Nie pomagam córce w lekcjach

Kilka rozmów ze znajomymi mamami uświadomiło mi parę spraw. Wiadomo, że fajnie się spotkać i pogadać na tematy inne niż dzieci, przedszkole/szkoła, ale czasami się po prostu nie da. A z kim najlepiej się rozmawia o książkach, nauczycielach i zadaniach domowych? No jasne, że z inną mamą :)
Jak wiecie doskonale moja córka czyta płynnie. Książki to jej miłość. Jedna ze znajomych uświadomiła mi, że to dlatego nie spędzam z nią tyle czasu przy lekcjach, bo ona nie musi przećwiczyć w domu zadanej z elementarza czytanki. Racja. Dotarło to do mnie. Do tej pory po prostu uznawałam za normalne fakt, że czytania ćwiczyć nie musimy. Wręcz poprosiłam córkę, by nie dźwigała niepotrzebnie książki ze szkoły skoro czyta praktycznie perfekcyjnie. Jednak nie pisze tego, by się chwalić...


W trakcie różnych rozmów z mamami z naszej klasy i innymi z innych szkół zawsze twierdziłam, że nasze dzieci wcale nie mają dużo zadań domowych. Jednak kolejna ze znajomych mam przekonała mnie, że myślę tak dlatego, gdyż nie muszę spędzać całego popołudnia pomagając mojej uczennicy w jej pracach.  Młoda chodząc na drugą zmianę odrabia lekcje następnego dnia, bo po 17-tej jej mózg nie pracuje już na odpowiednich obrotach. Odziedziczyła to po mamusi. Wieczorna nauka nigdy nie była moją mocną stroną :)

Tak więc po porannej sesji z bajkami, śniadaniu i wszelkich obowiązkach siada do biurka po czym odrabia lekcje. Często jest tak, że JEŚLI nie potrzebuje mojej pomocy, wcale do niej nie zaglądam. Wychodzę z założenia, że tak długo dopóki sobie radzi sama, nie wtrącam się i nie sprawdzam jak zadanie wykonała. Moim zdaniem nauczy się w ten sposób ponoszenia konsekwencji, odpowiedzialności i pracowania nad własnymi błędami.
Pomyślicie pewnie sobie: "wyrodna matka"! Owszem, czasem śmieję się i sama tak o sobie mówię. Gdy dzwoni koleżanka z pytaniem o coś, co dziewczynki mają zadane w książce, a ja nawet nie wiem o co chodzi... takie klimaty. Sporadycznie rzecz jasna zaglądam córce do zeszytów.

Czasem, gdy Iza sobie z czymś nie radzi moją pierwszą reakcją jest: "spróbuj najpierw sama". Jeśli mimo to nie daje rady, wtedy wkraczam. Podpowiadam, tłumaczę, ale nigdy nie robię zadania za nią. Jeśli prosi bym sprawdziła, czy zadanie jest zrobione poprawnie - rzecz jasna sprawdzam. Ale często jest tak, że gdy odrobi pracę domową chowa książki do tornistra, a ja tylko pytam czy wszystko spakowała przed wyjściem do szkoły.
Nigdy jej nie "cisnę". Wiem, że lepiej sobie radzi z czytaniem i nauką wierszy na pamięć, a dodawanie to z kolei jej słabsza strona. Co z tego, że nadal dodaje na paluszkach? Nie będę jej nękać, żeby wreszcie to zmieniła. Na wszystko przyjdzie pora. Będzie gotowa, to się nauczy :) Z rozpoznawaniem godzin na zegarze też nadal ma kłopoty, ale ze spokojem - i na to przyjdzie czas. Jest typem dziecka, które gdy nadejdzie odpowiedni dla niej moment po prostu nagle załapuje i już.
Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie stoję nad nią w czasie odrabiania prac domowych! Ona tego nie lubi :)

Może i wypadam blado na tle mam, które co do kropki wiedzą o tym, co się znajduje w książce i zeszycie dziecka, ale nie martwi mnie to! Nie porównuję córki do innych dzieci, więc i ze sobą tego nie robię. Jeśli młoda zacznie mieć z czymś kłopoty, doskonale wie, że może na mnie liczyć. Póki co, cieszę się, że sama sobie radzi i oby tak zostało jak najdłużej! Pamiętajmy, że każde dziecko jest inne i w czym innym przejawia większe zdolności. My np. zdecydowanie nie nadajemy się do prac plastycznych.

A jak jest u Was? Dzieci sobie radzą samodzielnie? Kontrolujecie ich zeszyty, czy tylko pilnujecie, by pamiętały o odrobieniu lekcji i spakowaniu plecaka?

51 komentarzy :

  1. Z córką miałam tak samo i mam, choć to już licealistka.Z chłopakami sprawa wygląda już inaczej, bo oni zapominają, że mieli coś zadane (!), albo mają tyle innych, ciekawszych zajęć, że ta praca gdzieś umyka... - wolę więc sprawdzić, podstawić pod nos niż później oglądać czerwone wpisy w zeszycie "Brak pracy domowej!" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytać tez pytam! Na razie ma taki odruch , ze od rana sama startuje do biurka i robi prace, ale to też dopiero druga klasa :)

      Usuń
  2. Uważam, że robisz słusznie:)
    Nie wyobrażam sobie odrabiać lekcje ZA dziecko!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ZA dziecko - absolutnie nie, ale pewnie przyjdzie czas, że materiału będzie więcej i będzie trudniejszy to wtedy w razie potrzeby jej pomogę ;) Ale póki daje radę sama niech się uczy samodzielności :)

      Usuń
  3. aż ci zazdroszczę !
    niestety lub staty, moja Młoda chodzi do szkoły gdzie nauczyciele mają bardzo duże wymagania.
    I tak np. we wtorki ma lekcje do prawie 15, potem dwie godzinki sietkówki i wraca do domu po 17.
    a prac domowych tona, masa... po dwie strony z każdego przedmiotu (matma, przyroda, angielski) z innych się jeszcze litują nad dzieciakami, klasówki i kartkówki wyskakują jak z karabinu maszynowego.
    Obie czasami chcemy się pozagryzać i mamy dość, bo jednak lekcje odrobione być muszą ...
    czasami mają takie zawiłe zadania, że nie tylko siedzę nad nimi ja ale także Daniel i mój brat z narzeczoną :D koszmar jednym słowem :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, moja jest młodsza od Twojej, nie wiem co mnie czeka w kolejnych latach..... :) Na razie korzystam z jej samodzielności :)

      Usuń
  4. Jak bym mogła tez bym tak robila, niestety mój syn zmaga się z niepełnosprawnościa umyslowa, siedzimy nad zadaniem oboje - czasem po 5 godzin i to właśnie dlatego ze chce aby zrobił samodzielnie, bo mogła bym mu podyktowac - ale wtedy to całkowicie traci sens ... wiec tak sobie siedzimy i się uczymy razem ... od 14 do 19 ... przykre jest to ze nie zostaje mu już w ogóle czas na zabawę :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To jesteś kochana w nieco trudniejszej sytuacji..... Żal, że dziecko nie ma czasu na zabawę, to masakra! Ale to, że mu pomagasz, a nie robisz ZA niego - super :)

      Usuń
  5. Czasami trzeba się zaangażować, różnie to bywa, niekiedy zadania wymagają i mojej skupionej uwagi. Wiadomo, najlepiej jak dziecko samo pracuje, wejść tylko jak potrzebuje pomocy, ale niekiedy lekcje w szkole kończą się późno, do tego treningi, i już trzeba wspomóc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To fakt, wszystko zależy od zaawansowania zadania. Może jeszcze wiele przede mną :)

      Usuń
  6. Z matematyki tylko sprawdzam i chwalę gdy wszystko bezbłędne zrobi.Z polskim ma ten problem, że jest dyslektyczką i muszę ją kontrolować i pomóc czasami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde dziecko jest inne, radzi sobie lub gorzej z innymi przedmiotami :)

      Usuń
  7. U nas najczęściej Numer 1 robi lekcje sam. U siebie w pokoju, przy biurku. Przychodzi tylko, żeby mu sprawdzić czy dobrze zrobił :-) Chociaż ostatnio przyniósł takie zadanie z matematyki, że wymiękł, ja wymiękłam, ale na szczęście tata dał radę i młody za trzecim razem załapał o co chodzi. Także dużo zależy też od tego co dzieciaki mają zadawane. Jeśli coś z czym sam sobie poradzi, to się nie wtrącam :-) Ale czasem pomoc okazuje się niezbędna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeraża mnie to, że kiedyś młoda przyjdzie z czymś czego nawet ja nie będę potrafiła go rozgryźć :)

      Usuń
  8. My jesteśmy jeszcze na etapie przedszkola, więc wszystko przed nami. Wiem jednak z autopsji, że różnie to bywa - ja z siostrą odrabiałyśmy lekcje same, ale już nasz brat (zdolny, ale leniwy) wymagał ingerencji rodziców. Widzę też tutaj, w rodzinie męża - jedna z kuzynek całe popołudnia spędzała zdziećmi na odrabianiu pracy domowej,druga wcale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spędzane popołudnia na lekcjami zamiast zabawy czy spaceru to koszmar!

      Usuń
  9. U nas jest problem innej natury. Brak jasności w zadawaniu zadań do domu. Ani Pani się nie przykłada ani dzieci i w konsekwencji gdyby nie telefony między mamami dzieci nie miałby zadań odrobionych w ogóle. Nigdy nie wiemy co jest zadane, dopiero jak podzwonimy do siebie udaje się coś tam ustalić i złożyć w całość. Temat poruszany na zebraniach wielokrotnie, bez skutku :( Dziwne to bynajmniej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to faktycznie coś nie teges!!!! Współczuję!

      Usuń
  10. Wszystko zalezy od dziecka no i od samych zadan domowych. My zawsze bylismy zwolennikami samodzielnego odrabiania zadan domowych ale czasem po prostu dziecko ma cos trudnego, z czym sobie nie radzi albo wybitnie mu nie idzie ( nie chce sie znaczy), albo po prostu zadanie domowe wymaga udzialu rodzica. Inna sprawa, ze u nas tych zadan domowych jest jak na lekarstwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc dopóki radzą sobie sami to super, ale jak trzeba pomóc to nie ma wyjścia :)

      Usuń
  11. Sama doskonale pamiętam, że zadania domowe odrabialam sama. Nikt za mnie nie robił, mama przychodziła z pomocą, gdy jej potrzebowałam. Na początku mama sprawdzała czy zrobiłam wszystko i czy nie trzeba czegoś poprawić, później przestała to robić. Wiedziała że radzę sobie. I tak jak napisalas- nauczyłam się dzięki temu odpowiedzialności. Z czytaniem tez nie miałam problemów i nawet do dziś jak mama rozmawia z sąsiadką, wspomina jak sobie radzilam. Sama nie jestem za tym by wręczać dziecko... u sąsiadów lekcje odrabia babcia albo mama dziewczynki, która w tym czasie bawi się albo ogląda tv (niejednokrotnie to widzialam). Kiedyś nawet przyszli do mnie żebym pomogła z angielskim i wiesz jak to wyglądało? Podsuneli mi książkę i powiedzieli żebym to zrobiła. Wyobraz sobie moja minę. Powiedziałam ze mogę pomoc, podpowiedzieć, przetłumaczyć, ale nie zrobię tego zadania- bo to nie moja praca domowa . Obrazili się. ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kiedyś tez mieliśmy taki przypadek! Ktoś prosił o "pomoc" w angielskim , a okazało się, że liczył na odbiór gotowca!!! To już mega skrajne przegięcie, ale fakt jest taki, że niestety sporo rodziców odrabia lekcje ZA dzieci, bo wracając z pracy grubo po 18_tej nie mają czasu, by usiąść z dzieciakiem i tłumaczyć, wolą zrobić sami....tylko jak to dziecko potem sobie poradzi np na testach?? :(

      Usuń
  12. Gdy byłam mała, jeszcze zanim zaczęłam naukę mama poświęcała każdą wolną chwilę na naukę przez zabawę. Było czytanie, szlaczki, wierszyki, liczenie jajek itd. Do tego mam starszą siostrę, która uwielbiała bawić się ze mną w szkołę. Dzięki temu wszystkiego idąc do szkoły nie potrzebowałam pomocy w odrabianiu lekcji. Myślę, że tak samo było w Waszym przypadku. Nauczyłaś córkę się uczyć jeszcze zanim poszła do szkoły. Teraz ona radzi sobie świetnie a Ty możesz być o nią spokojna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mam nadzieję, że masz rację i z czasem nie będzie się to za bardzo zmieniać, choć na pewno przyjdzie moment, że będzie potrzebowała pomocy! Takie starsze rodzeństwo i zabawa w szkołę bardzo ułatwiają :)

      Usuń
  13. Zobaczymy, jak to będzie u nas. Podejrzewam, że po powrocie z pracy (planuję wrócić na etat do szkoły) też nie będę pomagać :) Zostawię to mężowi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ha ha :) U nas mąż będzie od nauk ścisłych :)

      Usuń
  14. Ciekawa jestem jak będzie u nas :) W tym roku mamy jeszcze fory, ale już w przyszłym będzie ciekawie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też jestem ciekawa jak będzie jak ilość materiału się zwiększy i będzie coraz trudniejszy :)

      Usuń
  15. Również uważam, że dobrze robisz nie pomagając. Skoro radzi sobie sama, to świetnie, uczy się samodzielności życiowej, która przyda jej się jak będzie starsza, również podejmowanie ważnych życiowych decyzji. A skoro tym bardziej nie lubi jak stoisz nad nią to po co ją stresować i zniechęcać do nauki tym wydaje się prostym faktem?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby jak najdłużej tak zostało, a jak będzie trudniej to pomożemy, wytłumaczymy, ale w granicach jej samodzielności :)

      Usuń
  16. Twoje zachowanie zaowocuje w przyszłości. Doskonale znam to z własnego życia. Moja mama miała takie samo podejście do mojej nauki jak Ty. Nie ślęczała nade mną tylko wierzyła, że dam sobie radę. Jeśli nie dawałam to dawała mi książkę w której znajdowałam odpowiedź. Dzięki temu wiem, że na wszystko muszę zapracować sobie sama. Może nie miałam najlepszych stopni, ale mam ogromną pasję i zawsze sięgałam więcej i dalej. Wiem też, że jestem w stanie osiągnąć wszytko sama. I wiem, że moja mama pozwoliła mi się uczyć na własnych błędach. Oczywiście płakałam jak dostałam 1 (jedną nawet ona sama mi postawiła), ale dzięki temu umiem radzić sobie ze stresem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, mam nadzieję, że masz rację :) Oby moja lub taty pomoc byłą potrzebna jak najrzadziej, ale jeśli córka będzie jej wymagać to wie, że może na nas liczyć :)

      Usuń
  17. My dopiero jesteśmy na etapie przedszkola, jednakże myślę że nie będę z córką siedzieć przy odrabianiu lekcji, bo się niczego nie nauczy. Wiadomo trudniejsze rzeczy trzeba wytłumaczyć, ale nie wolno siedzieć przy dziecku cały czas. Musi nauczyć się samo pracować, pamiętać co ma zrobić w domu, czy co ze sobą wziąć do szkoły. Ciągle wręczanie dziecka i pilnowanie go niestety ale zaowocuje w przyszłości negatywnie....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, pilnowanie też nie nauczy dziecka ponoszenia konsekwencji...Ostatnio młoda nie zabrała kluczyka do szafki i karty na stołówkę, sama zrozumiała swój błąd :)

      Usuń
  18. Mój syn właśnie wczoraj dostał pierwsze zadanie domowe i poczułam, że mam już duże dziecko :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Dobrze, że nie wymaga kontroli i dzięki temu ładnie się usamodzielnia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam kciuki, by została tak jak najdłużej :)

      Usuń
  20. Ja próbowałam NIE przypominać o lekcjach i wymigiwać się od pomagania przy nich, ale dalej mamy taką sytuację, że najnormalniej w świecie by o nich zapomniał. Pytałam mojej specjalistki ds dzieci, czyli mamy - nauczycielki z 30letnim doświadczeniem z pracą z podstawówczakami i prosto z mostu rzuciła "chłopcy tak mają" :D Cóż...pewnie nie wszyscy, ale u nas skończyłoby się samymi uwagami za brak zadania, gdybym młodemu nie przypomniała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od dawien dawna wiadomo, że chłopcy są bardzo zdolni często, acz leniwi :))

      Usuń
  21. Jeśli chodzi o moje własne doświadczenia, to było tak jak u Was. Sama odrabiałam lekcje i mam nadzieję, że podobnie będzie z moimi dziećmi. Na razie jesteśmy na etapie przedszkola i ten czas wykorzystuję, żeby z nimi pracować - przez zabawę oczywiście. Jednak jak będzie w szkole, nie wiem. Każdy rodzic ma nadzieję, że jego dziecko nie będzie miało problemów z nauką, jednak różnie bywa. Dużo zależy od dziecka, dużo od nauczycieli i ich podejścia. Ale zdecydowanie zgadzam się, że rozwiązywanie zadań za dziecko jest fatalnym pomysłem, bo niby czego to ma nauczyć?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, dużo zależy od podejścia nauczyciela, jakości i ilości zadawanych zadań!

      Usuń
  22. O to jeszcze przed nami, ale sama ciekawa jestem jak to będzie? Ja zawsze lubiłam sama odrabiać lekcje, co ciekawe nawet pomagałam starszemu bratu w matematyce :) Mama mnie tylko "pytała", ale tylko wtedy gdy sama do niej przychodziłam. Mam nadzieję, że moje dzieci również będą samodzielnie odrabiać lekcje i w sumie mam nadzieję, że nie będzie tych zadań domowych zbyt wiele, tak żeby miały czas też dla siebie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przytłaczająca ilość powoduje, że dzieciaki nawet inteligentne przegrywają ze zmęczeniem :(

      Usuń
  23. Też nie odrabiam lekcji z Victorią, chociaż na początku było ciężko. Połączyć prace domowe z dwóch szkół polskiej i francuskiej wymagało jednak odrobinę mojej ingerencji, właśnie w zadaniach po polsku. Po prostu dziecko często nie rozumiało słów z zadania. Dorastając i używając głównie francuskiego ma pewne braki. Teraz już nie ma szkoły polskiej a z francuskiej sprawdzam tylko oceny, czasem tylko muszę coś wytłumaczyć, bo jednak poziom staje się coraz wyższy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiadomo, że jeśli materiału będzie więcej i będzie trudniejszy to nasza pomoc może być niezbędna!

      Usuń
  24. Zobaczymy, jak to u nas będzie. Mamy jeszcze trochę czasu, ale Twoje podejście jest mi bliskie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie się zmieni jak zrobi się trudniej :)

      Usuń
  25. Zobaczymy jak to będzie u nas, ale obawiam się że będziemy zadania robić razem, szczególnie z Myszkom. Jej brak cierpliwości i koncentracji może przeszkadzać w samodzielnym odrabianiu lekcji.
    Ale ja zawsze sama odrabiałam lekcje. Póki Młoda sobie radzi to po co masz jej w zeszyty zaglądać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jest, dopóki daje radę, niech robi sama :)

      Usuń
  26. Też jestem typem mamy która pomaga kiedy już musi. ;) Na szczęście moja córa nie miała większych kłopotów z nauką. Za to ogromnie współczuję rodzicom, którzy muszą siedzieć przy lekcjach z dziećmi.

    OdpowiedzUsuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka