bo jeśli o mnie chodzi,to zawsze zdarzają się innym. To ciężki temat, a wiem z doświadczenia, że rady w stylu będzie dobrze, nie myśl o tym, to najgorsze co można powiedzieć parze, która pragnie dziecka. Nie ma znaczenia, czy mają już jakieś czy nie. Oni pragną kolejnego dziecka i mają prawo pragnąć, chcieć i nie godzić się z tym, że dziecka nie ma.
    Trzymam kciuki i przytulam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj Aniu, w Twoim komentarzu jest wszystko co można o tym powiedzieć! Doskonale rozumiesz moje odczucia ;*

      Usuń
  20. Miałam endometriozę, też staraliśmy się o dziecko 3 lata. Początek ciąży przebiegał świetnie, po 4 miesiącach zaczęły się schody. Przetrwaliśmy, choć nie było łatwo ani podczas starań o ciążę, ani podczas ciąży. Nie piszę o tym na blogu, prawie w ogóle nie piszę na osobiste tematy. Dziś mam 11-letnią wspaniałą córkę. Nie wyobrażam sobie, by jej nie było, choć nie jest różowo ją wychowywać. Zwłaszcza teraz, gdy zaczęła dojrzewać :-)
    O drugim dziecku nie myślę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem ci, że mimo iż coraz częściej słyszę o problemach z drugą ciążą....nadal o niej marzę :) Po prostu!

      Usuń
  21. Trzymaj się Madziu. Podejrzewam, że będą lepsze i gorsze dni, te łatwiejsze i trudniejsze. Blog to dobre miejsce na takie tematy, odzywa się mnóstwo osób, które ma te same problemy, które czują tak samo...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego właśnie postanowiłam się tym podzielić-może komuś to pomoże? :)

      Usuń
  22. Witaj, trafiłam tu "przypadkiem". Też wiem co znaczy pragnąć dziecka, starać się o nie, stracić.. Na szczęście w odpowiednim momencie trafiliśmy do lekarza naprotechnologa, który zdiagnozował nasze problemy i wyleczył... dzięki naprotechnologii mamy już 3 dzieci. Jeśli masz jeszcze siłę i nie korzystaliście z naprotechnologii mogę Ci o niej trochę opowiedzieć.
    Pozdrawiam ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję!!!!
      Słyszałam o naprotechnologii, byłam już nawet zapisana na wizytę.....ale nie wiem czy mam jeszcze siłę na kolejne badania i pieniądze na to! Mam córkę, która wymaga zarówno mojej uwagi jak i finansowania :)

      Usuń
  23. A ja po cichu trzymam kciuki, że może jeszcze spróbujecie :)
    I pukam w czoło STUK, STUK, tych, co mówią Ci "ciesz się , że masz cudowne, zdrowe i szczęśliwe dziecko! Daj sobie spokój z kolejnym, nie męcz się, nie załamuj".
    Córeczka na pewno jest całym Twoim światem, ale to żaden argument by porzucić marzenia o drugim dziecku :)

    OdpowiedzUsuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka