Lektury dla SZEŚCIOLETNICH pierwszaków - JUŻ?

Jakiś czas temu dostaliśmy od wychowawczyni naszej córki listę z lekturami, które dzieciaki będą przerabiać w semestrze wiosennym. Tak, dobrze czytacie. Chodzi o tradycyjne szkolne lektury. Dla przypomnienia - córka moja lat obecnie 6,4 jest w PIERWSZEJ klasie szkoły podstawowej!
Pierwszym szokiem był sam fakt, że maluchy mają ogarnąć te kilka książeczek na tyle, by zrozumiały o co w nich chodzi, zapamiętały jak najwięcej treści.

Moja córka, jak wiecie, radzi sobie z czytaniem bardzo dobrze. Pochłania książki w ogromnych (jak na jej wiek!) ilościach i dwa tytuły z otrzymanej listy mamy już "zaliczone" całkiem przez przypadek. Niemniej jednak czyta książki, które sama wybiera. Wtedy właśnie sprawia jej to tak ogromną frajdę. Kiedy usłyszała, że mamy przeczytać to i tamto, cóż... nie spieszyło jej się do tego.
Bo wiecie jak to jest: wszystko jest fajne dopóki nie ma przymusu!

Często, gdy czyta sobie jakąś książkę cieńszą lub grubszą, pytam czy pamięta o czym ona jest. Jak się możecie domyślać nie zawsze odpowiedź jest twierdząca. Co w takim razie będzie w przypadku książek, które MUSI przeczytać?

Czytanie nie sprawia młodej żadnej trudności. Taka już jest. Jednak potrafię się postawić w sytuacji rodziców, których dzieci ledwo składają zdania, a w tym wieku nadal mają do tego prawo. Rozumiem też rodziców, których maluchy po prostu nie lubią czytać. Wiadomo przecież, że zmuszać nie można, bo córka/syn się zniechęci i wtedy będzie dopiero kłopot.
Zatem pytam: co w takiej sytuacji mają zrobić rodzice? Jak zachęcić, przekonać dzieciaczki do konkretnych książek, które niekoniecznie przypadną im do gustu?

Nie wiem jeszcze do końca jak to "przerabianie" lektur wyobraża sobie nasza wychowawczyni. Wiadomo, że dzieci nie przeczytają raczej tych pozycji samodzielnie. Ile mają wobec tego z nich zapamiętać?
Póki co tylko my (nasza szkoła) stoimy przed takim wyzwaniem. W szkole przyjaciółki córki i szkole mojego siostrzeńca nic o lekturach na razie nie słychać.

Osobiście uważam, że to małe przegięcie. Mimo, że w czasach naszej edukacji lektury w I klasie również były, to my byliśmy jednak o ten rok starsi. Spora część dzieci ledwo składa zdania. Z trudnością czyta dłuższe i bardziej skomplikowane wyrazy. Jak zatem poradzą sobie z książką pisaną wierszem lub językiem staropolskim-archaicznym?
Dla mnie to absurd, by dzieciom, które jeszcze dobrze nie piszą i ledwo czytają narzucać obowiązkowe lektury. Może jestem w błędzie, ale to są jeszcze maluchy, które w większości przypadków nie mają skończonych siedmiu lat!

Chciałybyście wiedzieć o jakie książki konkretnie tyle szumu?

Oto one:
"120 przygód Koziołka Matołka" - Kornel Makuszyński - tata córce przeczytał ową lekturę. Nie wiem ile Izka z tego pamięta. Za to córka znajomej po przeczytaniu tego tytułu przeżywała ogromnie fakt, że koziołkowi odrąbali głowę - śniło jej się, że takie odcięte głowy przyszywała swoim dziadkom!

"Plastusiowy pamiętnik" Maria Kownacka - książka dość sporej objętości, nie wiem jak poradzą sobie z nią nasze sześciolatki (w kwestii zapamiętania historii rzecz jasna)!

"Szewczyk Dratewka" Janina Porazińska - znalazłam stronę, na której opracowano przykładowe pytania, które są z dziećmi przerabiane a propos tej właśnie lektury KLIK. Ilość zagadnień daje do myślenia jak wiele szczegółów muszą zapamiętać dzieciaki z tekstu!

"Jak Wojtek został strażakiem" Czesław Janczarski - książka, którą ostatnio widzę dosłownie wszędzie. Córce średnio się spodobała :(

Wiersze: Julian Tuwim "Słoń Trąbalski", "Abecadło", "Lokomotywa"
Jan Brzechwa : "Pali się", "Jajko", "Globus"

Wiersze moja córka akurat bardzo lubi Czytałyśmy je wielokrotnie, ale nie wiem ile z nich pamięta...
Jak widzicie może i nie jest to lista strasznie długa, ale jednak co nieco trzeba przyswoić. Wciąż mówimy o sześciolatkach, rzadko których czytających płynnie. Moim zdaniem nie potrafią się one jeszcze skupić przy czytaniu dłuższej książki, by zapamiętać z niej całkiem sporą ilość zagadnień!

A co Wy myślicie o lekturach w klasie pierwszej w przypadku 6-letnich pierwszoklasistów?
Ja się zastanawiam, czy już zacząć z córką ćwiczyć tabliczkę mnożenia i ułamki...
ŻART OCZYWIŚCIE, ale kto wie na ile stanie się on niebawem prawdziwy...

65 komentarzy :

  1. Nam nie dali takiego spisu. Uważam,że to lekka przesada! U nas w klasie jest sporo dzieci, które dopiero uczą się czytać, pisać również. Ale właściwie to mnie już nic nie zdziwi:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie!!! U nas też sporo dzieci dopiero uczy się czytać :(

      Usuń
  2. Ja patrzę z perspektywy mojej Młodej uwielbiającej czytać i zapamiętującej nawet z dłuższych opowieści dość sporo...
    Ciężko mi się wypowiedzieć na ten temat:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nasza córka tez już czyta samodzielnie całkiem pokaźne książki, ale stawiam się w sytuacji tych rodziców, których dzieci dopiero składają pojedyncze zdania!

      Usuń
    2. Gdzieś ostatnio czytałam, że dzieci w przedszkolu chyba- jak pani zaczęła im czytać książkę zaczęły pytać kiedy skończy bo chcą się bawić...smutne to.
      Ja od zawsze uwielbiałam książki i naprawdę ciężko mi się postawić w sytuacji kiedy dziecko czytać nie lubi :)

      Usuń
    3. Bo tak to niestety wygląda....dzieci sa takie, które nie lubią czytać, wtedy jest płacz, zniecierpliwienie...

      Usuń
    4. Może nie ma się co chwalić, ale ja chyba nie przeczytałam więcej niż 5 lektur w całej swojej edukacji, a maturę jakoś zdałam i teraz książki uwielbiam czytać.

      Usuń
    5. Ha ha :) Mam tak samo jak Ty :)))))

      Usuń
  3. Ooo, Plastusia pamiętam! :) Ale my przerabialiśmy go w zerówce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Plastusia chyba każdy zna :)

      Usuń
    2. Plastusia dostałam na zakończenie przedszkola :)

      Usuń
  4. Ja też uważam, że to gruba przesada. Osobiście nauczyłam się czytać w wieku 5 lat, od samego początku szło mi to płynnie i nie sprawiało żadnych trudności - ale w podstawówce miałam też kolegów, którzy nawet i w drugiej klasie nie potrafili łączyć ze sobą poszczególnych sylab (nie mówiąc już o zapamiętywaniu czegokolwiek i czytaniu ze zrozumieniem). Wiadomo, że w końcu trzeba się tego nauczyć - ale tak wcześnie? Szkoła ma chyba zbyt wygórowane wymagania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Otóż to! Też wiem o dzieciach, które są starsze od mojej córki, a w połowie nie czytają tak jak ona :( Co mają zatem począć z takimi lekturami? :(

      Usuń
  5. Moja Zośka też w pierwszej klasie, ale żadnego spisu lektur nie dostaliśmy. Wiem, że pani "przerabiała" już z dziećmi Plastusiowy pamiętnik, ale polegało to na tym, że pani czytała dzieciom fragmenty, puszczała bajki, a potem bazując na tym, dzieci rozmawiały na różne tematy i robiły prace plastyczne. Myślę, że wszystko zależy od nauczyciela i tego, jak zorganizuje dzieciom okołolekturowe aktywności. Szczegółowa znajomość treści chyba nie powinna być tu warunkiem koniecznym, bo jak mówisz, dzieci same ledwo czytają, a nawet jeśli czyta im rodzic, to te dzieciaki nie potrafią się zbyt długo skupić na słuchaniu, już nie mówiąc o zapamiętaniu treści. A swoją drogą - nie myślisz, że dobór lektur jest przestarzały?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie "przerabianie", o którym wspomniałaś jest całkiem OK. Wspólne czytanie, rozmowy, rysunki...
      Tak, moim skromnym zdaniem niektóre starocie mogliby sobie darować, ale są takie klasyki, które chyba pozostaną wieczne :)

      Usuń
  6. U nas na szczęście nie ma, choć czytanie synowi idzie opornie szczególnie to co musi czytać. Ale plus mamy taki, że jak mu przeczytam to dużo pamięta. Zaś starszemu synowi ułatwiamy sprawę i ściągamy ebooki, bowiem on i tak nic nie pamięta z tego co czyta ale za to gdy usłyszy książkę i potem ją czyta ( żeby ćwiczyć) to nie robi błędów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie ebooki nie przejdą, bo córka to prawdziwy mól książkowy, który musi ją czuć w czasie czytania :) Zapamiętała bardzo dużo z Koziołka - właśnie ja przepytałam, ale mimo wszystko....

      Usuń
  7. Mój jeśli chodzi o treść nie miałby problemu z zapamiętaniem, ale mimo, że czyta bardzo dobrze to chyba by mnie wyśmiał jakbym mu kazała przeczytać "Plastusiowy Pamiętnik" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Młoda właśnie została przepytana i jestem zaskoczona, że pamięta wiele szczegółów, ale jak będzie z dość grubym Plastusiem.... się okaże :) Zwłaszcza, że tego za jednym "posiedzeniem" nie przeczytamy :) A w międzyczasie czyta kilka innych :)

      Usuń
  8. Ja właśnie 'nie posłałam' mojego przedszkolaka (dziecię będzie 6 letnie we wrześniu) do szkoły od przyszłego roku szkolnego, a pani dyrektor szkoły rejonowej, która chciała nas na zebraniu w przedszkolu przekonać do innej decyzji twierdziła, że dzieci poznają wszystkie literki aż do czerwca - na co jedna z mam mających dziecko właśnie w tamtejszej 1 klasie powiedziała, że wychowawczyni się już w październiku skarżyła, że dzieci nie znają liter i ma problem z nauką czytania!!! Pani dyrektor miała ochotę zapaść się pod ziemię. Przy takich metodach lista lektur mnie absolutnie nie dziwi. Fajnie, że twoja córa tak sobie z tym czytaniem radzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta Pani dyrektor to chyba jakaś tępa była! Myślała, że w dobie internetu, plotek i całej tej technologii w rozpowszechnianiu informacji i przekazywaniu sobie nawzajem nie dowiecie się jak jest naprawdę? :)

      Usuń
  9. "Plastusiowy pamiętnik" to jedna z moich ukochanych książek dzieciństwa- chętnie bym znowu ją przeczytała :). Też chciałam mieć Plastusia w piórniku, ale nikt mi go nie chciał zrobić :).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może Gaja Ci zrobi? :) Jak chcesz to "wpadnij" przeczytać Plastusia mojej córce :)

      Usuń
  10. Rozmawialam ostatnio na ten temat z kolezanka. Mowila jak to w szkole wymagaja zeby jej 8 letnia corka sama wypracowania pisala, ale konczy sie to na tym, ze mama musi je pisac bo mala sobie nie radzi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja córka jest bystra i dobrze sobie radzi w szkole, ale jakoś nie wyobrażam sobie, by mając osiem lat samodzielnie napisała wypracowanie.....

      Usuń
    2. Nie radzi sobie, przez nauczyciela. Prawda jest taka, że nauczyciele powiedzą kilka zdań odnośnie pisania wypracowań, co musi się znaleźć i albo pokażą dziecku jak się za to zabrać albo nie. Dlatego dzieci mają taki problem.
      Pamiętam swoją bratanicę- ile ona łez wylała! Nie jestem za tym, by wyręczać dziecko w zadaniach, ale żeby nakierować.
      U Nas zadziałał jeden sposób. Zapisywałyśmy sobie temat wypracowania i rozmawiałyśmy. Bratanica zapisywała sobie w punktach poszczególne myśli, by nie zapomnieć. Początkowo razem z Naszych notatek pisałyśmy wypracowanie (podpowiadałam, gdy potrzebowała pomocy), później ze zrobionych notatek sama pisała wypracowania i dawała mi do sprawdzenia. Z czasem już nie potrzebowała pomocy :)

      Ale znam też przypadek, gdzie dziewczynka siedzi przed telewizorem, a wypracowania przygotowuje jej mama...

      Usuń
    3. Ja tez nie jestem za wyręczaniem dziecka, bo to jest krzywda dla niego :( Pomóc, wytłumaczyć, nakierować - owszem, ale nie robić coś za dziecko!

      Usuń
  11. choć mam swoje lata chętnie czytam bajki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak jak ja :) A jestem starsza od Ciebie :)))

      Usuń
  12. Mój siedmiolatek również jest w klasie pierwszej i ma za sobą lekturę Kopciuszka... Była ona zadana do przeczytania na przerwę świąteczną i mocno ten fakt zaskoczył rodziców bo jeszcze wtedy dzieci nie przerobiły wszystkich liter... Aktualnie mamy ferie i kolejną lekturę do przeczytania "Najmilsi" i nadal dzieci nie poznały wszystkich liter. Dla mnie to dziwna sytuacja, o ile mój syn nieźle radzi sobie z czytaniem to znam dzieci z jego klasy, które mają z tym duży kłopot.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie jest tak samo u nas - spora część dzieci nie radzi sobie z czytaniem.... Widzisz, co szkoła to nawet inne lektury jeśli w ogóle są! U nas w wykazie nie ma Kopciuszka, a książka "Najmilsi" to nawet nie kojarzę ;)

      Usuń
  13. Żadnego wykazu nie dostaliśmy. Pani wypozycza każdemu dziecku książkę i daje do przeczytania według tylko sobie znanego schematu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, myślałam, że wykaz idzie odgórnie :)

      Usuń
  14. Te lektury nie są wcale takie straszne, a w czytaniu i rozumieniu ich mogą pomóc rodzice. Niektóre bajki zamiast czytać można obejrzeć wystarczy znaleźć je na youtube. Chodząc do szkoły nauczycielka czesto puszczała filmu zamiast czytania książek. :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja myślę, że mimo wszystko to lekka przesada. Kocham książki i mój synek również ale to nie oznacza, że kiedy dziecko idzie do szkoly to nagle tyle ma na niego spaść nowych obowiązków.

    OdpowiedzUsuń
  16. zaskoczył mnie i zmartwił ten Twój tekst (i większość komentarzy) - według mnie problem nie tkwi w lekturach proponowanych pierwszakom, nawet sześcioletnim[lista jest bardzo dobra i tylko trichę przestarzała ;)] - kłopot w tym, że książek nie powinno się "przerabiać"!
    dzieci powinny czytać nie tylko to co same wybiorą, ale także to co wskażą autorytety - czytać, chłonąć, przezywać, dyskutować o treści, ale nie koniecznie zapamiętywać szczegóły - czekam niecierpliwie, kiedy takie podejście stanie się popularne w polskich szkołach

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że dorosły "powinien" podpowiedzieć dziecku co ma czytać :) jednak niektóre tytuły powinny zostać zastąpione nowszymi. Poza tym w kwestii lektur nauczyciele przeważnie trzymają się dokładnie wytyczonych zagadnień i tak lektury są "przerabiane" :(

      Usuń
  17. Powiem szczerze, że lista lektur jest fajna ale... Niestety dla 6-latków chyba jednak za trudna. Narzucanie dzieciakom kanonu lektur może skutkować zniechęceniem do czytania na resztę życia

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja też w pierwszej klasie musiałam czytaj lektury i wspominam to bardzo miło. Często było tak, że czytaliśmy na głos, w klasie, całą książkę. Tego akurat bardzo nie lubiłam. Mieliśmy nawet takie specjalne zeszyty ćwiczeń poświęcone lekturą. Pamiętam, że właśnie w pierwszej klasie zakochałam się po uszy w Słoniu Trąbalskim. Niektóre dzieci jednak nie czytały tych lektur, nie zapamiętywały z nich nic a wszyscy mieliśmy już te siedem lat. W przypadku sześciolatków sprawa jest jeszcze trudniejsza. To niby tylko rok różnicy, ale w przypadku dzieci to bardzo dużo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. otóż to, ten rok różnicy to BARDZO dużo!

      Usuń
  19. Ja stoję przed decyzją szkoła czy przedszkole. Ciągle jestem na rozdrożu a takie informacje nie działają na korzyść szkoły. Córka zna literki, czyta sylaby i proste słowa.Jak czytamy książeczki to pytam ją o treść i czasami pamięta nawet jakieś szczegóły, ale są dni, ze prawie nic nie zapamięta. Trudny orzech do zgryzienia...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od dziecka przede wszystkim, ale też od szkoły, do której możesz je posłać! Nie sugeruj się opiniami z innych szkół ;) Każda jest inna!

      Usuń
  20. Ja wypowiem sie jako nauczyciel edukacji wczesnoszkolnej. Z tymi lekturami to jest tak, że każdy nauczyciel dobiera sobie lektury tak jak uważa, dobiera je odpowiednio do możliwości swoich wychowanków. I czasami zdarza się tak, że jedna klasa przerabia Koziołka Matołka w I klasie, a inna klasa dopiero w II. Wszystko zależy od nauczyciela. Ja jednak uważam, ze klasa I to zdecydowanie za wcześnie na czytanie lektur, które Ty wymieniasz. U nas w szkole zazwyczaj I klasa przerabia krótkie wiersze. A od II klasy zaczynają się typowe lektury...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może klasa mojej córki wykazuje predyspozycje do tego typu działań, nie wiem, ale jednak tytuły tych lektur uważam za zbyt ciężkie...potem snią im się babcie z odrąbanymi głowami :(

      Usuń
  21. Wdług mnie to zupełnie za wcześnie na te lektury... Jak powiedziałaś one nie umieją płynnie czytać i pisać więc jak same mają sobie poradzić z cztaniem lektury a co dopiero zapamiętaniem fabuły :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Czytanki do domu dostają bardzo krótkie, bo nie wszyscy sobie radzą z długimi tekstami,a tu nagle lektury....

      Usuń
  22. Dlatego właśnie zastanawiam się nad pozostawieniem młodej w zerówce. Widzę, jak duża różnica jest pomiędzy nią a pozostałymi dziećmi. Niektóre składają zdania, czytają, a moje dziecko w ogóle o tym nie myśli ... chce się bawić. Każde dziecko jest inne i niestety nie da się dobrać odpowiednio materiału by odpowiadało nie tylko dziecku ale i rodzicom.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie tak! Dlatego trzeba się sugerować zdolnościami swojego dziecka :)

      Usuń
  23. Fakt, szaleństwo z tym wszystkim...ale ja pamiętam, że rownież w pierwszej klasie miałam już lektury. Z czasem dzieci nauczą się zapamiętywać i wyciągać wnioski - a to między innymi ma ich właśnie tego nauczyć

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja wszystko rozumiem, ale my byliśmy o rok starsi, a to w przypadku dzieci w tym wieku bardzo duża różnica :(

      Usuń
  24. Uważam, że dla pierwszaków jest to za dużo lektur. Prawda jest taka, że nie wszystkie dzieci radzą sobie z czytaniem i to rodzice muszą czytać. Jeden plus tego jest taki, że w ciągu dnia, rodzic musi znaleźć czas by usiąść i poczytać dziecku- zawsze to wspólnie spędzony czas. Dla niektórych dzieci (których rodzice są zaganiani) jest to ogromna radość- rodzic poświęca chwilę dziecku. Minus jest taki, że nie zawsze tak jest i dziecko się zniechęca do książek i do czytania.
    Byłam wychowawczynią II klasy i na zebraniu rodzice również pytali dlaczego tak dużo lektur jest. Oczywiście wyjaśniłam, że tak naprawdę nie ode mnie to zależy i prosiłam rodziców, by sami zachęcali dzieci do czytania, by również im w tym pomagali. Ja- by nie zrazić dzieci do lektur, poświęcałam godzinę w tygodniu na zajęcia w kąciku książek. Dzieci prowadziły swoje zeszyty, w których krótko opisywali swoimi słowami o czym była ostatnio przeczytana książka/lektura, opowiadali ulubioną scenę i tworzyli własną okładkę. Efekt tego był taki, że dzieci zaczęły się nawzajem słuchać, wypytywali kiedy wybieramy się do biblioteki, a i z czytaniem była u niektórych ogromna poprawa, a rodzice na zebraniu byli zadowoleni. U większości pojawił się rytuał, który zaproponowałam- jednego wieczoru czytali rodzice, kolejnego czytało dziecko, bądź opowiadało co wydarzyło się w książce. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. twój sposób na lekturę bardzo mi się podoba :))) Takie zdrowe podejście! U nas dzieci też wykonywały prace plastyczne na temat Koziołka :) Mimo wszystko sześć lat to trochę za mało....niektórzy naprawdę jeszcze kiepsko sobie radzą z czytaniem :(

      Usuń
  25. Moim zdaniem książka "Jak Wojtek został strażakiem" nie powinna już być w wykazie lektur szkolnych, nie znam dziecka, któremu by się ona podobała, a i mało dorosłych miło ją wspomina. Zdecydowanie jestem na tak z Plastusiowym pamiętnikiem i Koziołkiem, te lektury są nieśmiertelne w swoim przekazie, zastanawiam się tylko czy już powinny być od pierwszej klasy. Wiesze jak najbardziej tak, jest tyle możliwości zapoznania i zabawy podczas lekcji z nimi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiersze owszem, bo sa krótkie, fajne, zabawne i jednocześnie z morałem :)

      Usuń
  26. Mój syn (5,2) bardzo lubi głośne czytanie. Sam na razie nie czyta, poza tytułami, z tym akurat sobie radzi. Zostanie w zerówce pewnie kolejny rok, skoro przymusu wysyłania 6-latków nie ma, bo nie wyobrażam sobie jego i np. "Plastusiowego pamiętnika"... Mimo wszystko, jest tego trochę. Choć ja czytałam od zerówki i nie miałam problemów z połykaniem grubych lektur.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda? Plastuś to za gruba książka :(

      Usuń
  27. Ja myślę, że lektury są dobre dla dzieci w każdym wieku. Ale czy aż tyle ? Nie rozumiem też oczekiwania by dziecko miałoje samo czytać. Przecież to szkoła jest od nauki i może tam powinny być czytane skoro dzieci nie dają rady. Jedne maluchy uczą się szybciej inne wolniej i po to idą do szkoły by to wyrównać, a nie robić tym drugim zaległości poprzez zawyżone wymagania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie!!! jeśli chcą nauczyciele dawać lektury to mogłoby to być na zasadzie wspólnego czytania podczas zajęć, przecież i tak nie ograniczają ich dzwonki a ni wymiana nauczycieli po każdym z nich! Mają więc czas :)

      Usuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka