Być "TĄ TRZECIĄ"

Jeśli nigdy nie stałaś z boku patrząc jak inni się śmieją, bawią i nawzajem wspierają, jesteś szczęściarą. Jeśli tak było, to nie wiesz jednak co czuje ta, która zawsze jest TĄ TRZECIĄ! Nie wiesz co to znaczy czuć się jak przysłowiowe "piąte koło u wozu" lub "na doczepkę". Nie wiesz jak to jest czuć się niepotrzebną albo potrzebną z kolei tylko wtedy, gdy tej drugiej nie ma w pobliżu. Nie wiesz jak to jest być "zastępstwem". I dobrze, że nie wiesz! Nie życzę tego NIKOMU! Bo wierzcie mi, że trzy to zawsze o jednego za dużo 😢

Wierz mi, że jest to fatalne uczucie! Nie, to nie będzie wpis o byciu kochanką albo o tym, że mąż sobie takową znalazł! Na szczęście mam cudownego męża i ufam mu całkowicie. Wiem, że to czyta, a on wie co mu grozi za zniszczenie mojego zaufania :) Do napisania postu skłoniła mnie poniekąd moja córka i jej szkolne troski.

Kiedyś pisałam Wam o sposobie na integrację klasy jaki wymyśliła sobie nasza wychowawczyni w klasie córki TUTAJ. Teraz, po roku czasu mogę Wam śmiało powiedzieć, że nadal nie widzę w tym nic dobrego. Wręcz przeciwnie. Może czytają mnie niektóre mamy dzieci, z którymi moja młoda chodzi do klasy. Wiem, że duża część z nich uważa, że wychowawczyni miała świetny pomysł. Ja się jednak z nim nie zgadzałam rok temu i podtrzymuję moje zdanie. Mam do tego prawo.

Nie dość, że nie przyniosło to niczego dobrego, to mam wrażenie, że dzieci nie mają żadnego poczucia stabilizacji. Niektóre mamy tłumaczą, że przecież na zawieranie przyjaźni maluchy mają jeszcze czas. Ale ja wiem, że takie zmienianie "partnera" w ławce co tydzień stanowi koszmar dla niejednego dziecka! Jeśli siedzi z kimś kogo lubi - fajnie, ale czas szybko zleci i za tydzień znowu nastąpi rotacja. Natomiast jeśli dziecko siada obok kogoś kto mu dokucza... Tydzień wlecze się wówczas niemiłosiernie, a nasz uczeń do domu wraca w coraz gorszym humorze.

W podstawówce byłam "tą trzecią". Zawsze na doczepkę. Potrzebna tylko wtedy, gdy w szkole nie było tej właściwej osoby. Wszystko było fajnie dopóki tamtej nie było. To straszne, ale cieszyłam się wtedy z czyjejś choroby, bo wtedy miałam koleżankę tylko dla siebie. Niestety, kiedy tamta przyjaciółka wracała, ja byłam odstawiana na boczny tor. To jest bardzo przykre...

Mimo, że teraz jestem uważana za osobę bardzo otwartą i kontaktową (opinia znajomych i rodziny), kiedyś nie miałam łatwo. Dziś zawieram mnóstwo nowych znajomości, co bardzo lubię. Dziewczyny pytają" "Jak ty to robisz? Znasz tyle osób i w ogóle". No może trochę przesadzają, ale mimo iż w dzieciństwie nie miałam prawdziwej przyjaciółki, teraz nie mam najmniejszego problemu w zawieraniu nowych znajomości. 

Jak mam wytłumaczyć zapłakanej córce, która wraca ze szkoły i żali się, że ta czy inna dziewczynka nie chciała się z nią bawić, bo wolała inną? Jak mam siedmiolatce wytłumaczyć, że jak będzie dorosła, to będzie wspaniałą towarzyszką, z którą wiele osób będzie chciało się przyjaźnić? Jak pomóc jej przetrwać ten brutalny czas szkoły podstawowej, kiedy dzieciaki sobie dokuczają i nie zawsze akceptują nawzajem?

Cieszyłam się, że mam szkołę za sobą. Że teraz mam mnóstwo znajomych. Jednak córka przechodzi przez to samo co ja mając te 7, 8 i więcej lat i, póki co, nie bardzo wiem jak jej pomóc... Cieszę się, gdy córka chętnie idzie do szkoły wiedząc, że bez przeszkód może bawić się z ulubioną koleżanką. Żyjemy tymi chwilami, ale wiem, że to minie i moja córka znowu będzie "tą trzecią" :( I znowu serce Matki będzie roztrzaskiwane na milion kawałeczków, widząc jak gaśnie uśmiech na twarzy ukochanego dziecka 😭 Znowu będzie płacz, że ona nie chce jechać do szkoły...

Chcę chronić moją córkę i cieszę się, gdy wraca ze szkoły zadowolona. Jak jest u Waszych dzieci w przedszkolu/szkole? Mają swojego najlepszego przyjaciela? Moja córka ma swoją przyjaciółkę, jeszcze z przedszkola, ale nie chodzą do jednej szkoły... WIELKA SZKODA!

78 komentarzy :

  1. Cieżko mi cos napisać bo nie znam tego uczucia. Nawet jak miałam tzw. Paczkę przyjaciół to trzymaliśmy sie razem a było jak kilkoro. Moj syn ma podobnie ma przyjaciela i przyjaciółkę i razem we trójkę stanowią zgrany tercet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli jesteś ta szczęściarą, która nie wie co to znaczy! Brawo Ty :)

      Usuń
  2. Ja to w ogóle szkołę wspominam jako koszmar, który zaważył na całym moim życiu. Nie wiem, jak mogłabyś pomóc córce, nie myślałaś o tym, żeby jej zmienić szkołę? Wiem, że to nie jest idealne rozwiązanie, ale nic innego do głowy mi nie przyszło. Niefajnie, naprawdę. Dzieci są okrutne czasami...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zmiana szkoły nie wchodzi w grę :) Pracuję nad córką, nad jej asertywnością i pewnością siebie i chyba nie mogę nic więcej!

      Usuń
  3. Z dzieckiem takie przeprawy czekają mnie za kilka lat. Sama doświadczyłam jednak bycia "tą trzecią". I to wcale nie w podstawówce, gimnazjum czy liceum ;). Ostatnio nawet rok, półtora roku temu. Ex-przyjaciółka dzwoniła z propozycją spotkania wtedy, kiedy wcześniej każda inna osoba odmówiła jej spotkania, a ona koniecznie chciała się z kimś spotkać. Na szczęście (dla mnie) już nie mam z tą osobą takiego problemu :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie sytuacje w dorosłym życiu sa o tyle łatwiejsze, że dorosłemu łatwiej się z tym uporać! Jednak nie zmienia to faktu, iż jest to ogromnie przykre :(

      Usuń
  4. mam to w pracy - trochę inne uczucie, ale wiele zbieżności

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiepska atmosfera w pracy to nic dobrego :(

      Usuń
  5. Eh... Ciężki czas u Was. :-( Mój Ignacy jeszcze szkołę ma przed sobą, ja w szkole zawsze się z kimś kumplowalam, nie zależało mi, jak nie ta osoba to ktoś inny :-p
    Ale zgadzam się z Tobą, że pomysł Pani wychowawczyni mógł być dobry gdyby trwał góra miesiąc. Teraz dzieci się już znają i to słabe, że odbiera im tę odrobinę stabilizacji. Przypomina mi to pracę w korpie, gdzie pracowałam przez chwilę. Tam też nie wolno było mieć stałego biurka, każdego dnia sądzą ja człowieka gdzie indziej, by się nie zintegrować z otoczeniem, ma się skupić tylko na pracy, nie masz lubić kolegów tylko wydajnie pracować. Na biorę nie wolno mieć rzeczy osobistych tylko kubek zamykany z napojem, rozmawiać z innymi można tylko na stołowce. Gdy idziesz do pracy nigdy nie wiesz co cię czeka, myślę że dzieci czują się podobnie.
    Może to czas by porozmawiać z psychologiem szkolnym, może on wpłynie na nauczycielkę, że taki system nie jest korzystny dla dzieci.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka atmosfera w pracy to masakra! Potem się nie chce do niej chodzić :(

      Usuń
  6. U mnie jest podobny problem z synem, który jest dzieckiem raczej zamkniętym i ma problem z nawiązywaniem relacji. W zeszłym roku miał jednego dobrego kolegę, który w tym roku został przeniesiony do innej grupy, co syn bardzo przeżył i ciężko mu było się odnaleźć na początku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie córka tez jest rozdzielona z przyjaciółką, dwie różne szkoły :(

      Usuń
  7. Jako że uważam przyjaźń i koleżeństwo za dwie różne sprawy (ja mam jedną-dwie przyjaciółki, koleżanek mam na pęczki), moim dzieciom tłumaczę, że lubienie kogoś nie jest obligatoryjne (przymusowe). One też nie każdego lubią i nie z wszystkimi chcą się bawić. To całkiem normalne. Być może jeszcze nie nadszedł czas, kiedy któreś z nich spotkał przyjaźń na całe życie. Masz kogoś takiego? Opowiedz dziecku jak się spotkaliście, jak wyglądała Wasza przyjaźń, jak się kłóciliście i godziliście, co razem robiliście! To, że masz złe wspomnienia, nie może powodować tak samo złych u córki. Nie bój się bycia trzecią! Trio też jest fajne! (no ale ja to taki dziwny człowiek jestem i się nie przejmuję zbytnio).
    Mój syn czasem też wraca ze szkoły smutny, bo jego kumpel chciał się pobawić z kimś innym. To NORMALNE. Nie można mieć przecież przyjaciela na wyłączność.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam przyjaciółki takiej, którą bym miała od lat! Wiem, że przyjaciel na wyłączność to ciężka sprawa, ale odpychanie innych, "dyrygowanie" kto z kim ma się bawić.....To już przegięcie!To co będzie za parę lat?

      Usuń
  8. Aaaaaa, pisałam długi komentarz i mnie wywalilo z Google :/

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziwny sposób wybrała sobie pani aby zintegrować dzieci, dziwny i mało skuteczny!
    Znam to bo u mojego syna było podobnie ale system ten został szybko obalony przez nas, rodziców!
    Nie da się niestety ochronić ani wytłumaczyć.
    Często jesteśmy bezsilne.
    Serce pęka.
    A my nic nie możemy zrobić!
    Pocieszeniem jest tylko czas który upływa, niestety w takich sytuacjach zbyt wolno.
    Wiesz, ja wprawdzie miałam przyjacółkę od zerówki, niestety po latach okazało się, że jest to przyjaźń dla mnie destrukcyjna.
    Zrozumiałam to niestety bardzo późno.
    Teraz zarówno przyjaciół jak i znajomych wybieram bardzo ostrożnie, skutkiem czego mam ich bardzo niewielu 🙁

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ano dziwny, a najgorsze, że nie możemy nic z tym zrobić :(

      Usuń
  10. U nas Marcinek też nie za specjalnie chce chodzić do szkoły. Chodzi o to że dzieciaki z jego klasy chodzą już tam drugi rok, znają się z poprzedniego roku (bo powtarzają zerówkę). Mój syn jest tam "nowy" i choć z zawieraniem znajomości problemu nie ma to jest mu ciężej z tego właśnie powodu że dzieciaki mają już swoje paczki a przez to on czasami nie ma się z kim bawić.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym tygodniu córka chętnie jedzie, ale martwię się co będzie niedługo!

      Usuń
  11. Niestety wiele placówek ma dziwne pomysły w swoich grupach. W przedszkolu u Kuby również wiele sytuacji nie powinno mieć miejsca. Wyobraź sobie, że wczoraj zostałam wezwana na dywanik do dyrektora po tym, jak jedna mama poszła na skargę, że moje dziecko jak to określiła "miało sraczkę i zasrało całe przedszkole zarażając jej córkę". Rozmawiałam z wychowawcą i taka sytuacja wcale nie miała miejsca więc to było zwykłe oszczerstwo. Nie mniej jednak poczyniłam śledztwo i znalazłam ową mamę. Chciałam z nią pogadać, a ona mnie po prostu zwyzywała od najgorszych zarzucając mi, że jestem złą matką. Na szczęście rodzice wstawili się za mną, ale nikt nie cofnie tego jak się poczułam wczoraj, przepłakałam cały wieczór ;-(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za wredna baba! Szlag by mnie chyba trafił!

      Usuń
  12. Nie mogę powiedzieć, ze wiem co czujesz z własnego doświadczenia, bo nie wiem. Nigdy nie byłam tą trzecią. Dlaczego? Bo jeżeli tylko czułam, że mogłabym nią być, to zmieniłam towarzystwo. Jakoś tak zawsze wychodziło, że to o mnie zabiegali. Mój córka, ra najstarsza ma jednak ten problem, i z tego co widzę jest to związane z tym, że za bardzo chce, za bardzo jest uległa i chce dla wszystkich dobrze. Trudno dziwić się dziecku, bo szuka swojego miejsca w życiu, niestety czasem "pcha" się nie tam gdzie trzeba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie moja tez jest dość uległa, mimo, że uczę ją asertywności. Chce dobrze dla wszystkich i kiepsko sama na tym wychodzi :(

      Usuń
  13. Oj, dokładnie wiem o czym mówisz. Moja Zuza ogólnie jest lubiana, ma dużo koleżanek, ale w jej klasie jest dziewczynka z którą nikt nie chce się bawić oprócz mojego dziecka. Zuza wręcz namawia koleżanki do tego, żeby przyjęły ją do zabawy, nic to jednak nie daje. Gdy Zuzka mówi "przyjaciółkom", że idzie się bawić z tą "niechcianą" dziewczynką te się na nią od razu obrażają. Nie potrafię sobie wyobrazić co musi czuć ta dziewczynka, tymbardziej, że dziewczyny z klasy wcale nie kryją tego, że nie przepadają za nią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję tej dziewczynce!!! Moja córka tez jest lubiana, ale jak bawią się we trzy to jednak jest "tą trzecią" :( Jest jedna , która "steruje" pozostałymi i jest problem!

      Usuń
  14. Przekonałam się, że rotacja przyjaciół jest sporo w tych początkujących latach szkoły, niektóre dzieci są bardziej asertywne i energiczne w nawiązywaniu znajomości, inne potrzebują sporo czasu, aby przekonać do siebie pozostałe dzieci. Chyba trzeba nastawić się na bycie sobą, nie ma nic bardziej odbierającego siły niż stawanie się kimś, kim nie jesteśmy. A rola wychowawcy jest ogromna, jedno z moich dzieci nie miało niestety do niego szczęścia, a drugie jak najbardziej tak, zawsze można było liczyć na współpracę między szkołą i rodzicem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas współpraca ciężko wychodzi :(

      Usuń
  15. Znam to bardzo dobrze ponieważ również przez to przechodziłam uczęszczających do szkoły, a nawet i po za nią. Jest to bardzo przykre uczucie.
    W podstawówce moja wychowawyczni też wpadła na taki pomysł jak wychowawczyni Twojej córki. Później wpadła na pomysł, żeby dziewczynki siedziały z chłopcami i szczerze nie wiem co było gorsze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wolałabym siedzenie z chłopcem niż co tydzień z kimś innym!

      Usuń
  16. Ja w szkole nie byłam niby trzecim kołem u wozu - ale często okazywało się, że moja chęć pomocy innym jest jednostronna. Kiedy któraś z moich przyjaciółek czy koleżanek była w potrzebie - mogła zadzwonić do mnie choćby w środku nocy (mówię tutaj już o etapie liceum). Natomiast kiedy ja potrzebowałam jakiejś rady i pomocy - często nie miałam na kogo liczyć i musiałam radzić sobie sama. W wyniku kilku takich przykrych sytuacji bardzo zraziłam się do ludzi - i chyba już nigdy nikogo poza mężem nie nazwę swoim przyjacielem. A te metody w Waszej szkole - dla mnie są co najmniej dziwne. Przecież dla dziecka jest bardzo istotne, żeby mieć poczucie stałości i jakąś bliższą koleżankę przy sobie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i tego poczucia stabilizacji nie mają, moim zdaniem, wcale :(

      Usuń
  17. Moje dzieci jeszcze nie chodzą do szkoły, ale ja doskonale pamiętam jak to jest być na doczepkę i to nie tylko w podstawówce. Boję się o to co będzie jak dziewczynki pójdą do szkoły. Czy nie będą miały dodatkowych problemów przez to w jaki sposób trafiły do naszej rodziny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że nie będą im dokuczać z powodu adopcji !!!

      Usuń
  18. Ciężka sprawa. Ja bym jednak spróbowała dzieciom pokazać, że w trójkę też może być fajnie. Może bym zaprosiła obie dziewczynki do domu, żeby w trójkę nauczyły się bawić poza szkołą? Im więcej, tym weselej, więc może jeszcze jakaś jedna dziewczynka i wtedy będzie ich cztery? Moja córka jest dużo młodsza, więc nie zetknęłam się jeszcze z taką sytuacją, ale coś bym próbowała chyba wymyślić, jakąś większą integrację. Może by to pomogło

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są dwie spokojniejsze i trzecia to taki mały herszt bandy! Zabawa we trójkę wygląda tak samo jak w szkole :(

      Usuń
  19. Mój tata zawsze powtarzał: "Trzy dziewczyny nigdy się nie dogadają!". Tosia już tego doświadczyła w przedszkolu, kiedy została odrzucona przez dwie dziewczynki, z którymi się bawiła, a potem nie była im już potrzebna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. otóż to! Trzy to zdecydowanie nie do pary :( Współczuje Tosi!

      Usuń
    2. Te dziewczynki przeniosły się do innego przedszkola, więc ból szybko zniknął. Teraz, w nowej grupie nie udało jej się z nikim nawiązać bliższej znajomości, ale to w ogóle jakaś dziwna grupa...

      Usuń
  20. Pamiętam, że też kiedyś miałam podobne problemy i nie raz wracałam zapłakana ze szkoły... moja mama mnie pocieszała, ale to nic nie dawało. Szczerze, nie wiem czy jest jakaś metoda na to, aby dziecko się tym nie martwiło. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt! Można jedynie rozmawiać i wspierać, ale w szkole jest sama!

      Usuń
  21. Ja nie za bardzo pamietam etap przedszkola czy wczesnoszkolny. U chlopcow byc moze wyglada to troche inaczej. My mieszkalismy na wsi i tam kazdy znal kazdego i wszyscy chlopcy np grali razem w pilke. Oczywiscie tworzyly sie grupki, ale nie wydaje mi sie, zeby ktokolwiek byl jakis pomijany czy coś. Wiecej w tym temacie bede mogl powiedziec jak juz moje dziecko pojdzie do przedszkola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obyś nie miał wtedy nic do powiedzenia! Życzę ci by Was ominęły takie rozterki :)

      Usuń
  22. Ja z kolei nigdy w dzieciństwie/szkole średniej/studiach nie miałam problemu z nawiązywaniem znajomości.

    Dopiero tu, w UK będąc dorosłą osobą jakoś tak bardziej ostrożnie podchodzę do nowych osób. I bardzo ciężko zdobyć moje zaufanie;) Życie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dorosły chyba mimo wszystko łatwiej sobie poradzi z taką sytuacją. Wiesz, że nie ten to będzie inny, a jak dziecko się upiera na konkretna koleżankę, a ona zmienną jest? :)

      Usuń
    2. Mogę Ci tylko napisać, że najlepsza koleżanka mojej córci (taka co się znały odkąd były jeszcze w naszych brzuchach) wróciła na stałe do PL...

      Usuń
  23. Przykra sprawa. Niestety znam to uczucie odrzucenia więc dobrze wiem jak się wtedy czułaś i jak się czuje teraz Twoja córka. Okres szkolny to piękny czas ale niestety zazwyczaj tylko dla tych bardziej lubianych i silniejszych psychicznie osób.

    OdpowiedzUsuń
  24. Obawiam sie tego etapu,bo juz teraz słyszę zal czasami w glosie syna, ze jakis kolega tego dnia nie chciał się z nim bawic. Kroi ni się serce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, serducho boli, ale z drugiej strony co my możemy? Możemy tylko wspierać :)

      Usuń
  25. Ja nie byłam "przebojowa" jako dziecko (chociaż teraz nie narzekam ;) ) .. i niestety mój syn (7-letni) ma tak samo. Wrażliwy chłopiec.., który do szkoły często chodzić nie chce. Jak sobie pomyśle, że miałby siedzieć w ławce z tymi, którzy mu dokuczają... masakra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mamy dzieci w tym samym wieku, moja tez jest wrażliwa i do tego bardzo uległa, lubiana, ale ...uległa i chce za dobrze dla wszystkich!

      Usuń
  26. Przykro mi. Niestety, czasem rzeczywiście tak bywa. A ten pomysł z przesadzaniem nie podoba mi się wcale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, jestem chyba jedynym rodzicem w klasie, któremu się ten pomysł nie podoba :( Więc nic nie mogę począć!

      Usuń
  27. A może tak spróbować córce tłumaczyć, że to ona jest najważniejsza nie ta przyjaciółka i że to ONA może wybierać sobie znajomych do zabawy? Może w klasie są inne fajne dziewczynki z którymi mogłaby się spotykać i nie tylko z jedną ale właśnie by tworzyć zaczęli paczki? Testy socjometryczne powinno się robić raczej w starszych klasach i to nie na stałe a wyrywkowo - to przesadzanie do przesada!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z córką rozmawiam, tłumaczę, uczę ją asertywności i wiary w siebie, ale wiesz jak może być w szkole? Tam mnie nie ma, a ona nie zawsze umie sobie w danej sytuacji poradzić :(

      Usuń
  28. Chodziłam do dwóch podstawówek. W pierwszej (klasy 1 do połowy 5.) miałam w sumie dwie bliskie koleżanki, gdy jedna, z którą siedziałam w ławce, wyprowadziła się, siedziałam z tą drugą. Aż ja się wyprowadziłam. W nowej szkole, choć nigdy nie miałam problemów z nawiązywaniem znajomości, klasa była dość zżyta i ciężko było się wkupić w łaski koleżanek. Byłam lubiana i towarzyska, ale w ławce niestety nie zawsze miałam z kim siedzieć. Tak szczerze to teraz nawet nie pamiętam z kim w tej ławce siedziałam. W drugiej klasie liceum dołączyła do naszej klasy nowa koleżanka, z którą siedziałam przez ponad rok, w klasie trzeciej byłam właśnie tą trzecią, w czwartej zbliżyłam się z inną koleżanką i wytrwałyśmy razem do matury. Na studiach też szybko zawiązałam nowe znajomości i nie miałam kłopotów z koleżeństwem. Teraz jest mi dużo trudniej utrzymać przyjaźnie. Nawet nie tyle poznawać nowych ludzi, co zbliżyć się do nich. W sumie nie mam bliskich przyjaciółek, co czasem jest niestety trudne, bo każda z nas potrzebuje się czasem wygadać. Ale nauczyłam się być sama ze sobą i zna ogół dobrze mi z tym. Dzięki temu jestem bardzo samodzielna i indywidualna. Może i Twojej córce wyjdzie to na dobre, choć rozumiem czemu teraz jest to dla niej takie bolesne. Może niech spróbuje jak będzie trochę starsza nawiązać przyjaźnie z chłopakami, ich relacje są znacznie prostsze.
    Pomysł nauczycielki na integrację dzieci jest trochę nietrafiony. Nie rozumiem zmuszania dziecka do integrowania się z kimś, z kim wcale nie chce tego robić. To kompletnie bez sensu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja chodziłam do trzech! Z pierwszej mama mnie wypisała, bo był właśnie poważny problem z koleżeństwem. Do drugiej wkroczyłam w szóstej klasie na półtora roku, byłam tam krótki, ale to właśnie tam, w zgranej niby klasie, bardzo ciepło mnie przyjęto!!!
      Przesadzanie w klasie rodzice naszych dzieci uważają za wspaniały, więc nie wiem....Gdyby nie wasze wszystkie komentarze pod tym postem i poprzednim chyba bym myślałam, że to ja jestem nienormalna!

      Usuń
    2. To ja jeszcze dodam, ze w szkole to ja mieszkalem. Na dole byla szkola a na gorze mieszkania. Moze to dlatego wszyscy sie ze mna chetnie bawili, bo wiedzialem jak dostac sie do sali z pilkami;) no przesadzac co jakis czas to tragedia. Siedziec z kims kogo sie nie lubi to wielka kara, a wszystkich lubic sie nie da.

      Usuń
  29. Ech, generalnie rozumiem, że wychowawczyni w taki sposób chciała zintegrować klasę, że ta "wymiana" miała temu służyć... Tyle, że w teorii wszystkie pomysły są świetne, czasami jednak praktyka pokazuje co innego. Mam tu jednak trochę pytań, bo chyba nie wszystko rozumiem :) Bo to, że innym mamom nie przeszkadza, no to ok, ale jak inne dzieci reagują na te zmiany cotygodniowe? I w czym generalnie jest problem u Izy? W tym, że siedzi na lekcji z kimś, kogo nie specjalnie lubi, czy o to, że na przerwach nie ma się z kim bawić? Absolutnie rozumiem, że siedzenie z kimś, kogo nie darzy się sympatiom przez cały tydzień na każdej lekcji, może wpływać negatywnie na Jej samopoczucie i nastrój. Tylko ciekawi mnie, jak wyglądają przerwy? Czy na nie przenosi się to z kim kto aktualnie siedzi w ławce?

    Myślę, że generalnie najwięcej powinnaś pracować z Izą. Często będzie tak, że okoliczności nie zmienimy, bądź nie będziemy miały na nie wpływu... A umiejętność adaptacji i radzenia sobie ze stresem to w tych czasach naprawdę umiejętność na wagę złota.

    Eliza miała jedną wychowawczynię przez 4lata i bardzo fatalnie wspominam ten czas. Może u nas nie do tego stopnia, że była niechęć do szkoły, ale we mnie jako mamie, nie raz się buzowało! I to był pedagog z wieloletnim doświadczeniem... Także ten...

    Trzymam za Izę kciuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba walnęłam byka przy wyrazie "sympatia" :)

      Usuń
    2. Nie wiem jak reagują inne dzieci, poza tym, że im nie wesoło kiedy siedzą z kimś kogo nie lubią. Iza ma problem z tym, że często siedzi z dziewczynką, która jej dokucza! Kłopot też w tym, że na przerwach czasem nie ma się z kim bawić, bo wtedy jest "tą trzecią" :( Rozsadzanie nie ma sensu, bo dzieciaki i tak bawią się z kim chcą, a na dodatek nie mają poczucia stabilizacji :(

      Usuń
  30. Moja córka jest w zerówce i już teraz nie radzi sobie w zabawie z niektórymi koleżankami, i bardzo to przeżywa. Ja akurat w szkole zawsze miałam koleżankę do ławki, jednak pamiętam w starszych klasach podstawówki pani sadzała mnie z "niegrzecznymi" kolegami, to było bardzo męczące. Wiem też, że dzieci już w młodszym wieku potrafią być bardzo przykre, dlatego w pełni rozumiem Twoje niezadowolenie z pomysłu wychowawczyni. Zresztą dla pierwszaków to ja bym wolała coś stabilnego, a nie taką karuzelę co tydzień!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niby ma być rotacja, a córka często trafia na jedną dziewczynkę, która dokucza!

      Usuń
  31. Też bym nie chciała zmieniać towarzystwa w ławce co tydzień! Doskonale rozumiem Twoją córe, a wychowawczyni chyba nie wie na czym polega zawieranie przyjaźni w dzieciństwie...

    OdpowiedzUsuń
  32. Moja Izka na szczęście jeszcze do szkoły nie chodzi i daleko jej do tego, ale też uważam, że takie przesadzanie w ławkach to niezbyt dobry pomysł, szczególnie dla osób nieśmiałych, które ciężko zawierają nowe przyjaźnie. Sama byłam taka nieśmiała i miałam jedną super koleżankę, z którą siedziałam przez wszystkie lata. Lepiej mieć jedną fajną przyjaciółkę, niż 10 koleżanek, przy których czujesz się jak to piąte koło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie! Jak już załapie lepszy kontakt z kimś to za tydzień już z nim nie siedzi! A w końcu to w ławkach spędzają najwięcej czasu!

      Usuń
  33. Wyobrażam sobie, jak jest Ci trudno, tym bardziej, że to dopiero początek szkoły. Ja przez całą podstawówkę miałam przyjaciółkę. Byłam z nią bardzo blisko. Nasze rodziny się przyjaźniły, spotykaliśmy się nawet w święta. Tymczasem na wakacjach między 7 a 8 klasą coś się zmieniło. Wróciłam do szkoły i nie miałam przyjaciółki. Nie miałam z kim siedzieć. W liceum sytuacja się powtórzyła, tyle, że tym razem zostałam "porzucona" dla chłopaka - mojej pierwszej młodzieńczej miłości. Oj, bolało. Chyba do dziś boli. Ale nie ma tego złego. W IV klasie liceum związałam się bliżej z jedną z koleżanek i do dziś mam, cała nasza trójka, ma wspaniałą przyjaciółkę. Jedyną w moim życiu, ale sprawdzoną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Liczę na to, że jeszcze się coś zmieni :) Dzieciaki się zmieniają, dojrzewają :)

      Usuń
  34. Musiało być to bardzo przykre :(
    Na szczęście ja w szkole miałam luz i byłam w 70 % lubiana..Wiecie nie pochodziłam z bogatej rodziny nie miałam markowych rzeczy ...Rodzice rozwiedzeni..Mama sprzątaczka tata były policjant..To miałam koleżanki na swoim " poziomie " ...A te 30 % to były hmmm kujonice z bogatych domów ....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja nie miałam markowych ciuchów, rodzice rozwiedzeni :) Mam nadzieję, że córka jeszcze się z kimś w szkole zaprzyjaźni! Póki co ma przyjaciółkę poza szkołą,a ja z nią dużo rozmawiam :)

      Usuń
  35. Za czasów podstawówki chodziłysmy trzy z jednego bloku do tej samej klasy, kolegowałysmy się także poza szkołą i myślę, że czasami każda czuła się jak "ta trzecia" i ja także.

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja właśnie stoję przed wielkim dylematem. Junior ma ukochanego kolegę w przedszkolu, ale przeprowadziliśmy się i wygodniej mi byłoby zmienić przedszkole na to bliżej domu, w innej części miasta. Wiem jednak, z czym to się wiąże dla juniora i wciąż mam dylemat.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli masz gwarancję, że potem pójdą razem do szkoły to może warto ich nie rozdzielać? :)

      Usuń
  37. Na pewno córka znajdzie koleżankę ;) a rozmowa to podstawa :) Ważne że ma kochających się rodziców którzy ja wspierają :)

    OdpowiedzUsuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka