Strefa taty cz.10 - Tylko spokojnie, czyli wspólny wypad z córką

Od czego zacząć żeby nie skłamać? Może tak…
Dzień rozpoczął się fatalnie. A przecież miało być cudnie i wspaniale: wspólny sobotni „wypad” taty z córką do kina wraz z wszelkimi dostępnymi atrakcjami (popcorn, napoje i gadżety związane z filmem). Skończyło się na zszarganych nerwach, szlabanach i kacu moralnym. Kino mimo wszystko było. Ale po kolei…


Czytaj dalej...

Przygody z książką - bajkowe książki

Dziś chciałabym Was "zasypać" zdjęciami :)
Zamiast obszernego tekstu reklamującego książki, które czytamy, będzie dziś sporo fotek!
Jak już dobrze wiecie książki u nas po prostu "rządzą". Tydzień bez wypadu do biblioteki to tydzień stracony. Za każdym razem przywozimy całą masę nowości dla całej rodziny :) I to dosłownie, bo zaopatruję również moją siostrę i czasem jej synków. Taką mamy bogatą w tytuły różniste bibliotekę. 
Chciałabym Wam pokazać dzisiaj książki (głównie Disney'a), które są napisane na podstawie znanych i lubianych bajek. Chyba każde dziecko lubi poczytać o swoich ulubionych bohaterach z ekranu TV :)



Czytaj dalej...

Rajdowy Dzień Taty

Kolejny weekend za nami. Czerwiec, czyli miesiąc który teoretycznie powinien być początkiem pięknego lata. Cóż...pogoda wie swoje. Matka natura rządzi własnymi prawami. Jednak nic nie stanie na przeszkodzie Śpiewającym Włóczykijom!!
Kto zgadnie o czym będzie dzisiejszy wpis?  :) Aktywny weekend po raz kolejny w naszej rodzinie :) Jutro Dzień Ojca toteż  z tej okazji nasze przedszkole, jak zwykle, stanęło na wysokości zadania i zorganizowano nam miłe niedzielne popołudnie!

Czytaj dalej...

Kawa kawie nierówna

Siedzę sobie i myślę o czym napisać....
Na dworze ziąb, wilgoć, więc zaparzyłam mój ulubiony napój....kawusię ;)
Pomysł od razu narodził się sam! Napiszę dziś o kawie. A dokładniej, to o jej rodzajach i  sposobach jej parzenia. Któż bowiem nie lubi usiąść z filiżanką lub wielkim kubkiem kawy przy książce, w ogrodzie lub gdzieś na tarasie z widokiem np. na morze, czy góry? Mnie zawsze przyciąga sam zapach. Co ja mówię...Wystarczy, że zobaczę gdzieś szyld ze słowem kawa, a już mam ochotę usiąść przy stoliku i wypić ten aromatyczny napój! Taka kawa to często najlepsza chwila przyjemności jaką możemy sobie zafundować w trakcie całego zabieganego dnia....

Czytaj dalej...

Przedszkolna piżamówka - jak się przygotować

W ostatni piątek nasze przedszkole po raz kolejny przygotowało atrakcję dla dzieci. Właściwie tym razem nie tylko dla dzieci. Skorzystaliśmy też na tym MY - rodzice. Jedni mniej (stres związany z nocowaniem dziecka poza domem, rodzeństwo, które pozostało w domu), inni bardziej - impreza, wyjście z domu, bo to przecież "jedyna okazja" :) Tak, czy siak dzieciaki miały frajdę jakiej mało! Ja osobiście, wraz z mężem, zaliczaliśmy się do grupy rodziców, którzy mało na tym całym przedsięwzięciu skorzystali, gdyż siedzieliśmy w domu jak na szpilkach. Wszystko z obawy, iż dostaniemy telefon z przedszkola z informacją, że Iza się wybudziła i panikuje. Jednak rano mogliśmy dłużej poleżeć w wyrku. Sami, bez intruza czytającego nad uchem książki od 5.30. 

Czytaj dalej...

Koszenie trawnika - dlaczego już tego nie lubię?

Mieszkamy w domu z ogrodem. Co prawda określenie „ogród” jest w tym przypadku dużo na wyrost, gdyż mało w nim kwiatów, zero warzywniaka (kiedyś był, ale ziemia kiepska i nic nie rosło!). Za to od frontu domu przeważa kostka brukowa (teść jest jej fanem), a z tyłu trawa i iglaki (fan ten sam). Ja mam swój skrawek tegoż "ogrodu" zwany skalniakiem, na którym znajduje się odrobina roślin nadających trochę kolorów otoczeniu. Niestety: z racji tego, że ogród usytuowany jest od strony południowej, niewiele roślin wytrzymuje całodzienne prażenie na słońcu. Tak więc jest trawa... Zawsze lubiłam ją kosić. Dlaczego to uległo zmianie? Odpowiedź jest dość prosta. Mimo, iż w tym roku upałów jeszcze nie mamy, trawa wyschła prawie na wiór. Deszczu mało, a i śniegu tej zimy nie było praktycznie wcale :( Poza tym na naszym trawniku zagościły... mlecze. Uparte chwasty, ciężkie do usunięcia. Poza mleczami część trawnika została też opanowana przez mech. 

Czytaj dalej...

Kącik recenzencki - „Potrójna recenzja, czyli na troje babka wróżyła”

Bardzo rzadko mamy z żoną okazję do zrecenzowania jednocześnie kilku książkowych nowości, które wyszły spod pióra (tego piszącego, a nie będącego elementem składowym np. kaczki) jednego autora. Jednak zawsze musi być „ten pierwszy raz”. Tak więc oto przedstawiamy Wam, drodzy czytelnicy, magiczną trylogię autorstwa Agnieszki Urbańskiej. Dlaczego magiczną?
- „Nie taki smok straszny”
- „Czarownica w wielkim mieście”
- „Księżniczka z innej bajki”
Tytuły mówią chyba same za siebie i zawierają wszystko to, „co 6-letnie dziewczynki lubią najbardziej”. Z tym większą radością przystąpiliśmy do zapoznania naszej jedynaczki z zawartymi w rzeczonych książeczkach historiami.


Czytaj dalej...

Nasze wycieczki cz.3 - park dinozaurów Zaurolandia

Ci, którzy nas czytają i przez to trochę już poznali, dobrze wiedzą, że poza książkami i grami planszowymi, lubimy spędzać czas aktywnie! Aktywnie, czyli nie tylko spacery, wycieczki rowerowe, czy w moim przypadku nordic-walking (a męża bieganie). Nasza rodzinka uwielbia również wszelakie wyprawy. Ostatnio pisałam o wycieczkach zorganizowanych przez przedszkole córki. Na ten weekend - długi weekend, również planowaliśmy do rzeczonej wyprawy się dołączyć. Tym razem był to wypad w góry Stołowe ze zwiedzaniem czeskiego zoo włącznie. Niestety. Po długich i intensywnych przemyśleniach, namowach znajomych i robieniu listy "za" i "przeciw" postanowiliśmy jednak odpuścić (jeśli czytaliście poprzedniego posta wiecie dlaczego!). Do tego doszło też przeziębienie, które "rozkładało" nas powoli, acz skutecznie! Jednak z racji tego, że na dworze upał, a w domu siedzieć nie lubimy, wybraliśmy się jednego dnia do ZAUROLANDII

http://www.zaurolandia.pl/

Czytaj dalej...

Strefa taty cz.9 - „Cena szczęścia, czyli studnia bez dna”


Dziś będzie bardzo przyziemnie. Tak, że już chyba bardziej być nie może.
Wszyscy doskonale zdają sobie sprawę, jaką rolę odgrywają w naszym życiu pieniądze. Podobno „szczęścia nie dają”…podobno. Jak w takim razie ma się czuć taki rodzic jak ja np., który musi wcześniej 10 razy pomyśleć, przekalkulować, przetrawić, a potem jeszcze raz przeżuć zanim zdecyduje się sprawić swojemu dziecko jakiś „nadprogramowy” prezent/niespodziankę? Z pewnością daleko mi wtedy do uczucia określanego jako szczęście.


Czytaj dalej...
Zwykłej Matki Wzloty i Upadki © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka