Strefa taty cz. 2 : Rozśpiewana małolata :)

Muzyka towarzyszy nam przez całe życie. Trudno wyobrazić sobie codzienne egzystowanie bez jakichkolwiek miłych dla ucha dźwięków. Pomijam wrzaski, krzyki i inne cudowne sygnały alarmowe, które wydostają się nieraz z ust mojej córki. W takich chwilach cieszę się, że nie jesteśmy rodziną nietoperzy, bo chyba bym nieraz upadł na główkę i zszedł na zawał (parokrotnie w ciągu dnia). Ale wróćmy do tematu…
Jestem muzycznym tatą-konserwą, tzn. mam własne wypracowane wyczucie gustu i smaku, a co za tym idzie dość ściśle określony „kanon lektur obowiązkowych i uzupełniających”. Postanowiłem, że postaram się przemycić nieco tego i owego mojej córce w myśl przysłowia „Czym skorupka za młodu nasiąknie…”. Póki co wyniki są umiarkowane. Powód? Mam szlaban na słuchanie „mojej” muzyki w domu w obecności innych nietoperzy. Dacie wiarę?! Aha, byłbym zapomniał – słucham głównie ciężkiego metalu (nie, nie takiego z układu Mendelejewa, tylko z zupełnie innej galaktyki!). W porządku – rozumiem, że niektórym może się to nie podobać i nie widzą w tych dźwiękach melodii tylko coś zgoła odmiennego („- Kochanie, chyba płyta Ci się zacięła; - Ależ Skarbie, to jest Dimmu Borgir!”). Tak to mniej więcej wygląda u mnie.
Córkę rozpocząłem edukować muzycznie z tego samego źródełka, z którego sam piłem za młodu (bardzo, bardzo młodu). Mówi Wam coś nazwa Fasolki? Oprócz warzywka-składnika do zupy istnieje też w postaci skondensowanego dziecięcego zespołu, na piosenkach których wychowują się już kolejne pokolenia dzieciaków. NIE UWIERZĘ jeśli ktoś mi powie, że nie wie o czym mowa, albo nie zna słów choćby jednej ich piosenki. Jeśli nie jesteś aborygenem, czy dopiero co rozmrożonym z bryły lodowej Neandertalczykiem, to musisz znać Fasolki! No to sobie z córką pośpiewaliśmy za wszystkie stracone czasy. Klasyka musi być i basta!



Niestety…W dobie internetu i TV trudno uchronić moje dziewczę przed całym muzycznym złem tego świata. No to ją w końcu też złapało. Na początku nie było groźnie: Shakira, Grzeszczak, Katy Perry – takie niegroźne bakterie wirusowe, których działanie ogranicza się jedynie do chodzenia przez cały dzień z melodią w głowie (albo jakby to powiedziała Iza: „In Your Hep!”). Można też się nabawić (w skrajnych przypadkach) zwichnięcia bioder – co pewnego dnia pewnie się przydarzy córce, która powoli wyrasta w tej materii na nową Shakonce (połączenie Beyonce i Shakiry).
Ostatnio zauważyłem jednak niepokojące symptomy, grożące poważnymi schorzeniami muzycznymi (i nie tylko) w przyszłości. Pitbull, PSY, Kesha – cóż, muzyką i słowem nie grzeszą. Aż strach pomyśleć, co by było gdyby puszczali klipy z polskim lektorem (albo dubbingiem). Wtedy byśmy się dowiedzieli, że „wiem, że ty chcesz mnie; wiesz, że ja chcę cię” i inne tego typu inteligentne „perełki”. Ja jestem już duży (i wyższy niestety nie będę), więc mnie to nie rusza – mogę się jedynie pośmiać. Ale jakie spustoszenie takie bakterie mogą poczynić w główce małego człowieczka?? Dlatego staram się jak mogę żeby pokazywać Izie inną, bardziej ambitną twarz muzyki. The Cranberries, Bon Jovi – na jej wiek może być, póki co. Efekty jakieś są, gdyż nieraz w ruch idzie gitara-zabawka (od razu odpowiadam: ja się jej nie tykam!).



Nie jest łatwo być tatusiem-metalem w świecie rządzonym przez ESKA i 4fun TV. Zdaję sobie sprawę, że niektóre melodie są nawet ładne, chwytliwe i łatwo można je polubić. Ale czy ktoś się zastanowił co kryje się pod tym płaszczykiem? Jakie beznadziejne, bezsensowne i poniżające treści są tam przekazywane? A nasze dzieci tego słuchają, w końcu zaczną rozumieć angielskie słowa (bo ponoć po przedszkolu trzeba już mieć opanowane 3 języki obce w tym jeden skandynawski) i co wtedy?? Dyskoteki, towarzystwo do ćp…, chl…, pie… Ja się na to nie zgadzam! Wolę, żeby moje dziecko na starość nosiło aparat słuchowy! A o treści i przekaz w „mojej” muzyce nie ma obawy: żaden język świata nie pomoże jej w zrozumieniu słów wokalisty deathmetalowego! :)

8 komentarzy :

  1. Dzięki za poprawę humoru z samego rana... ;-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale jak to szlaban??!!! Fiu fiu :) Ja raczej stoję po stronie rocka i reeage choć i metalu zdarza mi się słuchać. Na szczęście nie mamy ograniczeń, idziemy na kompromis. Młody chętnie potrzepie ze mną głową w rytm "Fear od the dark" za to ja chętnie potańcuję w rytm "toka toka". Naszym wspólnym mianownikiem jest reeage. Wszyscy uwielbiamy, wszyscy znamy i wszyscy w rytm jej tańczymy podczas różnych czynności ale też tak po prostu :) Ostatnio na tapecie TABU :)) Pozdrawiam :)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zaraz tam szlaban....mąż po prostu lubi słuchać głośno a ja nie!! Jego muzyka to dla mnie tylko wrzaski - nie dopasowaliśmy się pod tym względem ;) ale nie musimy lubic tych samych rzeczy co nie? ;)

      Usuń
    2. Oj nie denerwuj się, to było w formie żartu :) No cięzkiego metalu raczej też bym nie puściła dziecku na full :)))) Dobrze, że my ludzie się różnimy - to czyni nas pięknym :))

      Usuń
    3. to na mężą mogę się najwyżej zdenerwować, ale tez nie za bardzo bo mi postów nie będzie tworzył ;)

      Usuń
  3. Uśmiałam się do łez. :)
    Mam znajomych, których dziecko zasypiało tylko przy"metalu". ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nasi mają różne gusta. Akurat Gangnam Style lubią :(. Ale uwielbiają też The Corrs :D.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gangnam...o z grozo!! To długo chodziło za moją córka :) Tak to już jest, że piosenki niby beznadziejne, ale wpadaja same w ucho :)

      Usuń

Za wszelkie komentarze serdecznie dziękuję! Zwłaszcza za te miłe i podbudowujące, ale za te krytyczne też, bo jak inaczej się czegoś nauczyć? :)

Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka